Jak sprawić, by naród odzyskał kontrolę nad posłami? Wiele z nas w obecnej chwili bez namysłu odpowiedziałoby – wprowadzić JOWy. I słusznie. Niestety JOWów nie ma, a czas ucieka. Jak więc uczynić to posługując się narzędziami schorowanego systemu, który chce się zmienić? O Pawle Kukizie można mówić wiele, ale jedno jest pewne – podjął się zadania niemal niewykonalnego, mimo iż po historycznym sukcesie w wyborach prezydenckich wydawało się, że to będzie spacerek po wiosennej zielonej łączce.

Niestety nie doceniliśmy przeciwnika. Co więcej, nie doszacowaliśmy nawet ilości przeciwników. Zawsze w takiej sytuacji przypomina mi się scena z filmu Matrix, w której w ramach programu treningowego Morfeusz uświadamia Neo, że dopóki kogoś nie uwolnią, jest on ich potencjalnym wrogiem. Oglądając ten klasyk wiele razy w przeszłości, nawet do głowy mi nie przyszło, że kiedyś przyjdzie mi się przekonać na własnej skórze, iż to nie jakiś banał rodem z filmu s-f, a niesamowicie trafna diagnoza rzeczywistości politycznej i okołopolitycznej w III RP.

Dopisało mi szczęście – moje prelekcje nt. JOW były na tyle nieszablonowe, że zaproponowano mi bym towarzyszył Pawłowi na Pomorzu podczas cyklu spotkań nt. JOW (dowód na oddolność? 😉 ). Miałem dzięki temu niepowtarzalną okazję zobaczyć z bliska, z czym przyszło się mu, a właściwie nam – ideowcom, mierzyć. Miast spacerku po trawie, była przechadzka po cienkiej czerwonej linii.

Czynnie zaangażowało się kilka tysięcy osób w całym kraju. Paweł zaprosił do współpracy wszystkich spoza systemu (zwykłych obywateli, społeczników, członków takich formacji jak RN czy KNP, itd). Za antysystemowe partie przyszła pierwsza fala krytyki, zarówno ze strony dotychczasowych współpracowników jak i ze strony zwykłych obywateli (ale z nimi jak w filmie – są zaślepieni, to zrobią wszystko by bronić systemu przed zmianą). Jednak bądźmy szczerzy. Jak stworzyć z niczego formację, która w ciągu kilkunastu tygodni będzie gotowa do batalii o sejm? Należy zrozumieć, że Paweł nie miał wyjścia, potrzebował wiedzy i doświadczenia różnych grup. Sam nie byłby w stanie tego zrobić, nie w tak nieubłaganie krótkim czasie.

Kolejna fala krytyki przyszła podczas układania list. Ludziom wydaje się, że w tym systemie możliwe jest coś takiego jak oddolność. Może by było, gdyby wśród poderwanych do walki przez Pawła ideowców nie znaleźli się Ci z nieczystymi intencjami lub gdyby czasu było znacznie więcej. Niestety życie to nie bajka. Nawet nie chcę przypuszczać, co musi czuć człowiek, który niemal każdego dnia dowiaduje się, że osoby go wspierające robiły to tylko dla „1” na ewentualnych listach, tudzież innych wysoce skonkretyzowanych korzyści własnych. W dodatku gdy się od nich odcinał, media jak zwykle śpieszyły obywatelom z raportem oznajmiając, że dotychczasowi współpracownicy opuszczają Pawła. Nic z tych rzeczy! Oni byli wyrzucani z projektu za nieczyste intencje! Człowiek chce dobrze, a dostaje po łbie. Robi co może, a ludzie tracą wiarę, sondaże spadają i hejt społeczeństwa zaczyna się lać hektolitrami, podsycany serią publikacji z cyklu „gorzkie żale odciętych od potencjalnego żłoba”. Najgorsze było to, że będąc niesamowitymi mitomanami, mieli oni wsparcie lokalnych sympatyków ruchu. W sumie nic dziwnego – oni, w przeciwieństwie do Pawła, mieli z nimi realny kontakt co dawało im możliwość owiania swojej postacie takimi mitami, że ludzie by za nimi w ogień wskoczyli. Często nie mogłem uwierzyć, gdy słyszałem lub czytałem, jak dotychczasowi sympatycy pluli na Pawła tylko dlatego, że ich „wybraniec” nie dostał się na listę lub dostał nie taki numerek jaki sobie wymarzyli. Nie zapominajmy – wszystko ma swoją przyczynę. Po prostu Paweł nie ma w zwyczaju publicznie wylewać wiadra pomyj na kogoś, kto kreuje się na zbawcę lokalnej społeczności, mając za pazurami tyle, że aż wystaje…

Czy listy Kukiz’15 są idealne? Nie, nie są. Czy są na nich spadochroniarze? Być może są. Nie sposób przypilnować 920 miejsc w całej Polsce, mając na to kilkanaście tygodni. Czy mogło być lepiej? Nie sądzę. Nie w tak krótkim czasie, szczególnie w obliczu tych wszystkich „oddolnych gierek”, które miałem okazję obserwować na własne oczy. Czy są na tych listach prawdziwi woJOWnicy lub niewoJOWniczy ideowcy? TAK, SĄ! I to właśnie jest nasze zwycięstwo. Nie przeglądałem wszystkich okręgów, ale wiele list jest mi znanych i mogę śmiało założyć, że w każdym okręgu znajdziecie na liście dwie, trzy, cztery a czasem i więcej kandydatur, które można bez obaw poprzeć w wyborach. Matematyka jest niepodważalna – jeśli przyjmiemy średnio trzy dobre kandydatury przypadające na listę, wychodzi że mamy szansę wprowadzić 3 x 41 = 123 posłów-ideowców do sejmu. Mało?

Zwolennicy (zarówno obecni, jak i Ci, którzy zwątpili) ruchu Pawła Kukiza muszą sobie uświadomić jedną rzecz. Walcząc z systemem na zasadach tegoż, trzeba działać z tym, co się ma – do końca! Bo przecież numerki na liście mają znaczenie tylko z punktu widzenia psychologicznego. Podczas podziału mandatów układa się kandydatów z danej listy względem ilości zdobytych głosów. Od elektoratu Pawła Kukiza powinniśmy oczekiwać świadomego wyboru, a nie ślepego głosowania na listę. I to właśnie powinno być zadanie zarówno dla ideowców z list, jak i dla ludzi wokół ruchu. Uświadomić wyborców, które kandydatury są prawdziwym powiewem świeżości i wbić do głowy konkretne numerki, niezależnie czy będzie to 1, 3, 8 czy 22. Przecież wszyscy wspieraliśmy wprowadzenie JOWów do polskiej demokracji. Niech mi ktoś więc łaskawie odpowie – gdzie podziała się idea głosowania na nazwiska?

Fot. Eryk Bednarz