Opadały mi ręce, a jeszcze bardziej chęć do pisania i komentowania.
Z trudem, ale jestem w stanie zrozumieć ludzi o mentalności ZMPowców, którzy muszą działać na apel i nie zastanawiać się, czy apel ma sens, przez kogo jest rzucony i czy warto wydatkować energię na stawanie w szeregu.
Tak wiec mogłam (z trudem) próbować rozumieć ludzi, którzy – jedni z dobrego serca, inni na pokaz, jeszcze inni dlatego, że w ich środowisku „nie da się inaczej”- bronili własną piersią najeźdźców z Białorusi, biegali na granice z plastikowymi torebkami z kanapkami dla uchodźćów lub apelowali o pocięcie koncertin i przyjmowanie ludzi, przepychanych przez białoruskie służby, do siebie. A teraz gotowi są własnymi rękoma rozbierać mur. Moim zdaniem też jest niepotrzebny, zwłaszcza w obecnej sytuacji).
Ludzie mogą postępować nieracjonalnie, a nawet wbrew własnym interesom i interesom swoich współplemieńców. Natomiast rząd? Rząd powinien mysleć za nieracjonalnych obywateli. Racjonalnie!
Nie chcę komentować tej rozpętanej przez rząd histerii propagandowej, kiedy wystarczyłyby czynione po „jak najbardziej cichu, po wielkiemu cichu” akcje wspomagające Ukraine. Wprawdzie nie dalobo by się tego ukryć, ale przynajmniej nie byłoby aż tak drażniące dla Putina. Jest zasada – szaleńca z pistoletem czy nożem w łapie nie należy prowokować.
A dziś… Nawet pisać mi się nie chce…
Wszystkim przywódcom, podobnie jak w czasie pogrzebu Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, w locie do Warszawy przeszkadzały „pyły w powietrzu”.
Dziś powstrzymuje ich zdrowy rozsądek. Żaden kraj nie chce wojny z Putinem i żaden kraj nie wesprze nas, kiedy Putin zaatakuje Polskę. Nasi przywódcy wierzą lub tylko plotą, że wesprą. Wszyscy. Bo jesteśmy w NATO… Nikt nas nie wesprze, bez względu w czym jesteśmy, bo najzwyczajniej nie leży to w niczyim interesie.
Może gdzieś napiszą kredą na ulicy czy ścianie domu, że Polska umarła, ale nic poza tym. Odetchną z ulgą. Bo nienawidzą może Putina, ale bardziej nienawidzą Kaczyńskiego i PIS. Bo z Putinem „idzie się” jakoś dogadać, Nawet jeśli sprzeda się Ukrainę za rosyjskie brylanty i ropę. Z PISem i Kaczyńsim „nie idzie” się dogadać. Więc jeśli zostanie coś z Polski po ataku Putina, to część weźmie sobie Rosja, część Niemcy i nawet dobra już Unia odmrozi zaległe nam pieniądze na odbudowę. A będzie co odbudowywać. Oczywiscie po wielu latach. jak opadnie kurz po wybuchu tej bomby „o małej mocy”, czyli takiej, która zniszczy tylko – dajmy na to Warszawę. Jak kiesys Hiroszyme (też była to bombka o małej mocy).
Wiem, że wielu z Was cieszy się z odwagi premierów Morawieckiego i Kaczyńskiego i ich „gestu Kozakiewicza”. Ja mam trzech wnuków w wieku poborowym więc się nie cieszę.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Szanowna Pani. Putin tak się z nami będzie chciał dogadywać jak z Ukrainą, bez względu na to czy będziemy cos robić
dla Ukrainy czy nie. Bez względu na to czy będziemy o tym głośno krzyczeć czy nie. Dla Pani wnuków, zaś, lepiej będzie gdy Putin na Ukrainie połamie sobie zęby a przynajmniej straci tyle czołgów, samolotów etc. ile się da. Pani wnuki będą mieli mniej roboty, gdy reszta tego strzelającego złomu stanie u naszych granic.. Na ugłaskanie politycznego gangstera niech Pani nie liczy, bo to wybitna naiwność.
gdyby putin chciał uderzyc w polske to dawno by to zrobił przypomne ze mamy z rosja wspólna granicę nie mówiąc juz o Białorusi