Gdybyście byli ciekawi, co Szarek jada nad morzem, to was oświecę. Jeśli myślicie, że nauczyciel pomocniczy jak na warszawskiego inteligenta przystało, gustuje w jakichś frutti di marach, ośmiorniczkach, kalamarach, to jesteście w błędzie! Nie w głowie mu: małże, kałamarze, grenlandzkie halibuty i tym podobne tutti frutti. Odkąd Szarek z neomarksisty przepoczwarzył się w gorliwego pisowczyka, zajadłego Lisowczyka tropiciela lewackich lektur, błędów i wypaczeń oraz fana Stana i wiernego oglądacza TV Republika, zmieniło mu się menu. Teraz jada jeno; chleb razowy, podpłomyki, kiełbasę i schabowy. Z dań rybnych – wyłącznie: flądry, szproty i inne śledzie. Lecz broń boże, nie te od Lisnera i Lidla ani te złowione w Ostsee. W pogardzie ma też Szarek karpie i inne słodkowodne, serwowane z cebulą. Spożywa tylko ryby z naszego morza, wędzone w dymie z polskiego komina. Zaprzestał też konsumpcji szatonefów i burgundów. A z napojów wyskokowych preferuje piwo marki Ciechan z Ciechanowa.
Pomocniczy ze wzruszeniem ramion omija: picerie, makarony i inne włoskie fanaberie. To lokale dobre dla snobów, libków i ojkofobów, którzy w nich aperole, happyhauery i tym podobne hamburgery konsumują.
Zaś z cudzoziemskich specjałow wasz syn przemienionych kołodziejów, robi wyjątek dla jednego dania, które mimo biegunki, spożywa z patriotycznego obowiązku – kebab po polsku!
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz