Kolejny dzień był piękny i słoneczny tak jak poprzednie. Ponieważ nasz hotel był położony tuż przy plaży rano przed śniadaniem wyszliśmy, by przed dalszą podróżą pospacerować nad brzegiem Morza Jońskiego i posłuchać szumu fal. W porównaniu do poprzedniego dnia było spokojne. Idąc na styku piasku z wodą podziwialiśmy wschód słońca i przyglądaliśmy się uderzającym o brzeg niedużym falom.

Po śniadaniu poznaliśmy naszą nową przewodniczkę, rodowitą Greczynką Aliki, po polsku Ala. Mówiła piękną polszczyzną, chociaż z lekkim obcym akcentem. Wyruszając z Loutraki w planie mieliśmy zwiedzanie starożytnych obiektów położonych na Małej Pętli Argolidzkiej. Trasa wiodła od Koryntu poprzez Mykeny, Nafplio, Epidauros.
Pierwszym miejscem do którego dotarliśmy było liczące około 36 tysięcy mieszkańców portowe miasto Korynt nad Zatoką Koryncką. Współczesny Korynt jest centrum przemysłowo-rolniczym, utrzymującym się z portu i handlu rodzynkami, znanymi jako korynckie. Mieliśmy okazję je kupić.
Szybko przez nie przejechaliśmy bowiem celem naszej podróży była wieś Archéa Korinthos oddalona kilka kilometrów od miasta. To nieopodal niej znajdują się starożytne ruiny historycznego Koryntu. Są one położone w głębi lądu ponieważ przez wieki linia brzegowa cofnęła się. Najstarsze ślady osadnictwa pochodzą z V tysiąclecia p.n.e.

Z racji swojego położenia był strategicznym miejscem greckiego, a później rzymskiego świata. W czasach antycznych był jednym z największych i najważniejszych państw-miast Grecji. Dochody czerpał m.in. z pobieranych ceł od statków i przewożonych towarów. Był ważnym centrum kultury i sztuki greckiej, zwłaszcza w okresie archaicznym. Produkowano tu sławne w całym świecie antycznym wazy, odlewano statuy z brązu, barwiono tkaniny.

Legenda głosi, że założycielem miasta był Aletes, potomek Heraklesa. Z górującą nad miastem górą Akrokoryntem związana jest legenda o Syzyfie władcy Koryntu.
Za ujawnienie sekretu Zeusa o zdradzie żony został przez niego skazany na wieczne wtaczanie ogromnego głazu na górę, który za każdym razem gdy miał osiągnąć szczyt osuwał się do podnóża.

Burzliwe były dzieje miasta, jednak nie będę szczegółowo opisywać jego wzlotów i upadków. Wspomnę jedynie, że po odniesieniu w 338 roku p.n.e. zwycięstwa pod Cheroneą przez Filipa II Macedońskiego, rada Koryntu uznała jego władzę nad Grecją. Po ponad stu latach odzyskał niepodległość i wszedł w skład Związku Achajskiego. Miasto wspaniałych świątyń i gmachów użyteczności publicznej po doszczętnym zniszczeniu przez wojska rzymskie pod dowództwem Lucjusza Mummiusza w roku 146 p.n.e. dostało się pod panowanie Rzymu. Pod ich rządami powstała największa aglomeracja rzymska na terenie Grecji.

Okres ponownego rozkwitu przeżyło za czasów cesarza Hadriana. Stało się oazą luksusu, przepychu i zbytku. W III w. n.e. nastąpił najazd Herulów, a w IV wieku – Wizygotów. W 1205 roku został zdobyty przez Krzyżowców. Później znajdował się w rękach Wenecjan i Turków osmańskich. Nie ominęły go również trzęsienia ziemi. Skutkiem tego znajduje się tu bardzo niewiele zabytków z czasów przedrzymskich. Z okresu rzymskiego pochodzą pozostałości, których centrum stanowi agora o wymiarach 65 m x 165 m. Chętnych odsyłam do źródeł historycznych.
Miasto odwiedzał Św. Paweł podczas swych podróży misyjnych do Grecji i Azji Mniejszej. Założył gminę chrześcijańską. Znane są jego listy związane z mieszkańcami miasta: 1. List do Koryntian (ok. 56/57, Efez) oraz 2. List do Koryntian (koniec 57, Macedonia).

