Wadowice tym razem nawiedzane są przez ważne osoby z PO.

Za czasów poprzedniej władzy zdecydowana większość odwiedzających Wadowice i przyjmowanych tutaj z honorami związana była z PiS. Jedyne, co niezmienne, to kandydat Bisztyga, popierany w poprzednich wyborach przez Ewę Filipak na senatora z PO. Romans poprzedniej władzy był iście bigamiczny: i z PiS i z PO. Dzięki takiemu mezaliansowi wadowickiej burmistrz, niby bezpartyjnej, (złożyła rezygnację z członkostwa w PiS po złożeniu oświadczenia do Komisarza wyborczego, że jest bezpartyjna) z PO skutkuje tym, że obecnie znowu członek PiS Ewa Filipiak staruje z tej listy jako kandydatka do Sejmu RP.

Delegacja z marszałek Sejmu i Sową - fot. Kazimierz ZielińskiPrzedstawiana na stronach internetowych PO Małopolski jako”nasz człowiek” Ewa Filipiak popierała w wyborach Stanisława Kotarbę, swojego rzecznika startującego z listy PO (wynik kompromitujący 2700 głosów) i Stanisława Bisztygę, jako kandydata PO na Senatora RP. (Równocześnie startował kandydat z PiS, ale wadowicka władza kuluarowo go dyskredytowała).

Wynik poprzednich wyborów tak bardzo nie podobał się Ewie Filipiak, że nie dopuściła do głosu na uroczystościach w Wadowicach wygranego z Bisztygą, Andrzeja Pająka – Senatora. Generalnie, będąca za pan brat z Beatą Szydło, Ewa Filipiak według mojej opinii, była przekonana o wszechwładzy w obu partiach na terenie Wadowic. Miała przecież pod kontrolą szefową struktur powiatowych PiS, swoją pracownicę i koleżankę szkolną, Grażynę Ramos, której mąż należał do PO.  Szefem zaś powiatowych struktur PO był Stanisław Kotarba, bliski współpracownik burmistrz, jej rzecznik, a według opinii wielu mieszkańców, szara eminencja.

Obydwoje mieli zasadniczy wpływ na ustalanie list kandydatów w wyborach samorządowych, nie tylko w tych partiach, ale również w swoim komitecie Wspólny Dom. Obnażał ten proceder Mateusz Klinowski, na ów czas radny ze Wspólnego Domu.  Nazywał to bardzo różnie, ostro krytykując uwikłania partyjne. Dzisiaj mamy oto do czynienia z takimi obrazkami, jakich nie można było sobie wcześniej wyobrazić.

Marszałek Sejmu KIdwaa Błońska z Markiem Sową - fot. Kazimierz ZielińskiNa Wadowickim Rynku roi się od polityków PO. Wczoraj pani poseł i kandydatka w tych wyborach pani Bobowska, dzisiaj cała świta PO otaczająca panią Marszałek Sejmu Kidawę-Błońską z marszałkiem Małopolski kandydującym do Sejmu z PO i kandydatem do sejmu z tej samej listy, Maciejem Koźbiałem. Pragnących się ogrzać przy niewątpliwie wyjątkowo ładnym uśmiechu Pani Marszałek było więcej.

Dziwi mnie fakt aż takiego zaangażowania władz Wadowic. Mało jest imprez, spotkań, osób, które równocześnie zaszczyciliby swoją obecnością burmistrz i vice burmistrz jednocześnie. Ta wizyta do takich należała. Pomijam wszechwpychających się do zdjęcia lokalnych, mało ważnych „polityków”. Ci wręcz wydawali mi się śmieszni, bacząc, aby dobrze się ustawić przy Pani Marszałek, żeby objęły ich obiektywy aparatów.

Czy burmistrz Mateusz Klinowski dał się uwieść Platformie? Mam wrażenie, że zdecydowanie: tak. Oznacza to według mnie, że nie posiada instynktu politycznego. Romans z partią, której notowania spadają szybciej niż ceny ziemniaków w jesieni, nie wróży nic dobrego.

Klinowski i Marszałek Sejmu Kidawa Błońska - fot. Kazimierz ZielińskiJak to więc ma się do wcześniej wypowiadanych opinii na temat partii politycznych przez obecnego burmistrza? Dla mnie nijak. Mam wrażenie, że w kwestii partii burmistrz zmienił zdanie. Czy pozostanie burmistrzem ponadpartyjnym? Myślę, że już nim nie jest. Poczekam na sposób przyjęcia w Wadowicach kandydatki na premiera, Beaty Szydło, poczekam też na innych. Będę miał porównanie i będę mógł w sposób zdecydowany określić, czy obecnie burmistrz romansuje z PO czy to coś poważniejszego. Ostatecznie jest stanu wolnego, czyli jak mawiała moja babcia, „chłop do wzięcia”.

Autor: Solidarny

Fot. Kazimierz Zieliński