Generał Andrzejczak zaczyna dostrzegać fakty. NATO teoretycznie jest paktem jądrowym, ale ekspozycja nuklearnych zdolności jest obecnie zastrzeżona na wypadek zagrożenia „państw centralnych”. Takich demonstracji nie robi się w przypadku, kiedy zagrożenie dotyczy wyłącznie państw peryferyjnych.
Polska po prostu nie ma wyjścia i musi prowadzić strategię wojskową taką, jakby NATO mogło, ale jednak nie musiało włączyć się w ewentualny dotyczący nas konflikt na adekwatnym naszym zdaniem poziomie.
Jednym słowem – jak zawsze w historii Polska musi przede wszystkim liczyć na siebie. Wynika to z tego, że ewentualna reakcja „państw centralnych” nie będzie wcale wynikać z tego, że one czują się przez Rosję bezpośrednio narażone, ale jedynie z tego, że być może uznają, że muszą się do konfliktu przyłączyć z powodów „politycznych”. Moim zdaniem nawet jeśli ostatecznie zdecydują się odpowiedzieć, to ich postawa sojusznicza będzie powoli skalowana i – wg naszej miary – zawsze spóźniona i nieadekwatna do skali rosyjskiego zagrożenia.
Dlatego gen. Andrzejczak w końcu przyznał, że jeśli nic się nie zmieni i Zachód nadal będzie tak oszczędny w środkach, jak jest teraz, to Polska będzie zmuszona wydawać na zbrojenia nawet więcej niż 5% PKB.
To będzie już bardzo poważne obciążenie budżetu państwa – coś, co nie pozostanie bez wpływu na sytuację w kraju. Te środki zostaną wyjęte z budżetów innych ministerstw. Nasi fałszywi przyjaciele za Odrą zacierają ręce: oto Polska będzie się rujnować a oni nie wydadzą nawet obiecanych 2% na wojsko…
Wszystko to wynika z niepisanej umowy, z przekonania przywódców Zachodu, że roszczenia Kremla nie sięgają za Odrę a zatem – że można się będzie zawsze z Moskwą jakoś dogadać nie rzucając bombami na oślep.
To dlatego, niezależnie od tego, co się dzieje na Ukrainie, Niemcy nie odpuszczają i nie zgadzają się na żadne odejście od umów NATO-Rosja z 1997 r. Czytam właśnie, że rakiem wycofują się z obietnicy złożonej Litwinom podczas szczytu NATO w Wilnie przez niemieckiego ministra obrony Pistoriusa. Podobno minister Pistorius „przejęzyczył się” wspominając o stałych niemieckich bazach wojskowych na Litwie. Berlin twardo dba o swoje interesy a kanclerz Scholz nie robi sobie wiele z „opinii sojuszników” i blokuje dostawy rakiet Taurus na Ukrainę.
Polska podąża bardzo wąską ścieżką. Tyle będziemy mieli, ile sami toporem sobie wyrąbiemy. Unia Europejska nam już w niczym nie pomoże a Berlin gdzie się da – nogę podstawi. Zaś Amerykanie patrzą i zajadają pop-corn po aptekarsku wydzielając pomoc kroplówką:

Zostaw komentarz