Dzieło sztuki jest odbiciem świata oglądanym przez temperament” – Emil Zola

Motto książki Piotra Wrońskiego „Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa” zrozumiałe zaczyna być dopiero z perspektywy poznania książki w całości. Po przebyciu drogi, jaką autor nakreślił przed czytelnikiem:

Poczułem nagle cały ciężar przeszłości

Ból życia i uporczywej pamięci (…)

Byłem sam z czasem, smutkiem i trudem wspomnień,

z okrucieństwem własnej egzystencji i śmierci, która wciąż nie nadchodziła.

Książka cegła liczy ponad 300 stron. Mimo początkowych trudności, zanim nieprzywykły do czytania wzrok przyzwyczai się do jednolitego tekstu bez wyróżnionych dialogów, owe strony pochłania się łapczywie. Właściwie czuje się żal, że trzeba wrócić do obowiązków, zamiast uczestniczyć w życiu głównego bohatera Pawła Grzegorzewskiego . To zasługa dobrego pióra Piotra Wrońskiego, a właściwie komputera, bo sam autor mówi, że piórem bazgrze. Autor mocno trzyma wędzidło słowa. Książka w każdym miejscu jest jednakowa. Bez słabszych miejsc.

Absolwent Polonistyki UW skończył studia w 1980 r. Pracę magisterską obronił w 1982. Ślady oczytania, ba! znajomości arcydzieł literatury światowej, daje się odnaleźć w wielu miejscach. Piotr Wroński na stwierdzenie, że Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa jest świetnie napisaną książką, pełną fantazji, żartobliwie odpowiedział: Jakiej fantazji. Po prostu bierze się podmiot, potem orzeczenie, dodaje trochę dopełnień, określeń, okoliczników, wzbogaca przydawkami i przecinkami i jakoś idzie.

Na szczególną uwagę zasługują opisy. Wiadomo, że opisy spowalniają akcję, często się je pomija, przerzucając strony w poszukiwaniu dialogów i wartkiej akcji. Tu opisy czyta się z uwagą. Piotr Wroński zna siłę słowa, jego wagę i znaczenie. Zna mechanizmy przykuwania uwagi czytelnika. Przypomina (młodego czytelnika wprowadza) w świat czasów Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego. O przeszłych wydarzeniach m.in. historii ojca i Maszczyka, późniejszego ministra MSW, dowiadujemy się z retrospekcji lub dokumentów. Pułkownik Piotr Wroński kreśli prawdziwy obraz Polski, który zna z obserwacji i wiedzy. Wiele w książce materiału faktograficznego, ale podanego w sposób niezrównany. To pilny uczeń Emila Zoli.

Akcja powieści kończy się kilka dni po zamordowaniu księdza Jerzego Gałuszki (prawdziwego księdza Popiełuszki). O tym momencie swojego życia bohater kapitan SB Paweł Grzegorzewski powie: Ostatni rok Odysei, finał wojny, rok Orwella. (W świecie Orwella kodeks karny uproszczono do minimum: osoba podejrzana jest winna i wykazanie tej winy to jedyne zadanie sądu. Kara jest tylko jedna – nie tylko fizyczne unicestwienie człowieka, ale również usunięcie wszelkich śladów jego istnienia).

Kapitan SB Paweł Grzegorzewski jest jednocześnie narratorem zdarzeń. Piotr Wroński zastosował narrację personalną, ukazującą świat przez pryzmat świadomości bohatera. Autor na każdej stronie zabiera czytelnika na wstrząsającą wyprawę w głąb coraz bardziej rozpadającego się umysłu głównego bohatera, wzorem warsztatu pisarskiego Aldusa Huxleya i Malcolma Lovrego.

Wroński wprowadził także narrację z perspektywy czasu, po latach, gdy burza po zabójstwie ucichła, bohater odsiedział swoje w więzieniu i na wolności zażywa spokoju, patrząc jak powoli biegnie współczesna historia Polaków, w tym także jego resortowej żony Marzeny i resortowego syna Leszka. Narrator zwraca się kilka razy do czytelnika, traktując go protekcjonalnie: Nie ma co zamęczać czytelnika przebiegiem rozmowy. Sędziwy, choć nie stary kapitan SB, w zaciszu mieszkania, niepokojony przez nikogo, patrzeć będzie z cynizmem na zgliszcza kraju, za które odpowiada, bo sam je preparował, z podobnymi do niego obrońcami systemu.

