Kiedy budzę się rano jestem wschodzącym słońcem. Jestem też słoną kroplą wody we fali oceanu. Jestem śpiewem ptaków i krzykiem bezsilności. Jestem zarówno obfitością jak i biedą slumsów. Mieszkam na szczytach gór i nigdzie konkretnie. Jestem świętym mistykiem i najgorszym z najgorszych, bo ja jestem zarówno dniem jak i nocą. Możesz znaleźć mnie pod liściem w głębi dżungli albo na plaży pełnej słońca pośród piasku. Jestem wszędzie i nigdzie. Jestem wszystkim i niczym. Ja po prostu JESTEM, KTÓRY JESTEM!

Człowiek, – jak zostało to już wielokrotnie udowodniono – jest istotą stadną. A każde stado zawsze ma swojego przewodnika.

W przyrodzie najczęściej jest to samiec alfa, który posiada predyspozycje, tak aby swoim podopiecznym zapewnić bezpieczne funkcjonowanie w świecie, pełnym pułapek i niebezpieczeństw.
Choć u ludzi ta kwestia przebiega podobnie, niemniej jako, że w przeciwieństwie do zwierząt posiadamy umysł, warto by było od czasu do czasu do niego zaglądnąć i skorzystać.

Niestety, – jak obserwuję – większość ludzi nie potrafi obyć się bez autorytetu.  Nie potrafimy czy nie chcemy samodzielnie pomyśleć. Zastanowić się czy śmiało podważyć co autorytety, za którymi podążamy głoszą.

Ponieważ tych autorytetów mamy niezliczoną ilość, problem z ich obfitością powoduje zamęt i wszelkiego rodzaju antagonizmy, a czasem wręcz wojny na tle religijnym.

Maseczkowcy kontra antymaseczkowcy, PiSowcy, katolicy, zwolennicy szczepień, 5G i takiego czy innego światopoglądu.

Kiedy wnikliwie wsłuchuję się w rację i jednych i drugich, naprawdę nie wiem jak wygląda nasza rzeczywistość i kto z nich ma rację!

Staję zatem na rozdrożu, ponieważ argumenty obu stron są przekonujące i będąc całkowicie neutralnym bardzo trudno nie przyznać im racji. W żaden też sposób nie można obalić teorii zarówno jednych jak i drugich.

Weźmy na przykład kontrowersyjny ostatnio temat wyroku TK w sprawie aborcji. Kiedy, bez uprzedzeń, wsłuchamy się w głos przeciwników aborcji to mają oni świętą rację. Z kolei jej zwolennikom także tej racji nie sposób nie przyznać!

Komu zatem dać wiarę i przede wszystkim gdzie jest prawda? Czy w ogóle prawda może być obiektywna? Czy raczej ona zależna jest od punktu widzenia, światopoglądu, wyznawanej religii?

„Do prawdy nie wiodą żadne ścieżki, bo to jest pięknem prawdy, że jest ona żywa. Ścieżka może prowadzić do rzeczy martwej, gdyż rzecz martwa tkwi w jednym miejscu, jest statyczna. Gdy ujrzycie, że prawda jest czymś żywym, poruszającym się, nie znającym spoczynku, że nie ma ona świątyni, meczetu czy kościoła, że nie może was do niej zaprowadzić żadna religia, żaden nauczycie!, żaden filozof, nikt w ogóle. Wtedy też zrozumiecie, że żywym elementem prawdy jest to, czym obecnie jesteście – wasz gniew, wasza brutalność, wasza przemoc, rozpacz, cierpienie i smutek.” – JIDDU KRISHNAMURTI – Wolność od znanego.

Osoby, które powołują się na badania naukowe mogą wydać się nam przekonujące tylko… Jaka pewność, że choćby za 100 lat obecne podejście nauki do danego problemu nie ulegnie zmianie.
Takich przypadków historia jest pełna.

Czy można zatem zaufać naukowcom? A może należałoby zwrócić się do mądrości płynących z ust kapłanów uzurpujących sobie nieomylność?

