Oficjalne stanowisko polskiego rządu: „Materiały zgromadzone przez polskie służby i służby sojusznicze wskazują, że powodem eksplozji rakiety na wschodzie naszego kraju były działania obronne Ukrainy przeciwko działaniom ofensywnym Rosji.”. Zachód chwali roztropność i spokój polskich władz.

Tylko jeden Zełeński podskakiwał, uporczywie utrzymując, że rakiety były rosyjskie. Abstrahując od istotnej kwestii, czy rakieta była jedna, czy jednak dwie, ukraiński prezydent został szybko przywołany do porządku. Przez Bidena, a nawet kilku polskich polityków. Teraz już przebąkuje, że nie jest pewien, co się stało, ale życzyłby sobie, żeby Ukraińców dopuszczono do śledztwa i pozwolono przedstawić ich materiał dowodowy. Też uważam, że to się Ukraińcom należy, lecz wątpię że dopną swego. Zełeński pisze na Berdyczów.

Oczywiście nie mam pojęcia, co to była za rakieta. Ale doskonale pamiętam lutowy dzień 2003 roku, kiedy na tle mapy świata amerykański sekretarz stanu generał Colin Powell prezentował dowody na istnienie broni chemicznej w Iraku. Pamiętam też dzień zamachu na Jana Pawła II. Ali Agca strzelał do papieża o godz.17.17 a już o 20.05 agencja ANSA cytowała oficera włoskich służb, który stwierdził, że zamachowiec działał w pojedynkę. W tak fundamentalnie ważnych sprawach trzeba brać pod uwagę kontekst: Związek Sowiecki zbroił się na potęgę, w Polsce trwał stan wojenny ale Solidarność kwestionowała legitymację reżimu, a będący symbolem tych gigantycznych zapasów Jan Paweł II cudem unika śmierci. A przedstawiciel włoskich służb, w 3 godziny po zamachu (czyli bez śledztwa) rzuca informację, która przez lata będzie lansowana przez Moskwę i służby satelickie. Głupota? Przypadek? Czy wręcz przeciwnie, świadome działanie? Zjadanie żaby, żeby ominąć casus belli.

Że brzmi to cynicznie? Nie tylko brzmi, to po prostu jest zachowanie cyniczne. Albo inaczej – najwyższy stopień dwuznaczności w skali Weberowskiej etyki odpowiedzialności. Ja nawet to rozumiem. Pod jednym wszakże warunkiem – żeby się nie omylić w kalkulacjach.

Bardzo prawdopodobne, że w Przewodowie spadała rakieta wystrzelona przez Ukraińców.
Czemu jednak Zełenskiemu tak trudno to zaakceptować? Bo pamięta ofertę Bidena, który w pierwszych dniach wojny proponował mu ewakuację na emigrację. Gdyby się zgodził uciec z Kijowa, mielibyśmy dziś triumfujących Rosjan za płotem. Ale Zełeński odpowiedział, że potrzebuje amunicji, a nie podwózki. Od tej pory doskonale wie, że kalkulacje potężnych sojuszników bywają aroganckie, a nawet kompletnie chybione. A równocześnie wie, że Ukraina jest kompletnie uzależniona od dostaw broni z Zachodu. Jego kraj ruscy zamieniają w pustynię. Jakieś 100 tysięcy ukraińskich żołnierzy straciło życie, albo ręce i nogi, albo wzrok czy słuch. Albo rozum.

Nadchodzi zima. Jest bardziej sroga, niż u nas. Ile było lamentu, że w Polsce za mało węgla, żeby wszyscy mogli się ogrzać. A co ma powiedzieć swoim obywatelom Zełeński, kiedy rakiety Putina niszczą metodycznie w całym kraju dostęp do elektryczności, gazu i ciepła? Jak mają przetrwać? Kolejny exodus milionów byłby kompletną tragedią, która zamieni Ukrainę w Dzikie Pola.

Wcale nie chciałam o tym pisać, ale zmusił mnie kretynizm komentariatu: oszaleli narodowcy z jednej strony i ogłupione ciocie-Klocie modlące się do świętego i nieomylnego Zachodu – z drugiej.

W „Grze o tron” strażnicy ‘naszego’ świata wyruszają zwiadowczo za Mur. Znajdują trupy, które znikają i po pewnym czasie wracają ożywione, krwiożercze i groźne z nieludzkimi błękitnymi oczami… A potem jest jeszcze kilka tomów (sezonów serialu) całkiem niegłupiej opowieści, która zaczęła się od ostrzeżenia „Nadchodzi zima”. Więc lepiej się nie pomylić w kalkulacjach.

Fot. Natalia lat 11, jej matka i brat w szpitalu we Lwowie po zbombardowaniu Kramatorska

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.