Pominę wszystkie prawnicze sformułowania, bo na tym nie znam się zupełnie. Dla mnie, najważniejsze w tej ustawie jest jej sama idea. SOK przestanie w końcu być kolejną „strażą przemysłową” i stanie się ważnym elementem systemu ochrony kontrwywiadowczej państwa. Tak, kontrwywiadowczej, bo wszędzie na świecie kolej i jej infrastruktura należy do grupy podstawowych czynników kontrwywiadowczej charakterystyki terenu, albo krytycznej infrastruktury kraju, jeśli ktoś woli anglosaską terminologię. Do tego właśnie potrzebna jest wyspecjalizowana jednostka, posiadające pewne uprawnienia operacyjne i składająca się z przygotowanych do tego funkcjonariuszy, a nie z przypadkowych „chłoporobotników”, jak to bywało często dotąd. Ustawa określa jednoznacznie wymagania wobec pracowników SOK, ich uprawnienia i obowiązki.

Nie ma co również „załamywać rąk”, że PiS chce ustanowić kolejną służbę, która będzie mogła inwigilować obywateli, a na pewno różne KOD taki argument podniosą. To wierutna bzdura, a wszystkich „płaczących” zapraszam do USA, gdzie służb inwigilujących, aresztujących oraz ścigających jest o wiele więcej. Tylko, że u nich istnieje termin area of jurisdiction, wyznaczający konkretne granice uprawnień. W ustawie o SOK, jeśli wczytamy się w nią uważnie, jest próba wprowadzenia tego na polski teren. I dobrze, ponieważ w ten sposób unikamy tego co dla wszystkich sił policyjno-fiskalnych oraz służb specjalnych jest najgorsze i mocno osłabiające ich działanie. Myślę o wchodzeniu sobie wzajemnie w drogę i „wyścigu do premiera” z informacją o sukcesie. Area of jurisdiction to system naczyń połączonych, a nie partyzantka urzędników. Dobrze, że ustawa określa to wyraźnie w przypadku SOK.

Jedna rzecz budzi tylko mój sprzeciw. Może się mylę, ale doczytałem się w ustawie śladów o uprawnieniach śledczych. Od dawna jestem rzecznikiem poglądu, że uprawnienia śledcze w jakiejkolwiek służbie związanej z bezpieczeństwem, bez względu na to, czy to jest kontrwywiad, czy SOK, jest spadkiem po PRL. Podobnie, jak pojęcie „dobro służby”. W demokratycznym społeczeństwie śledztwa nadzoruje i prowadzi sąd lub prokurator. Wyłącznie, bo żadna służba nie może być sędzią we własnych sprawach. Tylko czynny prokurator, który potem wystąpi w sądzie jest w stanie prawidłowo wskazać kierunki dochodzenia. To jednak temat na inny post.

Wspomniałem o kontrwywiadzie, zintegrowanym systemie kontrwywiadowczej ochrony kraju, w którym każda tego typu służba, jak SOK, ma swoje ściśle określone miejsce i zadania, wyznaczone przez wymagania zmiennych zawartych w kontrwywiadowczej charakterystyce terenu. Tylko wtedy system ten będzie działał. Jest oczywiste, że jedynym odpowiedzialnym za realizację uwarunkowań KChT musi być kontrwywiad. Po to przecież jest. Warto więc, bu oficjalnie oddelegowano do SOK oficerów kontrwywiadu w celu łącznikowania tej służby i wychwytywanie wszelkich zdarzeń o charakterze kontrwywiadowczym. Wiem, że dla naszych tajnos agentos z ABW, będzie to deprecjacja, bo lepiej jest przecież uśmiechać się tajemniczo w biurze na Rakowieckiej, niż pracować w terenie. Tak jednak było w II Rzeczypospolitej. Oficerowie „Dwójki” byli oficjalnie w szeregu instytucji ważnych dla bezpieczeństwa państwa, takich jak koleje państwowe, poczta i inne. Jeden z moich znajomych pokazał mi podręcznik dla leśniczych, zawierający elementy szkolenia kontrwywiadowczego, opracowane przez kontrwywiad. A u nas? Cóż, mamy urząd udający kontrwywiad, który nadal szuka szpiegów w stylu „Stawki większej niż życie” i nie zauważa agentury wpływu, bo z nią trzeba walczyć zupełnie inaczej (oj, narażam się znowu wielkim). Mam nadzieję jednak, że ustawa o SOK zobliguje ABW do oficjalnego, a nie wyłącznie operacyjnego, włączenia się do ochrony instytucji strategicznych.