Generalnie mamy zbyt wielu przywódców, niezliczaną wręcz liczbę autorytetów czy to moralnych czy medycznych poczynając od tych poważniejszych a skończywszy na celebrytach z portali społecznościowych, za którymi często zupełnie bezmyślnie podążamy. Każdy z nich ma jakąś dla nas radę, przepis na szczęśliwe życie. Można by odnieść wrażenie, że wystarczy tylko kierować się ich wskazówkami, a życie nasze będzie usłane samymi różami, że o zbawieniu nie wspomnę.

A jeśli o nasze zbawienie chodzi, to od zarania dziejów podążaliśmy ślepo ufając tej czy innej religii.
Czy zaprowadziło nas to do jakiegokolwiek rozwiązania? Czy obecność religii zmieniła ten padół łez na raj? Pięknie o tym mówił Jiddu Krishnamurti – indyjski guru nauczający w USA:

„W ciągu całej historii religii jej przywódcy zapewniali nas, że jeżeli będziemy dopełniać pewnych obrzędów, powtarzać pewne modlitwy lub mantry, stosować pewne rytuały, tłumić pragnienia, kontrolować myśli, wyciszać namiętności, ograniczać swe apetyty i powstrzymywać się od zaspokajania seksualnych pragnień, to dzięki takiemu umartwieniu umysłu i ciała znajdziemy coś poza samym życiem. (…)
Ale umysł udręczony, umysł złamany, umysł, który pragnie uciec od wszelkiego zgiełku, który wyrzekł się zewnętrznego świata i z powodu dyscypliny i konformizmu stał się tępy – jeżeli taki umysł, choćby najdłużej szukał, cokolwiek znajdzie, to znajdzie to tylko na miarę własnego zniekształcenia.” – JIDDU KRISHNAMURTI – Wolność od znanego.

Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ również Jezus Chrystus powtarzał:

„Po owocach ich poznacie”.

A jakie one są, widać gołym okiem. Wręcz są często kuriozalne – vide casus Dziwisza. Odnoszę smutne wrażenie, że ten świat kręci się wciąż w tym samym kierunku, a my wraz z nim funkcjonujemy jak chomik, który wszedł do karuzeli i biega w niej ufając, że do czegokolwiek dobiegnie.

W zależności w jakiej religii się narodzimy, posłusznie ulegamy jej idonkrynacji. Nie ma tutaj miejsca na samodzielne myślenie. Wręcz jest to zakazane. Ślepo więc poddajemy się zasadom i jej interpretacji świętych ksiąg.

A jaką mamy w ogóle pewność, skąd te księgi pochodzą? Kto je napisał? A przede wszystkim czy prawdziwie oddają intencje mistrza, a ich tłumaczenie jest rzetelne i nie zostało zmodyfikowane?

Po wtóre, z jakiego powodu dajemy im autorytet i instytucjom, które się nimi zasłaniają? Z lenistwa? Z konformizmu? Czy może z jakiejś obawy, że nie zostaniemy zbawieni, bo zostało nam wmówione od dziecka, że tylko przez tę wybraną religię dostąpimy (kiedyś tam) obcowania z samym Bogiem?

„Aby być wolnym od wszelkiego autorytetu, własnego i cudzego, trzeba umrzeć dla wszystkiego co wczorajsze tak, aby wasz umysł był zawsze świeży, zawsze młody, nieskalany – pełen energii i pasji. Tylko w tym stanie człowiek się uczy i obserwuje” – JIDDU KRISHNAMURTI – Wolność od znanego.

Jaki zatem ma sens podążanie wydeptaną ścieżką, która nie prowadzi do niczego? Bo jest wygodna? Bo ktoś nam objawił, że jak wystarczająco długo będziemy nią szli, to doprowadzi nas ona do jakiegoś celu?

Czy może, bardziej pasjonujące jest pójście w nieznane, po swojemu, w swoim tempie i na własnych zasadach, choćby i przyszło nam się zgubić?

Podobno człowiek ma wolną wolę… Myślę, że warto z niej skorzystać.

Kochani nie zapomnijcie proszę dać łapkę w górę i zasubskrybować mój kanał na YouTube (klikaj tutaj) oraz wejść na moje social media tutaj. Oczywiście zachęcam także do komentowania. Proszę również o polubienie i aktywność fejsbukową, link do bloga na FB:

https://www.facebook.com/Jabulani-qspace-103523452296329/

Spotkajmy się w drodze… Zapraszam do kontaktu…