I stało się. Krytyka, jaka spadła na polskojęzycznych żurnalistów po ujawnieniu instrukcji niemiecko-szwajcarskiego właściciela mediów wydała pierwszy owoc.

Oto tekst, jaki ukazał się na portalu Przemysława Szubartowicza wiadomo.co*:

Tu nie chodzi o poglądy. Posiadanie różnych poglądów przez różnych ludzi jest czymś oczywistym i bezdyskusyjnym. Chodzi o to, że wspólnym mianownikiem dla lewicowców, liberałów, konserwatystów, chadeków powinny być zasady demokratycznego państwa prawa. Szacunek dla podstawowych standardów demokracji jest obowiązkiem wszystkich, niezależnie od poglądów. Szczególnym obowiązkiem dziennikarzy i publicystów jest podawanie prawdy.

Tymczasem w obliczu bezprecedensowego łamania konstytucji, które ma miejsce w Polsce od listopada 2015 roku, część polskich dziennikarzy i publicystów cofa się przed nazwaniem tego po imieniu, powołując się na zasadę bezstronności.

W ten sposób dziennikarze starają się osłabić moc własnego przekazu po to, by odsunąć od siebie ewentualne oskarżenia o stronniczość lub o wspieranie opozycji.

Taka próba symetrycznego rozdawania razów, po równo, niezależnie od tego, jaki jest stan faktyczny, zyskała już miano symetryzmu. Koncept ten opiera się na założeniu, że prawda leży zawsze pośrodku, i nawet jeśli obecne władze daleko przekraczają dopuszczalne standardy, to należy podążać za nimi, aby nie utracić pozycji leżącej w równej odległości pomiędzy stronami konfliktu.

Przypomnijmy sentencję już klasyczną: prawda nie leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży. Rolą dziennikarza i publicysty jest podawanie prawdy społeczeństwu. Źle rozumiana zasada bezstronności prowadzi do nieuczciwości intelektualnej, do niepodawania całej prawdy lub wykrzywiania prawdy po to, by wykazać się rzekomą bezstronnością, by zaistnieć na rynku dziennikarskim jako obiektywny, rzetelny, wyważony, daleki od skrajności publicysta.

Jest opowiedzeniem się po stronie zasad wyrażonych między innymi w konstytucji naszego kraju. I po stronie przyzwoitości. Zakrawa na ironię, że symetryści potrafią nawet występować z pozycji wysokomoralnych i krytykować oraz pouczać tych, którzy próbują nawoływać do przestrzegania standardów.

W ujęciu funkcjonalnym (bo na pewno nie intencjonalnie) taka postawa oznacza wspieranie polityków, którzy naruszają prawo i standardy, bowiem nie liczą oni na nic innego niż właśnie uznanie, że ich działania mieszczą się w nawiasie dopuszczalnych, demokratycznych procedur politycznych. W ten sposób szukają alibi, świadków, którzy by zeznali przed społeczeństwem, że to, co robią, jest w zasadzie zwykłą polityką, taką samą jak w całym okresie po 1989 roku. Dzięki temu zyskują rozgrzeszenie i otwartą furtkę do następnych nielegalnych lub po prostu niegodziwych działań rozmontowujących polską demokrację.

Kto powołując się na źle rozumianą zasadę bezstronności dystansuje się od powinności informowania, a nawet alarmowania społeczeństwa wtedy, gdy to niezbędne, staje się automatycznie współuczestnikiem przez zaniechanie procesu naruszania fundamentów państwa prawa.

W przypadkach jednoznacznych należy się zachowywać jednoznacznie.

 

Wyboltowanie moje, tekst natomiast zaczerpnięty z portalu wiadomo.co.

Przypomnijmy zatem, jak prawda w polskojęzycznych mediach ma wyglądać wg Marka Dekana, prezesa Ringier Axel Springer Media AG:

(…) Ta ostatnia z lekcji ma kluczowe znaczenie dla Polski. W nadchodzącym czasie na autostradzie unijnej integracji pojawia się nie tylko pas szybkiego i wolnego ruchu, ale też parking. I to jest właśnie moment, gdy do gry włączają się wolne media, takie jak my.

Nigdy nie zapominajmy o podstawowych wartościach, jakie reprezentujemy: opowiadamy się za wolnością, rządami prawa, demokracją i ZJEDNOCZONĄ EUROPĄ.

Pamiętajmy, że większość naszych czytelników i użytkowników należy do tej miażdżącej większości, która popiera członkostwo Polski w UE. Podpowiedzmy im co zrobić, żeby pozostać na pasie szybkiego ruchu i nie skończyć na parkingu.

Stawką w tej grze jest wolność i pomyślność przyszłych pokoleń.

Polacy popierają Unię Europejską.(…)

Oto rola wyznaczona „wolnym mediom” – mają włączać się do gry, a nie informować!

Crème de la crème żurnalistów skupionych w polskojęzycznych mediach szanujących prawdę jak jasna cholera  to:

Renata Kim. Złośliwi twierdzą, że jest spowinowacona z koreańską linią Kimów, bo to wynika jakoby z całokształtu jej publicystyki i doboru faktów. Jako żurnalistka polskojęzycznego Newsweek’a zasłynęła w ubiegłym roku tłumaczeniem próby ukrycia prawdy o gwałtach popełnionych przez tzw. uchodźców na Niemkach w noc Sylwestrową. O czym doniósł nawet…pudelek!

http://www.pudelek.pl/artykul/87825/renata_kim_z_newsweeka_o_gwaltach_w_sylwestra_prawica_w_niemczech_i_w_polsce_wykorzystala_to_propagandowo/

Przemysław Szubartowicz. Ongiś dziennikarz postkomunistycznej trybuny wsławiony stwierdzeniem: „Nie wierzę zatem w Boga (…) odrzucam inne mitologie, na przykład patriotyzm” (22.03 2003 r.).
Bartosz T. Wieliński. Żurnalista „gazety wyborczej”, który w styczniu 2016 roku na łamach Südddeutsche Zeitung wzywał Niemców na pomoc „ginącej polskiej demokracji”!


Marcin Wojciechowski.
Również z kręgu czerskich żurnalistów, w latach 2013-2015 rzecznik MSZ, już po przegranych wyborach prezydenckich mianowany ambasadorem na Ukrainie. Mianowanie zostało cofnięte w grudniu 2015.

Publikuje na liberalnym portalu Liberte. Jednym z jego fundatorów jest Jerzy Soros (via fundacja Batorego), a w radzie programowej zasiadają m.in.: Henryka Bochniarz, Witold Gadomski, Jan Hartman, Ireneusz Krzemiński, Janusz Lewandowski, Andrzej Olechowski, Tadeusz Syryjczyk, Jerzy Szacki, Jan Winiecki, Paweł Śpiewak.

 

Porównując list w/w żurnalistów z pismem szefa polskojęzycznych mediów w Polsce widać wyraźnie, że dobrze rozumiana zasada bezstronności oznacza ich zdaniem po prostu daleko idącą autocenzurę.

„Prawda” bowiem oznacza, że „wolne media” opowiadają się za zjednoczoną Europą. Tym samym z czwartej władzy, mającej kontrolować trzy inne, staje się w rozumieniu Dekana jedynie aparatem propagandowym w służbie Komisji Europejskiej.

To tłumaczy m.in. swoisty zapis cenzorski na wydarzenia w Hamburgu i ukrywanie tożsamości przestępców, co tak nieudolnie próbowała wyjaśnić Renata Kim.

Jestem z pokolenia, które wiedziało zarówno na podstawie własnych doświadczeń, jak i rodziców, że prasa kłamie.

Dzisiaj znowu okazuje się, że media łżą..

Na pociechę nie tylko polskojęzyczne, ale i te w reszcie Europy.

Lewacka próba utworzenia nowego człowieka ciągle trwa.

Pracownicy mediów, do niedawna zwani dziennikarzami, w rozumieniu Dekana i jemu podobnych to tylko kolejna mutacja leninowskich „inżynierów dusz”.

Społeczeństwo wg faktycznie trzymających władzę w UE ma być formowane, a nie informowane.

 

 

16.04 2017

______________________________

* wydawcą jest 5Po12 sp. z o.o. o kapitale 5.000,- zł