W powieści Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa spotkały się dwa światy: „obrońców systemu” i narodu – „my i wy”. Gorzko brzmią słowa o Polakach tamtych czasów: Biedny naród! Zapierdala, stoi w kolejkach, żre kartki, napić się może od 13:00 (…) Biedny ten naród! Nie stać go na Pewexy, jak partyjnych i opozycję. Bo kastę panów stanowią ludzie z UB i SB, wiecznie pijący wódkę. Podsłuchy, inwigilacje, tajni współpracownicy, dzieci z Alei Róż – jak w zaklętym kręgu porusza się bohater. Nabrał ten świat „kolorytu” dzięki wprowadzonemu przez autora żargonowi: ustawka, stuk, trójkowi, blachy, uchole, figuranci.

(W trakcie lektury nie raz rodzi się pytanie, który ze znajomych mógł współpracować, donosił, był tajnym agentem).

Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa to przede wszystkim studium zbrodniarza, podobnie jak w „Makbecie” Szekspira czy u Dostojewskiego w „Zbrodni i karze”. Siergiej, pracownik KGB, z którym nasz bohater współpracuje, pełni w życiu Grzegorzewskiego funkcję mentora, współczesnego Mefistofelesa. Siergiej mówi: To ja cię stworzyłem. Urodziłem praktycznie na nowo. Ukształtowałem lepiej niż rodzice(…) Musisz znać swoje miejsce w systemie i poruszać się w nim tak, by pójść dalej(…) W górę.

W powieści Piotra Wrońskiego ważne miejsce pełni motyw snu. Sen jest projekcją duszy, wyrzutów sumienia, zaburzeń świadomości o charakterze majaczeń. Przemiana bohatera mogła się odbyć we śnie, gdy ujawniła się podświadomość człowieka. Po śmierci księdza Patyka, od chwili podjęcia decyzji o zabiciu „Trybuna”, bohater co noc śni sen o betonowym kręgu i postaci w chlamidzie.

Na uwagę, że w powieści Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa nie ma kobiet Piotr Wroński odpowiedział: Kobiety mi przeszkadzają i trzeba się nimi zajmować, a moi bohaterowie nie mają czasu.

To nie romans tylko grafomania kryminalno-szpiegowska.

Trudno powieść Piotra Wrońskiego nazwać książką historyczną. Ale jeśli tak, to tylko przez pryzmat myśli Aldusa Huxleya: Z historią jest jak z mięsnym pasztetem. Nie należy się przyglądać jak się go przyrządza.

Mimo, że świetnie czyta się tę książkę, zbudowana przestrzeń jest mi obca. Nie utożsamiam się z bohaterem ani z jego światem Nawet w tym momencie, kiedy bohater idzie na grób swojej ofiary i przekonuje, że kazania „Trybuna” zna jak nikt.

Jak się nad tym zastanowić to śmierci nie ma, gdyż tylko ona jest powszechna, więc nie istnieje- komentuje za I. Kantem Piotr Wroński. Śmierć jest powszechna. To prawda. Dla wielu jest tylko kresem życia, dla innych m.in. bł. ks. Jerzego Popiełuszki bramą zmartwychwstania. Ale tego nie pojmie żaden z przedstawionych przez Piotra Wrońskiego bohaterów.

Na kilka słów uwagi zasługuje okładka książki utrzymana w konwencji radzieckiego konstruktywizmu. Czerwone zdjęcie generała w mundurze na białym tle z odwróconymi wieżami kościoła zakrywającymi jego oczy to nawiązanie do celu działania IV Departamentu: Szczypać ich, rozkładać powoli, skłócać wewnętrznie, kontrolować, kompromitować. Na odwrocie zdjęcie autora nad głową którego wisi obraz Serca Jezusa Miłosiernego.

Autor przyznaje głośno, że jest niewierzący. Wychowany jednak na romantyzmie i przekonaniu, że „nie ma zbrodni bez kary” kończy swoją powieść słowami: Módlcie się, proście codziennie i żarliwie, by Bóg nie istniał. Bo jeśli istnieje – biada wam wszystkim. Od jego wyroków nie ma odwołania.

Mocodawcy zbrodni na polskim narodzie udają, że to nie do nich. Ręka sprawiedliwości ich jednak dosięgnie. Niebawem.