Filip Springer zdobył nagrody i renomę pisząc książki o architekturze i krajobrazie. A raczej o architekturze w krajobrazie. Choć wywodzimy się z różnych baniek, dochodzimy do podobnych wniosków.
Kilka tygodni temu prowadziłam zorganizowaną przez SKOZK debatę kandydatów na prezydenta Krakowa. Chodziło oczywiście o zabytki. Jeśli odrzucimy standardowe zaklęcia i zaczynamy mówić o konkretach, temat okazuje się trudny. Spośród wielu kwestii, interesowało mnie, czy przyszły prezydent będzie wykorzystywał istniejące już historyczne gmachy, czy raczej będzie wznosił nowe. Miasto potrzebuje siedzib dla instytucji, urzędów, działań w obszarze kultury a nawet szeroko rozumianej opieki zdrowotnej. Aż się prosi aby podobne aktywności lokować w obiektach zabytkowych, do których ludzie są przywiązani i chcieliby zachować je ‘dla siebie’. Ostatnio największe emocje budził los świetnego kompleksu przy ul. Koletek (pod Wawelem), budynków poszpitalnych w obszarze Wesołej, gmachu dawnej Pocztowej Kasy Oszczędności przy Wielopolu, gmachu Poczty Głównej i rozległego budynku Dworca Głównego.
Lista jest długa. Zazwyczaj dotychczasowi właściciele (również władze miejskie i wojewódzkie) chcą się ich pozbyć. Najchętniej sprzedać, bo panuje opinia, że remont kosztuje więcej, niż budowa. Fałsz i pułapkę takiego myślenia demaskuje Filip Springer. Nie chodzi mu o [też istotną] wartość symboliczną i emocjonalną. Jednak wymierne są koszty ‘inżynieryjne’ i ekologiczne. Sam cement to 11 procent światowych emisji CO2, a użytkowanie budynków – 40 procent..
„Dizajnerska architektura odłączyła się od naturalnej cyrkulacji powietrza i pór roku, zrobiła się arogancka i codziennie nam próbuje obwieszczać, że można zbudować w zasadzie wszystko.”
To co nam się wydaje dzisiaj takie nowoczesne, czyli beton i ogromne przeszklenia, są „zbrodnią na klimacie”. Podwójnie nieekonomiczne: raz, kiedy się je buduje i potem, w trakcie eksploatacji. Aby cement i szkło ogrzać zimą i chłodzić latem potrzeba mnóstwo energii. Zatem miasta powinny budować nowe gmachy tylko wówczas, gdy nie istnieje możliwość adaptacji architektury już istniejącej.
Irytują mnie katastroficzne wizje Grety Thumberg i wrzask zamiast szukania rozwiązań. Za to Springer proponuje rzeczy do bólu racjonalne. „W Polsce już teraz powinniśmy projektować domy tak, jakbyśmy byli Grecją, wytyczać ciaśniejsze ulice, które dają więcej cienia, robić mniejsze okna, białe dachy, mechaniczne łamacze światła, naturalne sposoby wentylacji mieszkań i wieże wiatrowe.”
Kto, jeśli nie miasta, ma zapoczątkować zmiany? Kto ma dawać przykład rozsądnego korzystania z istniejących zasobów architektury? Bo najprościej budować bez pojęcia argumentując, że „mamy dotację”. Ale dotacje nie spadają z nieba, tylko idą z naszych kieszeni, tyle że pokonując drogę na około. A o kosztach eksploatacji nikt się nie zająknie, do czasu kiedy przyszłe pokolenia nasze dizajnerskie budowanie uznają za skandal i paskudztwo.
Fot. z netu: ulica w Krakowie.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz