Młode pokolenie szuka swoich bohaterów i idoli. Czas Pułkownika Kuklińskiego nadchodzi wielkimi krokami. – Wydaje się, że postać Kuklińskiego jeszcze przez wiele lat będzie wywoływała gorące i burzliwe dyskusje. W rzeczywistości jest to, bowiem spór o traktowanie PRL-u — mówi Kajetan Rajski, autor książki „Wilczęta. Rozmowy z dziećmi Żołnierzy Wyklętych”, w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską.

Małgorzata Kupiszewska: Objechałeś Polskę wzdłuż i wszerz. Młodzi chętnie przychodzili na spotkania z tobą? Chcą wreszcie poznać prawdziwą historię? Żalą się, że ich tego w szkołach nie uczą?

Kajetan Rajski: Faktycznie, od maja 2014 roku mam za sobą około dwustu spotkań w różnych częściach naszej Ojczyzny. Kilkadziesiąt wykładów odbyło się także w szkołach, przede wszystkim ponadgimnazjalnych. I tu można zauważyć pewną konsekwencję. Ci z młodych, którzy przychodzą na spotkania otwarte, poświęcając swój własny czas, zazwyczaj są mocno zainteresowani tematem Żołnierzy Wyklętych. Trudno nie skonstatować, że w dobie współczesnej ktoś, komu chce się robić coś więcej niż tylko oczekiwane od niego minimum, zasługuje na pewien szacunek i sympatię. Wówczas pojawiają się ciekawe dyskusje, spostrzeżenia, wymiana myśli. Najbardziej idealną sytuacją jest, gdy w jakiejś miejscowości spotkanie organizują młodzi wraz z dorosłymi – wówczas w sposób idealny przenika się doświadczenie życiowe z młodzieńczą werwą i zaangażowaniem. Wtedy też mają miejsce najbardziej udane spotkania, zarówno pod względem frekwencji, – choć ona nie jest najważniejsza – jak i zaangażowania audytorium. Inaczej, niestety, bywa w szkołach. Te spotkania niekiedy są dość trudne, ponieważ w tym miejscu młodzież jest niejako z przymusu i niekiedy widać, że lekcję o Żołnierzach Wyklętych traktują jako „luźną godzinę”. Również wiedza o powojennym podziemiu jest niezwykle słaba. W pewnej szkole na początku zajęć – chcąc się zorientować w poziomie słuchających mnie licealistów – zadałem pytanie, kto kojarzy postać rotmistrza Pileckiego, kto słyszał gdzieś o nim cokolwiek. Proszę sobie wyobrazić, że na pięćdziesiąt obecnych osób rękę podniosła… jedna. Zdarzały się jednak pozytywne wyjątki. W jednej ze szkół średnich na północy Polski po zajęciach podeszła do mnie dziewczyna, chcąc podzielić się informacją, że swoją prezentację maturalną z języka polskiego przygotowuje na podstawie książki „Wilczęta. Rozmowy z dziećmi Żołnierzy Wyklętych”.

Czego najchętniej chcą słuchać? Co młodych zajmuje najbardziej?

– Wiele wskazuje na to, że zainteresowanie Żołnierzami Wyklętymi łączy się w ciekawy sposób z obserwacją bieżącej sceny politycznej. Wielu młodych ludzi, mając dość miałkiej, bezideowej i antypatriotycznej polityki, woli zafascynować się postaciami, dla których sztandar z hasłem „Bóg. Honor. Ojczyzna” był niesłychanie ważny, dla których słowa przysięgi nie były pierwszymi lepszymi słowami, ale rzeczywistością, którą należało wypełnić swoim życiem. Myślę, że wielu młodych ludzi w bohaterach antykomunistycznego podziemia widzi pewien wzór postawy katolika i patrioty.

Jesteś od nich niewiele starszy. To mit, że młodych interesują tylko „burdy, alkohol i prochy”?

– Każda generalizacja jest krzywdząca. Są młodzi ludzie, którzy cenią sobie wartości i nie zajmują się – jak to Pani określiła – „burdami, alkoholem i prochami”. Niestety, jest również wielu, dla których takie słowa stały się mottem przewodnim. Trudno stwierdzić, która grupa jest liczniejsza.

Młodzi chcą wzorców, postaw, zasad i priorytetów?

– Z pewnością jest wielu takich młodych ludzi. Problem jedynie w tym, że współcześnie mało kto ma do zaoferowania kierownictwo dla takich młodych. Niejednokrotnie wzorców muszą poszukiwać sami. Bo czy można powiedzieć, że współczesna szkoła – zajmująca się kształceniem w rozwiązywaniu testów niż formowaniu cnót – spełnia to zadanie? Ilu nauczycieli jest rzeczywiście z powołania, a ilu nimi zostało, ponieważ nie mogli znaleźć innej pracy? Podobnie tego zadania nie wypełnia już Kościół. Ze świecą można szukać odważnych kapłanów, chcących poświęcić swój czas młodym. Nie po to, żeby się z nimi zakumplować, zdjąć sutannę i mówić sobie wzajemnie po imieniu, ale aby być wzorem modlitwy i prawego postępowania. Dlatego też trudno jest mieć pretensje do mojego pokolenia, że często żyje bez autorytetów i wzorców, gdy pokolenie starsze niewiele zrobiło, aby tak się stało.

Śp. Prezydent Lech Kaczyński ustanowił dzień Żołnierzy Wyklętych. Czym ten dzień jest dla młodych Polaków?

– Aby odpowiedzieć na to pytanie wystarczy spojrzeć na ulice polskich miast i miasteczek 1 marca. Wypełniają się młodymi ludźmi – choć nie tylko nimi – chcącymi oddać cześć bohaterom powojennego podziemia. Widać zaangażowanie tysięcy osób w upamiętnienie Żołnierzy Wyklętych. Śmiało można stwierdzić, że ów dzień jest dla nich swoistym świętem patronalnym. Po całym roku wytężonej pracy w swoich środowiskach wychodzą na ulice, aby pokazać swój patriotyzm, aby zachęcić do udziału w fantastycznych inicjatywach budujących prawdziwą Polskę, o którą walczyli nasi bohaterowie.

Wydałeś, w dwóch częściach, zapisy rozmów z dziećmi Żołnierzy Wyklętych. Jak sobie poradzisz z tematem w odniesieniu do Pułkownika Kuklińskiego? Twój brzmi: „Z ojca na syna. Patriotyzm dziedziczny.”

– Pozostawiam to ocenie audytorium. Mam nadzieję, że spełnię oczekiwania w tym temacie, a wszelkie niedoskonałości zostaną mi wybaczone.

Bez wahania przyjąłeś zaproszenie do współtworzenia Ogólnopolskiej Konferencji Pomnik Symboliczny Pułkownik Kukliński – zwycięska misja. Co Tobą powodowało?

– Niewątpliwie chęć uczestnictwa w tak szlachetnym przedsięwzięciu, jakim jest upamiętnienie tego wielkiego Polaka. Potrzebne jest, aby postać pułkownika stała się jak najbardziej znana, nie tylko wąskiemu gronu specjalistów, ale wszystkim prawym Polakom. Szczerze ufam, że listopadowa konferencja będzie krokiem milowym w przelewaniu tej idei w życie.

Młodzi wiedzą, czym wsławił się pułkownik Kukliński? Co sądzą o polskim Prometeuszu, wielu go tak nazywa?

– Znów jest mi niezwykle trudno odpowiedzieć na to pytanie. Przypuszczam, że niestety zdecydowana większość młodych Polaków nie ma bladego pojęcia, kim był pułkownik Ryszard Kukliński. Rzecz jasna wśród moich znajomych niekiedy pojawia się jego wątek, stosunkowo często pojawiają się dyskusje o nim, ponieważ jest to dla niektórych postać kontrowersyjna. Niestety nie wszyscy pozytywnie oceniają jego postawę. Wydaje się, że postać Kuklińskiego jeszcze przez wiele lat będzie wywoływała gorące i burzliwe dyskusje. W rzeczywistości jest to, bowiem spór o traktowanie PRL-u. Jeśli uznamy „Polskę Ludową”, jako formę państwowości polskiej, wówczas postawa pułkownika Kuklińskiego nie powinna zasługiwać na szacunek. Jeżeli jednak – czego jestem zwolennikiem – uznamy PRL za państwo okupacyjne, nielegalnie sprawujące jurysdykcję na terytorium Rzeczypospolitej, niemające odpowiedniej legitymizacji, wówczas zachowanie Kuklińskiego jest jak najbardziej chwalebne. Dlatego też w mojej ocenie spór o postać bohaterskiego pułkownika ma znacznie szerszy wymian niż ocena moralna jego rzekomej „zdrady”.

Pan prof. Tomasz Panfil, Barbara i Roman Barszczowie – przyjaciele Pułkownika, wchodzicie w skład Jury Konkursu Historycznego Pułkownik Kukliński -zwycięska misja, dla młodzieży gimnazjum powiatu otwockiego. Myślisz, że uda się zaszczepić w młodzieży w całej Polsce chęć wzięcia udziału w ogólnopolskim konkursie w przyszłym roku? Pomożesz w jego przygotowaniu i propagowaniu?

– Takie konkursy są potrzebne, choć nie przeceniałbym czyichkolwiek możliwości w nakłonieniu szerokich grup młodzieży we wzięciu udziału w takim przedsięwzięciu. Pamiętajmy jednak, że kropla drąży skałę.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Piotr Kucharski