Zabrzmiało prawie jak wprowadzenie stanu wojennego. Coś jest grane i do czegoś ten rząd zmusili. Wszystkie służby mówią, że nie dadzą rady, ostrzegają, a my? Jak zwykle w ostatnich ośmiu latach robimy dobrze Niemcom. Nie wierzę w ani jedno słowo, które ta pani wypowiedziała. Emocje, zdenerwowanie, pseudo stanowczość, by ukryć prawdziwe przyczyny? Zamilkła Francja, zamilkł Londyn. Temat nie wymagający specjalnego orędzia.

Gdybym wierzył w teorie spiskowe, pomyślałbym o dwóch rzeczach: w zaciszu gabinetu Berlin posłużył się szantażem w stylu „korytarza” i o tym, że takie wystąpienie oraz realizacja zamierzeń wbrew woli większości doprowadzi do rozruchów, a w konsekwencji stworzy powód do wprowadzenia stanu wyjątkowego i przesunięcia wyborów o kilka miesięcy.

To tylko idiotyczne teorie spiskowe, niemożliwe do zrealizowania, ale wiem jedno: ze słów Pani Premier bił strach i zdenerwowanie. Oni się czegoś boją. Posłuchajcie uważnie.