Inka narodowy bohater i jej ostatnia fotografia. Pozując do tego zdjęcia sanitariuszka 5 Brygady Wileńskiej wiedziała, że jej rodzina jest bezpieczna – dopiero co spotkała się z siostrą, która przekazała jej dobre wieści. Danusia szykowała się do powrotu do oddziału – zdobyła już potrzebne medykamenty. Kiedy w połowie lipca 1946 roku robiono jej to zdjęcie, nie wiedziała, że lada chwila aresztuje ją ubecja.
Danuta Siedzikówna trafiła w ręce UB 20 lipca 1946 roku. Po krótkim i brutalnym śledztwie została skazana na śmierć wraz z Feliksem Selmanowiczem „Zagończykiem”.

Zachowała się jak trzeba, stając się narodowym bohaterem oraz wzorem do naśladowania.

Danka Siedzikówna Inka o prawie dziecięcym wyglądzie, piękna dziewczyna, w słoneczny poranek 28 sierpnia 1946 r. (za sześć dni miała skończyć 18 lat) ma zostać rozstrzelana. Ileż wtedy miała pragnień, marzeń i życia przed sobą. Uczepiła się tych swoich przyszłych 18 lat pragnąc bardzo żyć dalej, by spełnić choćby marzenia zobaczenia Warszawy.

O czym ta bohaterska dziewczyna myślała przed śmiercią tego w książce nie doczytamy, o czym marzyła, czego pragnęła i co by ją czekało, a czego nie będzie – pewno tak myślała wówczas stojąc przed swoimi oprawcami.

Może młoda Inka, jak każde dziecko tęskniła za matką zamordowaną przez Niemców i pochowaną gdzieś pod lasem pod Białymstokiem, a może tęskniła za ojcem leżącym w żołnierskiej mogile daleko od ojczyzny w Teheranie. Może pomyślała też, że już nigdy nie zobaczy Warszawy i nie pojedzie tam z ojcem i matką.

Jest godzina 6.15, sala egzekucyjna wypełniona ludźmi, a może nie ludźmi a bandytami komunistycznymi w osobach prokuratora Suchockiego, lekarza i funkcjonariuszy UB żądnych krwi. Prokurator kończy czytać uzasadnienie wyroku śmierci, pada komenda „Do zdrajców narodu polskiego ognia!” Inka krzyczy: „Niech żyje Polska” strzały z dziesięciu sowieckich pepesz nie trafiają w Inkę, ci chłopcy z KBW nie mogli przecież tego zrobić, byli zbyt młodzi, może czuli, że Inka jest niewinna, a ten wyrok to zbrodnia. Była zbyt piękna i zbyt czysta, jak na te brudne czasy.

Inka ogłuszona strzałami, ale żywa pełna nadziei na uratowanie cudem życia zostaje dobita przez ubeckiego funkcjonariusza – podporucznika Franciszka Sawickiego z pistoletu strzałem w głowę. Ten kat zastrzelił Inkę z własnej inicjatywy, był to człowiek z tzw. awansu społecznego, oficerem został dzięki NKWD i KBW. W momencie oddania strzału krzyczał: „Nie chciała gadzina zdechnąć trzeba ją dobić”.

W pożegnalnym grypsie, przemyconym poza katownię, ta młoda dziewczyna, bohaterka swoich i naszych czasów pisze tak: „że jest jej przykro iż musi umierać, ale pragnie powiedzieć swojej babci, że zachowała się jak trzeba”.

Cześć i Chwała Bohaterom