Odkryty przez archeologów starożytny Korynt nie obejmuje całości tego fascynującego miasta, lecz zaledwie jego część. Mieliśmy świadomość, że był jednym z najpotężniejszych miast tamtego okresu w Grecji.

Po przekroczeniu ogrodzenia minęliśmy pochodzące z czasów rzymskich ruiny świątyni Oktawii, poświęconej siostrze cesarza Augusta. Pozostało po niej niewiele, jedynie trzy kolumny z ozdobnymi kapitelami korynckimi oraz zrekonstruowany architraw. Obecnie urządzane tu są koncerty i imprezy regionalne.

Po przejściu kilkudziesięciu metrów lekko opadającą drogą w kierunku widniejących w oddali samotnie stojących kolumn pozostałości po greckiej świątyni Apollina (VI w. p.n.e.), znaleźliśmy się przy ruinach niewielkiego teatru połączonego kolumnowym dziedzińcem z teatrem głównym znajdującym się powyżej. Niewiele z nich pozostało.

Następnie udaliśmy się w pobliże świątyni Apollina. Aliki bardzo ciekawie opowiadała nam o Apollo, najmłodszym i najprzystojniejszym bogu spośród mężczyzn. Był synem Zeusa i Leto, bliźniaczym bratem Artemidy. Zawsze przedstawiany jako smukły młodzieniec, o marzącym czole, nad którym unosiły się złote loki, i onieśmielającym spojrzeniu swych błękitnych oczu. Uważany za boga piękna, światła, życia, śmierci, zarazy, muzyki, wróżb, prawdy, prawa, porządku, patrona sztuki i poezji, przewodnika muz, natchnienia, które zsyłał ze swej siedziby na szczycie góry Parnas, lecznictwa i uzdrawiania, łucznictwa, kawalerów, wieszczek.

Mimo swej fascynującej urody w mitologii greckiej przedstawiany jako zazdrosny, zawistny i okrótny bóg, np. zacięcie konkurował z flecistą frygijskim Marsjaszem o miano najlepszego muzyka. I nawet kiedy ten oddał mu pierwszeństwo, Apollo skrępował mu ręce i nogi, przywiązał do drzewa i obdarł żywcem ze skóry. Na jego życzenie Artemida przebiła strzałą z łuku ukochaną Apollina Koronis, która zakochawszy się w śmiertelniku Ischysie wzgardziła miłością Apolla.
Kiedy Zeus raził piorunem Asklepiosa (syna Apollina), ten w zemście zabił kilku cyklopów z kuźni Hefajstosa. Za to morderstwo Apollo musiał przez dziewięć lat służyć jako parobek u króla Admeta w Tesalii.

Świątynia była jedną z nielicznych, jakie Rzymianie pozostawili w trakcie przebudowy miasta. Z 38 monolitycznych kolumn doryckich pozostało 7 które są symbolem starożytnego Koryntu. Była wzorem dla świątyni Ateny na ateńskim Akropolu.

Idąc dalej doszliśmy do rzymskiego forum, czyli rozległego placu na którym toczyło się miejskie życie. W czasach świetności otoczony był dwoma rzędami kolumn w stylu doryckim i jońskim. Przy nim znajdował się m.in. budynek administracyjny, po którym pozostały ruiny.

Na środku zachowała się mównica (tzw. bema). Prawdopodobnie z niej przemawiał św. Paweł. Wydarzenie to upamiętnia leżący na mównicy kamień z wyrytym ledwo widocznym cytatem z 2 Listu do Koryntian: „Niewielkie zaś cierpienia, które chwilowo znosimy, przygotowują nam bezmiar wiecznej chwały” (2 Kor 4,17).

Spacerując dalej, doszliśmy do ruin fontanny Pejrene. Jej nazwa pochodzi od nimfy opiekującej się źródłem które ją zasilało. Gdy na nią patrzyłam, to wyobrażałam sobie jak wyglądała ona w czasach świetności.

Następnie przeszliśmy się drogą Lachojońską wyłożoną marmurowymi płytami. Łączyła ona port Lechaion z miastem. Ze smutkiem patrzyłam na ruiny znajdujących się przy niej sklepów i łaźni publicznych. Droga kończyła się schodami oraz portykiem (otwarty ganek kolumnowy lub filarowy, który poprzedza wejście).

