No cóż za łaskawcy! Nie wytrzymam!
Ale spokojnie, spokojnie.
Jednak „pandemia” z nami zostanie. Zapewniają tefałenowscy i inni pseudo-dziennikarze, że to tylko taka „zmiana terminologiczna”.
Żałosne błazny.
Ciekawe swoją drogą na jak długo? Aż skończy się aktualnie topowy temat ukraiński i zdobędziemy Moskwę? A może po prostu do jesieni? Gdy – jak zawsze, od tysięcy lat – koronawirusy nasilają aktywność?
No, pożyjemy, zobaczymy.
A patrząc dalej w przyszłość – co mnie boli, to fakt, iż zapewne to ohydne globalne kowid-kłamstwo przeniknie do podręczników historii, pewnie na długie lata, zanim (może kiedyś?) oficjalnie zacznie się mówić prawdę (ale to wymagałoby jakieś wielkiej rewolucji – ogromnej afery, połączonej z likwidacją WHO).
Już tak było nie raz, choćby w naszej ojczyźnie, gdy przez kilka dekad, w epoce „słusznie minionej”, kazali nauczycielom historii uczyć różnych bredni. Trzeba będzie popytać starszych kolegów, którzy mają doświadczenia z pracy w latach PRL, jak sobie radzić w takiej sytuacji . . .
Zostaw komentarz