We wrześniu i październiku stan liczbowy osadzonych w koloniach karnych na terenie Federacji Rosyjskiej zmniejszył się o 23 tysiące osób podaje niezależny rosyjski portal Mediazona (czytaj).
Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się stało jest banalnie prosta: zwolnieni więźniowie walczą dzisiaj na Ukrainie. Nie zapowiada się zatem, żeby ta wojna miała zmienić swój charakter. Szanse na poszanowanie międzynarodowego prawa regulującego prowadzenie konfliktów zbrojnych ze strony Rosji są zerowe. Dziś Rosja nawet pozorów nie stara się już zachować.
Przy okazji faktu dotyczącego tej swoistej amnestii wojennej, jaka się teraz odbywa na terenie rosyjskich zakładów karnych, chciałbym napisać kilka krótkich uwag dotyczących tamtejszego systemu represji karnej i jego wpływu na postawy Rosjan dotyczące wojny.
Rosyjska polityka karna jest w swych skutkach podobna do tej, którą mieliśmy w Polsce po wojnie aż do 1989 r.
Z jednej strony jest to polityka bardzo represyjna, do kolonii karnej można trafić z byle powodu, zwłaszcza, że tamtejsze prawo karne, nie wspominając już nawet o praktyce jego stosowania, pozostawia wiele do życzenia jeśli chodzi o przejrzystość regulacji.
Tytułem przykładu mogę tu przytoczyć choćby dwa poniższe przepisy kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej:
Art. 280.1 czyni karalnym (prawnicy powiedzą: penalizuje) publiczne nawoływania do działań ekstremistycznych.
Natomiast art. 280.3 tego kodeksu penalizuje działania publiczne mające na celu zdyskredytowanie użycia Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej w celu ochrony interesów Federacji Rosyjskiej i jej obywateli, utrzymania pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego lub wykonywanie przez władze Federacji Rosyjskiej ich uprawnień w określonych celach
Skutki tak skonstruowanych przepisów mogą okazać się dla obywatela opłakane. Weźmy na ten przykład oddanie Chersonia. Na kilka dni przed tym było już wiadome, że armia rosyjska się z niego wycofa. Wyobraźmy sobie, że chcemy przeprowadzić sondaż opinii publicznej na ulicy w Moskwie i zapytać się Moskwian czy popierają to działanie.
Pozytywna odpowiedź, przy pewnego rodzaju interpretacji, mogłaby podpaść pod publiczne nawoływanie do działań ekstremistycznych.
Negatywna – mogłaby podpadać pod przepis o dyskredytowaniu armii rosyjskiej.
Rosjanie wiedzą o tym jak wygląda kwestia stosowania procedur i prawa karnego w ich kraju i dlatego nie lubią rozmawiać z nieznajomymi o prawie, polityce, czy historii, chyba że z pozycji wielkoruskich.
Z drugiej strony aktualnej polityce karnej Federacji Rosyjskiej towarzyszy zjawisko, które i za PRL często u nas występowało: regularnie powtarzających się amnestii.
W 2015 r. z okazji 70-lecia „dnia pobiedy” – jak podaje Mediazona – zwolniono 15 tysięcy więźniów, zaś 5 lat później – 17 tysięcy. Więzienia rosyjskie są po prostu przepełnione, a machina procesu karnego wciąż produkuje nowych osadzonych.
Jeżeli więc dzisiaj nie obserwujemy masowych protestów Rosjan przeciwko wojnie, czy mobilizacji, to musimy wiedzieć, że wynika to ze specyficznej logiki myślenia: protest może się skończyć więzieniem, które jest w Rosji piekłem. Z więzienia szybko wydostać się można tylko na front, a to prawie wyrok śmierci lub kalectwa. Z kolei branka do wojska dotyczy albo – jak wyżej – więźniów, albo Czeczenów, Jakutów, Czerkiesów, czy innych. Nie nas, białych Rosjan w Moskwie i Petersburgu. Oczywiście wiadomo – pozory trzeba zachować więc i kilku z Moskwy się weźmie, jak już mają takiego pecha.
Na razie jednak nie jest tak źle, myśli przeciętny Rosjanin, starając się jakoś doczekać do końca tego konfliktu. Ta kalkulacja właściwie się sprawdza – wezwania do wojenkomatów rozdawane w metrze są na razie raczej ewenementem niż regułą.
Pytanie: ilu żołnierzy musi stracić Rosja w Ukrainie, żeby ten obraz się zmienił?
Ilustracja: Борис Хмельный / Медиазона
Zostaw komentarz