Nad tymi fascynującymi ruinami góruje góra Akrokorynt o wysokości 575 m n.p.m., na której w starożytności znajdowała się świątynia Afrodyty. W mitologii przedstawiana jako bogini narodzona z piany morskiej była najbardziej urodziwą z bogiń greckich. Bogini miłości, piękna, kwiatów, pożądania i płodności. Była też czczona jako patronka kobiet lekkich obyczajów. Świątynia słynęła z sakralnego nierządu. Około tysiąca jej kapłanek trudniło się prostytucją. Zwabiały bawiących się na ucztach gości do świątyni gdzie uprawiały najstarszy zawód świata. To od tych świętych prostytutek pochodzi nazwa „córy Koryntu”. Z ich powodu Korynt nazywano miastem rozpusty.

Po opuszczeniu tego miejsca był czas na wizytę w pobliskich sklepikach i wypicie pysznej mrożonej greckiej kawy.

Następnie udaliśmy się w dalszą podróż, aby zatrzymać się przy Skarbcu Atreusza zwanym grobem Agamemnona. Nie jest to niestety grobowiec znanego z mitologii greckiej króla Myken, uczestnika wojny trojańskiej, bohatera Iliady Homera.

Odkopany został przez archeologów dopiero w XIX wieku. Historycy nie łączą go z Agamemnonem, ponieważ grobowiec powstał 100 lat przed panowaniem tego władcy i wiązanie budowli ze zdobywcą Troi nie ma żadnych podstaw naukowych.
Zbudowano go ok. 1350 r. p.n.e. najpewniej dla jakiegoś miejscowego władcy. Nie wiadomo kto przed wiekami został w nim pochowany. Niestety nie dotrwał on do naszych czasów w nienaruszonym stanie bowiem już w starożytności go obrabowano. Większość odnalezionych reliefów i ozdobnych kolumn znajduje się w zbiorach Muzeum Brytyjskiego w Londynie.

Ponieważ znałam wiersz J. Słowackiego byłam niezmiernie ciekawa jak wygląda miejsce które stało się natchnieniem poety do napisania sławnego wiersza „Grób Agamemnona”. Po przekroczeniu ogrodzenia i przejściu kilkudziesięciu kroków ukazało się wejście do grobowca.

Nad monumentalnymi drzwiami znajduje się kamienna belka a nad nią trójkątny otwór. Jak się dowiedziałam ma on za zadanie odciążać belkę, by nie pękła. Gdy patrzyłam na nią, to nie chciało mi się wierzyć, że waży ona 120 ton. By do niego wejść należy przebyć dość długi odkryty korytarz którego ściany pokryte są dużymi kamiennymi płytami.

Gdy weszłam do środka byłam zaskoczona, że w środku jest w miarę widno. To skutek olbrzymich drzwi przez które wpada światło. Grobowiec zbudowany w kształcie klasycznego ula bez użycia zaprawy murarskiej ma średnicę 14,6 m. Powstał w ten sposób, że w miarę jego budowy obsypywany był ziemią zapewniając stabilność konstrukcji. Tak samo robiono z kopułą wysokości 13,3 m. Powstała ona poprzez wysuwanie kolejnych płasko leżących warstw kamieni ku wnętrzu komory. Po pogrzebie wszystko zasypywano ziemią.

Gdy usiedliśmy z mężem na jednym z znajdujących się pod ścianą kamieni zastanawiałam się, czy czasem nie siedział na nim dwa wieki temu J. Słowacki. Panująca w niej atmosfera, cisza oraz samotność spowodowały, że wrażliwy poeta rozmyślając w zadumie o poezji i Polsce spędził w tym miejscu godzinę. Pokłosiem tych rozmyślań był sławny wiersz „Grób Agamemnona” napisany po powrocie do Paryża.

Po odwiedzinach tego niezwykłego miejsca udaliśmy się do Myken. Podróż nie trwała długo z okien naszego autokaru podziwiałam krajobrazy – były zachwycające.

Już z daleka widzieliśmy ten ufortyfikowany kompleks pałacowy wzniesiony na skalnym grzbiecie. Znajdują się w Argolidzie, w północno-wschodniej części Peloponezu. Pierwsze budowle stanęły tam w XVI w. p.n.e. Według mitologii, Mykeny założył Perseusz – założyciel dynastii Perseidów.

Około XVI wieku p.n.e. rozpoczął się gwałtowny rozwój nowej kultury zwanej mykeńską. Cały jej okres trwania, do XII/XI wieku p.n.e. nazwano okresem mykeńskim. Dominującym państwem mogły być wtedy Mykeny a władcą Agamemnon, który dowodził wyprawą na Troję. Dzięki homerowskiej „Iliadzie” zyskali nieśmiertelną sławę.

Badania archeologiczne w Mykenach prowadzone od XIX wieku pokazały, że ufortyfikowane osiedle istniało tu już około 2000 r. p.n.e.

Ruiny po raz pierwszy poddał naukowym badaniom Heinrich Schliemann, w 1874 roku. Podczas nich odnalazł wiele przedmiotów ze złota o łącznej wadze 14 kilogramów. Wśród skarbów była sławna maska pośmiertna, która miała należeć do króla Agamemnona. Ale jak opisywałam muzeum w Atenach nie jest to możliwe.

Zanim jednak zaczęliśmy wspinać się pod górę i przekroczyliśmy bramę z wieńczącymi ją słynnymi mykeńskim lwami, złożyliśmy wizytę w małym ale bardzo ciekawym mykeńskim muzeum. Będąc tu koniecznie trzeba je odwiedzić. W jego zbiorach znajdują się eksponaty wydobyte z grobowców m.in. złote maski, insygnia królewskie, biżuteria, luksusowa broń a także pięknie zdobione naczynia gliniane, tabliczki z pismem linearnym, posągi gliniane. Znajdująca się tu makieta pozwalała zapoznać się z zabudową starożytnych Myken.

W 1876 roku odkryto bogato wyposażony grobowiec z bardzo dobrze zachowanymi szczątkami jednej z trzech pochowanych tam osób. Głowa wciąż posiadała skórę i ścięgna, tak, że można było rozpoznać rysy twarzy. Po jej sportretowaniu, postanowiono przenieść szczątki do muzeum w Atenach. Jednak na skutek kontaktu z powietrzem oraz trudów transportu kości uległy rozsypaniu.

Po wizycie w muzeum udaliśmy się do Myken by na własne oczy zobaczyć to sławne miasto. Idąc drogą która była pod górę, powoli przybliżaliśmy się do potężnych murów tzw. cyklopowych (skonstruowany z wielkich, nieobrobionych kamieni dopasowanych do siebie w miarę możliwości. Luki między nimi wypełnione są ziemią oraz drobnymi kamieniami).

Wzgórze otaczał pas murów obronnych o szerokości od 5,5 do 7,5 m i przypuszczalnej wysokości sięgającej 8 metrów.

Do miasta weszliśmy datowaną na ok. 1250 p.n.e. Lwią Bramą będącą symbolem kultury mykeńskiej. Nazwę zawdzięcza olbrzymiej wapiennej płaskorzeźbie lwów wpisanych w kształt trójkątnego pola znajdującej się na bramą. Przedstawia ona kolumnę po bokach której dwa lwy stojąc na ziemi przednimi łapami wspierają się na niskich ołtarzach, umieszczonych pod kolumną.

Ponieważ nie zachowały się ich głowy, mogą być gryfami lub sfinksami. Niektórzy badacze sądzą, że głowy były wykonane z innego materiału i dołączone. Hipotezę tę miałyby potwierdzać otwory widoczne w ciałach zwierząt.

Po przejściu kilkadziesiąt metrów od bramy, po prawej stronie doszliśmy do odkrytego pod koniec XIX wieku Okręgu grobów szybowych. Są to głębokie wąskie doły których ściany wyłożone są kamieniami. Gdy na nie patrzyłam trudno mi było uwierzyć, że mają przeszło 3 tys. lat. To z nich wydobyto 19 szkieletów oraz bogate wyposażenie: złote maski pośmiertne, puchary, pierścienie, srebrne kubki, naczynia ze złota, miecze. Wśród złotych masek jedną przypisano Agamemnonowi.

Na samym szczycie wzgórza znajdują się pozostałości pałacu królewskiego. Ponieważ droga do niego była bardzo stroma i wyboista dalej nie szłam, natomiast udał się tam mąż. Gdy wrócił, to mówił mi, że mimo wysiłków trudno mu było dostrzec ślady fundamentów sali tronowej i fragmenty ścian pałacu gdyż miejsce zostało mocno zniszczone przez erozję. Poza dużą ilością kamieni niczego więcej nie ma. Natomiast ze szczytu doskonale widać okręg grobów szybowych i roztacza się przepiękny widok na okolicę. Patrząc z góry na całość zastanawiał się jakiej wielkości był pałac i pozostałe obiekty gdyż miejsca na budowlany rozmach było mało.

Po wizycie w Mykenach zmierzając do Epidauros zatrzymaliśmy się na obiad w restauracji, gdzie kelnerami są wyłącznie mężczyźni. Obok restauracji był sklep z ceramiką. Gdy do niego weszliśmy zaskoczyła nas kolorystyka. Tylu replik naczyń z różnych epok w jednym miejscu nigdzie w Grecji nie widziałam. Na dodatek znakomicie wyeksponowane. Chodząc między nimi trudno było od nich oderwać wzrok bo zachwycały różnorodnością kształtów, kolorów i wzorów. Kto chciał mógł sobie nabyć pamiątkę.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej, do wieczora jeszcze daleko a czekało nas wiele ciekawych miejsc do zwiedzenia.

Podczas jazdy przewodniczka opowiadała nam dzieje sławnego polityka ateńskiego Peryklesa i jego pięknej przyjaciółki Aspazji, która po jego śmierci otrzymała obywatelstwo Aten, aby kontynuować dynastię.
Zainteresowanych odsyłam do interesującej książki Aleksandra Krawczuka „Perykles i Aspazja” w której na tle ich życia opisuje wielkie wydarzenia i zwykłe sprawy codziennego życia Aten w czasach jej świetności.

Słuchając niezwykle ciekawej opowieści dojechaliśmy do Epidauros, aby zobaczyć jego sławne antyczne zabytki: teatr na 12 tysięcy widzów, stadion i Asklepion.
Po wyjściu z autobusu i przejściu kilkuset metrów naszym oczom ukazał się teatr antyczny, zbudowany najprawdopodobniej ok. 330 r. p.n.e.

Powiedzieć, że zachwyca to za mało. Jest cudowny. Urzeka niezwykłą harmonią i elegancją, To największy z zachowanych teatrów antycznych i najwspanialsza tego typu budowla w zachodnim świecie. Dzięki temu, że przez stulecia był przykryty grubą warstwą ziemi i rósł na nim las jest w dobrym stanie. Dopiero prace archeologiczne w dziewiętnastym wieku przywróciły go ponownie ludzkości.

Pierwsza rzecz na którą zwróciłam uwagę, to jego umiejscowienie. Jest niemal idealnie wkomponowany w krajobraz naturalny bowiem zbudowano go na zboczu przylegającego do miasta wzgórza. Ponadto w taki sposób, aby wiatr wiał w stronę teatru, tworząc w ten sposób namiastkę współczesnej klimatyzacji.

Ma ponad 50 rzędów i 55 metrów wysokości. Jednak w różnych źródłach spotkałem rozbieżności (od 32-35 rzędów w dolnej części). Siedzenia dla widzów, wykonane są z białego wapienia. Pierwszy rząd zarezerwowany był dla kapłanów, drugi dla ludzi bogatych. Następne przeznaczone dla ubogich, którzy mieli wstęp bezpłatny gdyż najbogatsi sponsorowali wstęp ubogim. Miejsce dla orkiestry miało 20 metrów. Tak jak w starożytności, scenę stanowi plac z ubitej ziemi.
Charakteryzuje się tak wspaniałą akustyką, że szept czy szelest na scenie dociera do najbardziej oddalonego rzędu. Do dzisiaj nie jest rozwiązana tajemnica tej słyszalności. Podobno fantastycznie brzmi tu chór.

Wchodząc do niego i siedząc na widowni jak to czynili przed wiekami starożytni Grecy czułam niesamowity magnetyzm tego miejsca. Patrząc na widownię trudno uwierzyć, że zasiadało na niej dwanaście tysięcy ludzi.

Od sześciu dekad latem wystawiane są tu dramaty starożytnych greckich dramaturgów, w tym Sofoklesa, Eurypidesa, Ajschylosa.
Żal było opuszczać to wyjątkowe miejsce, ale przed nami kolejne spotkania z antyczną Grecją.
Słońce coraz mocniej przygrzewało gdy pieszo zmierzaliśmy w kierunku Asklepionu, słynnego w czasach starożytnych szpitala. Gdy dotarliśmy na miejsce, to w porównaniu z teatrem niewiele było do zobaczenia. Po świątyni i szpitalu pozostały tylko fundamenty, choć nadal trwają prace wykopaliskowe.

Z tego co opowiadała nam przewodniczka w tym miejscu początkowo była studnia lub źródło z ołtarzem w świętym miejscu. Następnie powstała świątynia poświęcona bogu medycyny Asklepiosowi synowi Apollina i nimfy Koronis. Wychowywany u centaura Chirona poznał tajniki sztuki lekarskiej. Potem bez reszty poświęcił się uzdrawianiu i leczeniu, a jego symbolem stał się wąż. Gdy w 293 r. p.n.e. w Rzymie wybuchła epidemia, na ratunek ściągnięto świętego — symbolizującego boga — węża z Epidauros.

W muzeum Epidauros można zobaczyć instrumenty medyczne, którymi posługiwano się w starożytności. Są tu też świadectwa uzdrowień, które rzekomo miały miejsce oraz inne eksponaty: naczynia, posążki itp.

Mimo że Asklepios był początkowo herosem, to co najmniej od końca VI w. p.n.e. zaczęto mu oddawać cześć boską – jako bogowi-uzdrowicielowi. Poczynając od końca Vw. p.n.e. jego kult rozszerzył się na cały świat grecki. Świątynie ku czci Asklepiosa zakładano w wielu miejscach Grecji.

Świątynia w Epidauros zawdzięczała swe bogactwo darowiznom zamożnych gości. Co cztery lata po igrzyskach istmijskich odbywał się tu wielki festiwal, podczas którego m. in. wystawiano dramaty w tutejszym teatrze.
Teren Asklepiejonu zajmował znaczny obszar. Jego centrum stanowiła dorycka świątynia poświęcona Asklepiosowi z posągiem boga wykonanym ze złota i kości słoniowej (chryzelefantyna). Obok świątyni znajdował się szpital, domy dla pacjentów, łaźnie i gimnazjon – miejsce ćwiczeń fizycznych. Rzymianie wybudowali tu później odeon (budynek mniejszy od teatrów, przeznaczony na występy muzyczne i teatralne. Podobnie jak teatry miał amfiteatralną widownię, ale przykrytą dachem ze względów akustycznych. Posiadał orchestrę dla chóru i podium dla muzyków).

Tuż przy świątyni znajdował się prostokątny budynek zwany abatonem, w którym pacjenci nocowali w oczekiwaniu na odwiedziny Asklepiosa. Naukowcy uważają, że w budynku przetrzymywano niejadowite węże (symbol boga), które mogły docierać do pacjentów.
Obok znajdują się ruiny niewiadomego przeznaczenia okrągłej budowli – tolosu, Przypuszcza się, że w labiryncie jej wąskich korytarzy przetrzymywano święte węże, wykorzystywane do praktyk medycznych.

Przyglądając się pozostałościom po dawnej świątyni i szpitalu doszłam do znajdującego się stadionu zbudowanego w V w.p.n.e. Po antycznym teatrze, to kolejny obiekt który w niezłym stanie dotarł do naszych czasów. Posiada orginalną bieżnię o długości około 180 m, Do dziś zachowały się pozostałości po liniach startu i mety oraz trybunach – częściowo wyciętych w skalnym podłożu, a częściowo nadbudowanych. Był on wykorzystywany podczas organizowanych co cztery lata (tuż po igrzyskach istmijskich w pobliskim Koryncie) wielkich świąt na cześć Asklepiosa – Epidauri.
Mimo, że ze wszystkich oglądanych w Asklepiejonie obiektów najlepiej zachowany jest stadion, warto było zobaczyć również to, co pozostało po świątyni i szpitalu.

Z Asklepionu udaliśmy się do liczącego 17 000 mieszkańców miasta Nafplion. Zanim do niego dojechaliśmy dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o Grecji, jej gospodarce i życiu mieszkańców po wejściu do strefy euro, do której Grecja nie była przygotowana. Obecnie średnie zarobki wynoszą ok 750 eu. a najniższe 570 eu i mają tendencję spadkową. Emerytura zmniejszyła się 14- krotnie a ceny czterokrotnie poszły w górę. Normalna pensja i emerytura są obciążone 42% podatkiem, przedsiębiorcy prywatni 60%, podczas gdy w parlamencie obowiązuje jedynie 1,3% podatek. Bezrobocie jest bardzo wysokie i sięga 50% a zasiłek dla bezrobotnych płacony jest jedynie przez 3 m-ce. Wiele osób pracuje sezonowo w turystyce, a trzeba zarobić na cały rok.

Tym bardziej, że ceny domów i ziemi spadły, natomiast podatki za nie wzrosły. Drogi jest prąd a więc klimatyzacja i podgrzewanie wody. Grecy radzą sobie w ten sposób, że woda jest podgrzewana za pomocą słońca. Średnia temperatura zimą wynosi ok 10 st C. Na południu 15-18 st C. Inaczej jest górach gdzie temperatura oscyluje w granicach 0 st C i pada śnieg. Grecy radzą sobie jak mogą, ale nie jest łatwo.

Tak to rozmyślając nad ciężkim losem Greków a jednocześnie ciesząc się z tego, że nie przyjęliśmy euro dojechaliśmy do miasta Nafplio. Po odzyskaniu przez Grecję niepodległości Nauplion (Nafplio) był w latach 1823-1834 pierwszą stolicą nowożytnego państwa greckiego To tutaj jak mówiła nam przewodniczka Aliki, można spróbować najlepszych lodów w Grecji.

Zatrzymaliśmy się u stóp górującej nad miastem twierdzy Palamidi z XVIII w. Technika wykonania fragmentów muru twierdzy świadczy, że pochodzą one z XII w. p.n.e. Miasto było początkowo jednym w ważniejszych portów Argolidy. Od V w p.n.e. zaczął się jego powolny upadek, a II wieku n.e zostało całkowicie opuszczone.

Oprócz twierdzy Palamidi, w mieście jest kilka zabytków wartych zwiedzenia m.in. cerkiew św. Spirydona (Agios Spiridonas), bizantyjski kościół Mądrości Bożej (Agia Sofia), cerkiew św. Jerzego (Agios Georgios) i Przenajświętszej Bogurodzicy (Panagia Theotokos). Szkoda, że z powodu napiętego programu nie było nam dane zwiedzenie chociaż części z nich.

Gdy wyszliśmy z autobusu uderzył nas panujący spokój i wąskie czyste ulice wyłożone marmurowymi płytami. Zabudowa uliczna jest pomyślana w ten sposób, by między budynkami była w miarę możliwości jak najmniejsza odległość, dzięki temu mimo palącego słońca przez większość dnia są zacienione i przyjemnie się po nich chodzi.
Nasza przewodniczka pożegnała nas, bo tu kończyła się jej trasa. Przed rozstaniem zaprowadziła nas do sławnej lodziarni. Było przy niej trochę ludzi, ale kolejka posuwała się szybko. Wybór lodów był duży, my z mężem wybraliśmy pistacjowe i figowe których w Polsce nie jedliśmy. Były naprawdę znakomite.

Po zjedzeniu lodów przeszliśmy się powoli zabytkowym centrum, zaglądając do sklepów i oglądając wystawy. Następnie udaliśmy się do autokaru którym ruszyliśmy na nocleg do Rodini.

Jadąc podziwialiśmy piękne krajobrazy. Po przybyciu na miejsce okazało się, że hotel jest położony prawie przy Zatoce Korynckiej. Zostawiając w pokoju bagaże udaliśmy się na plażę, by przed kolacją wykąpać się w Morzu Jońskim. Woda była cudowna, ciepła z niewielką falą. Znakomicie się pływało.

Jedyną wadą była kamienista plaża i masa dosyć ostrych kamieni w wodzie. By nie pokaleczyć stóp należało powoli wchodzić i wychodzić z wody. Po kąpieli i kolacji odbyliśmy mały wieczorny spacer brzegiem plaży podziwiając przepiękny zachod słońca.

Następnego dnia udaliśmy się do Olimpii, miejscowości w której przez ponad tysiąc lat organizowano najważniejsze igrzyska panhelleńskie (ogólnogreckie).

Foto: Liliana i Zdzisław Borodziuk oraz z internetu -2