Od czasu przejęcia Twittera przez Elona Muska media głównego nurtu obrały sobie to medium za cel. Musk jest przedstawiany jako niekompetentny oszołom, który dostał do ręki piękny zegarek i go natychmiast popsuł.
Cała ta kampania jest inspirowana przez kilka wpływowych lewackich ośrodków, które jeszcze zanim Musk cokolwiek realnie w TT zmienił – rozpoczęły agitację na rzecz zniszczenia tej marki. Wielkie firmy reklamowe otrzymały listy od „organizacji prawnoczłowieczych” domagające się od nich zakończenia współpracy z TT. Argumentowano, że zapowiadana przez Muska polityka wolności słowa w istocie sprowadza się do tolerowania „faszyzmu, rasizmu, mizoginizmu i homofobii” a wielkie marki nie mogą sobie pozwolić na ogłaszanie się w takim towarzystwie.
Tymczasem – zasadniczo, na samym Twitterze nic się, póki co nie zmieniło. Musk zwalnia część załogi – jak każdy nowy właściciel ma prawo przeprowadzić restrukturyzację firmy po swojemu. Zmiana warunków zatrudnienia powoduje też, że część załogi odchodzi – co też jest normalne. Kompletnie nie rozumiem, na jakiej podstawie media znajdują tu dowód kryzysu.
Owszem – Twitter jest napisany w dość niszowym, lecz szybko zyskującym na znaczeniu języku SCALA, ale nie jest tak, że na rynku nie można znaleźć programistów w tym języku pracujących. Dla przykładu – stosunkowo młode medium społecznościowe MEWE też zostało napisane w SCALA i to w znacznym stopniu przez wynajętych do tego polskich programistów.
Ponieważ sam jestem programistą, to mogę powiedzieć, że realnie nad kodem samej platformy pracuje zespół góra kilkunastoosobowy. Znacznie większa liczba osób pracuje nie nad kodem platformy, ale nad architekturą systemową, czyli tym wszystkim, co wiąże się z obsługą tak dużej puli użytkowników i utrzymaniem integralności i dostępności danych w rozbudowanej globalnej sieci. Cała reszta, to moderacja kontentu, współpraca z reklamodawcami i partnerami biznesowymi, administracja i polityka.
Natomiast – istnieją DWA realne ryzyka dla TT, które tutaj pokrótce omówię:
1) Załamanie ekosystemu.
Twitter, to nie tylko medium społecznościowe. W bebechach, Twitter – podobnie jak Facebook, to technologiczny ekosystem, który generował ogromną ilość informatycznych wynalazków, z których niemała część stała się standardowym wyposażeniem osób zajmujących się programowaniem dla Internetu. Szeroka akceptacja zrodzonych w zespole TT technologii takich jak chociażby Bootstrap, to tego klarowny dowód. Każdy, kto ma choć trochę doświadczenia w IT wie, że proces tej wynalazczości jest bardzo nieformalny i wynika z ogromnego przepływu inspiracji w tzw. środowisku. Każdy lider technologiczny w IT funkcjonuje dziś dzięki temu, że był zdolny utworzyć coś w rodzaju wirtualnego portalu między tym, co jest „proprietary” (wewnętrzna wiedza firmy) a społecznością wolnego oprogramowania. To generuje koszty, ale przynosi ogromną wartość. Przeróżne programy wspierania otwartej społeczności wydają się dziwaczne, ale w praktyce rodzą się tu idee, które inspirują postęp technologiczny i dzieje się to szybciej niż w zamkniętym ekosystemie tradycyjnej korporacji. Zarządzanie tym procesem jest szczególnym rodzajem know-how, którego firmy uczą się latami. Wymaga sporej dbałości i taktu, żeby łączyć otwarte i zamknięte technologie tak, żeby nie narazić firmy na problemy licencyjne, a zarazem nie blokować rozwoju.
Tymczasem, Elon Musk jest jak gdyby z innego świata – ze świata technologii kompletnie zamkniętej, która jest rozwijana wyłącznie siłami własnymi firmy, w duchu daleko posuniętej sekretności obiegu informacji. Elon Musk może kompletnie nie zdawać sobie sprawy z tego, ile „know-how” Twittera jest de facto rozproszoną wiedzą inżynierską „in statu nascenti” – czymś, co się rodziło, ale jeszcze nie skonkretyzowało, gdyż składało się z pomysłów zrodzonych nieformalnie, jako inicjatywy „zapaleńców” tworzących narzędzia optymalizujące ich własną pracę. Elon Musk może nawet nie rozumieć, że to tak w IT działa.
Elon Musk ma bowiem doświadczenie z innego rodzaju inżynierią. Ktoś, kto zajmuje się budową silników rakietowych nie jest w stanie samodzielnie lub prawie samodzielnie, gdzieś „na boku” opracować sobie – bo ja wiem – nowego procesu hutniczego, który pozwoli na wytwarzanie lepszych gatunków stali. Jeśli ma jakiś pomysł – musi go zgłosić, jego inicjatywa musi otrzymać finansowanie, muszą być zaalokowane określone zasoby, żeby mógł w ogóle coś sprawdzić. W takim systemie mało wiedzy istnieje poza świadomością organizacji.
