Konfederacja potrafiła trafnie punktować błędy reformy sądownictwa PiS i przedstawiała własne, momentami interesujące koncepcje. Problem w tym, że w praktyce nie stała się współautorem reformy ani nawet jej korektorem.

Jej propozycje — ławy przysięgłych, sędziowie pokoju, zmiana modelu kariery sędziowskiej czy głęboki „reset konstytucyjny” — w dużej części nie miały wówczas realnej drogi do uchwalenia. Nie mogły więc zastąpić reformy, którą PiS rzeczywiście próbowało przeprowadzić.

Co więcej, praktycznie nie widać prób wykorzystania przez Konfederację jej pozycji parlamentarnej do wymuszenia na PiS konkretnych korekt. Zamiast wejść w rolę współreformatora: „poprzemy reformę, ale pod warunkiem poprawienia tych i tych elementów”, Konfederacja pozostała przede wszystkim jej krytykiem.

Nie znamy oczywiście intencji polityków Konfederacji i nie ma podstaw, by przypisywać im świadome działanie na rzecz zablokowania reformy. Faktycznie jednak ich stanowisko w praktyce oznaczało ustawienie się po stronie przeciwników reformy PiS, ponieważ głosowali przeciw jej kluczowym rozwiązaniom, nie uczestnicząc w ich naprawianiu.
I to jest zasadnicza różnica między konstruktywną krytyką a politycznym sprzeciwem.

Można mieć rację w diagnozie, można mieć nawet lepsze pomysły — ale jeśli nie próbuje się wykorzystać dostępnych możliwości, by realnie poprawić reformę, pozostaje się przede wszystkim jej przeciwnikiem.