Nikt z decydentów nie musi się z nami liczyć, bo niemrawe listomioty na nikim nie robią żadnego wrażenia. Nie jesteśmy liczącą się grupą zawodową, nie mamy żadnego lobbingu. Nie jesteśmy też wyborcami, z którymi ktokolwiek dbający o słupki poparcia będzie musiał zawierać układy, podlizywać się i dbać o nasze dobre samopoczucie przekładające się na realne poparcie polityczne w wyborach.

Raczej jesteśmy Wielkim Obecnym w niusach pt. „Znowu lekarze ZABILI!!!”, „Umarł nie doczekawszy pomocy!”, a fora internetowe puchną od bezkarnych oszczerstw i oskarżeń szczególnie tych, którzy nawet nie mają pojęcia o działaniu systemu, który pożera ich składki lub też płacą za innych ze składek zwolnionych.

Politycznie jesteśmy poza rzeczywistością, gdzie zapadają ważne decyzje, udział reformowaniu systemu – w którym jesteśmy zmuszeni pracować – nie dla nas. Projektu naszych ustaw ida do kosza, opinie są kwiatkiem do kożucha. W czasie Komisji sejmowo-senackich coś tam powiemy, ale jeśli usłyszymy grzeczne odpowiedzi decydentów, to już powinniśmy omdlewać z radości, że nie kazali nam kamaszy wdziewać i galopem udawać się tam, gdzie nasze miejsce – do roboty!

Kto może – ucieka jak najdalej od systemu, jak najdalej od szpitali, lata świetlne od oddziałów, na których trwa nierówna walka z systemem i żądającymi europejskiej opieki medycznej pacjentami. Kto może – ten jeszcze się broni przed ogarniającym nas wypaleniem zawodowym, chamstwem jako obroną przez chamstwem, spychoterapią i patrzeniem na chorych jak na zło konieczne, którego się trzeba pozbyć jak najszybciej i jak najpewniej uniknąć kontaktu z prokuratorem, bo w warunkach naszej pracy czeka nas to niechybnie.

Wypracowany latami system braku przedstawiciela środowiska, z którym KAŻDY polityk musi się liczyć skutkuje lekceważeniem nas wszystkich. Bo nawet praca poza systemem nie powoduje,że nas system kiedyś nie dopadnie – dopadnie, jak sami się z nim zetkniemy lub będziemy walczyć o to, by nie zabił naszych bliskich.

Czytaj więcej tutaj.