Tymczasem w IT pojedynczy inżynier może wymyślić rewolucyjne rozwiązanie kompletnie „na boku” – np. tworząc nowy język o właściwościach dostosowanych do rozwiązywania konkretnej klasy problemów. W taki sposób powstał np. opracowany przez Hamptona Catlina język SASS, który zrewolucjonizował tworzenie arkuszy stylów koniecznych do działania witryn internetowych i stał się de facto standardem współczesnego Internetu. Taki inżynier – zwolniony – zabiera swój pomysł ze sobą i firma nawet nie wie, że coś straciła, bo on to sobie pisał „dla siebie”, żeby mu to pomogło w jego codziennej pracy i odciążyło w procesie, który uważał za źle pomyślany.
Wielkie korporacje zatrudniają naprawdę błyskotliwych inżynierów, którzy takie wynalazki tworzą nagminnie. Wymyślone z intencją optymalizacji jakichś procesów w firmie mają ogromny potencjał stania się standardem przemysłowym. Microsoft, Google, Apple, Facebook czy Twitter w istocie napędzają rozwój technologiczny w znacznej mierze dzięki tak zrodzonym wynalazkom. Wystarczy powiedzieć, że system operacyjny UNIX, na którym stoi całe profesjonalne IT zrodził się w Bell Labs de facto jako marginalny, „robiony na boku” projekt dwóch inżynierów: Kena Thompsona i Dennisa Ritchie – projekt, do którego firma w ogóle nie przywiązywała żadnego znaczenia i któremu zapewniała jedynie marginalne finansowanie.
Podsumowując – Elon Musk wchodząc dość brutalnie w to środowisko może je kompletnie rozbić. Zauważam, że naprawdę dobrzy informatycy, to ludzie niezwykle szanujący sobie indywidualność, często ekscentrycy i osoby tzw. trudne we współpracy, gdyż niechętnie poddający się sformalizowanym procedurom. Zarządzanie zasobami ludzkimi w IT jest trudne, gdyż są tam ludzie bardzo zdolni, ale też bardzo różni – od typu „incela” po transeksualistów. Wspomniany przeze mnie Hampton Catlin jest zdeklarowanym gejem, aktywistą LGBT. Pozwala to zrozumieć, dlaczego to właśnie sektor IT tak bardzo (chociaż być może aż przesadnie) zaangażował się w promowanie szeroko rozumianej „tolerancji”.
2) Podstawa biznesowa
Twitter istnieje jedynie dlatego, że stał się komunikacyjną platformą pierwszego wyboru profesjonalnych środowisk dziennikarskich i opiniotwórczych. Sensem Twittera nie są internetowe pogaduszki, wymiana poglądów, dyskusje, ale możliwość błyskawicznej, natychmiastowej komunikacji wertykalnej rozpoczynającej się od źródeł „wysokiej wiarygodności”.
Elon Musk zdaje się tego nie rozumieć. Świadczy o tym jego idiotyczna inicjatywa sprzedaży „niebieskich znaczków”. On nie rozumie, że ten „niebieski znaczek” jest istotą Twittera – pierwszą oznaką „autorytatywnego źródła informacji”, dzięki któremu Twitter w ogóle funkcjonuje i odróżnia się od innych platform. Niebieska odznaka na TT jest czymś w rodzaju legitymacji prasowej w mediach tradycyjnych. Bez niej – naprawdę nie wiemy kto jest kim. Problem nie polega na tym, żeby profesjonaliści nie byli w stanie wyłożyć 8 dolarów na „niebieski znaczek”, ale na tym, że jeśli „niebieski znaczek” będzie można sobie po prostu kupić – to cały sens Twittera pada, bo dewaluacji ulegnie najważniejszy element jego semantyki.
Jeśli Elon Musk chciałby TT poprawić, to powinien jak oka w głowie strzec „niebieskiego znaczka” i całego procesu potwierdzania tożsamości. Bez tego – Twitter traci cały sens.
Ponadto – moderacja jest ważna. Moderacja, to nie cenzura. Nikt poważny nie życzy sobie, żeby jego tablica w mediach społecznościowych, która jest niejako częścią jego publicznego emploi, zamieniła się w rynsztok. Musk musi przekonać profesjonalnych publicystów, że jest w stanie zapewnić poszerzenie pola dyskusji, lecz zarazem – zapewnić podstawowe standardy kultury. Niestety – zabrał się do tego jak słoń w składzie porcelany i zostało to natychmiast wykorzystane przez zwolenników politycznej poprawności w rozumieniu lewackim.
Życzę Twitterowi powodzenia. Polubiłem to medium i uważam je za bardzo ważne. Nie jestem osobą publiczną, nie mam „niebieskiego znaczka”, ale bez Twittera mój dostęp do profesjonalnej informacji byłby uboższy. Jednak widzę, że bardzo wiele „niebieskich znaczków” ogłasza, że utworzyło już „na wszelki wypadek” alternatywne konta na Mastodoncie. Elon Musk musi bardzo uważać. Twitter to nie Facebook! Zajmuje inną niszę i ma inne znaczenie. Mam jednak nadzieję, że Elon Musk to jakoś ogarnie.
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz