To, że pan Morawiecki nie ma charyzmy i nie jest wojownikiem wiadomo było od chwili, gdy został premierem. Nie każdego obdarza w nią natura, ale prowadzona przez niego polityka była nie tylko nacechowana ostrożnością, ale jak czas pokazał piramidalną naiwnością.
Ile razy się ośmieszył grożąc Unii wetem, by natychmiast na wszystko się zgodzić?
Jak było można zgodzić się na Europejski Zielony Ład, który wymusza na nas inwestycję w modernizację przemysłu i gospodarki, energetykę odnawialną, sektor rolny, transport i w szeregu innych strategicznych sektorach, w renowację budynków itd. skoro nas na to nie stać.
Jak pisał Robert Kujawa w artykule „Ile będzie nas kosztował Zielony Ład?” (Forum Polskiej Gospodarki, 24 lutego 2022) – „Finansowe skutki strategii Zielonego Ładu będą dla nas miażdżące. W 2021 roku w Katowicach sekretarz stanu w resorcie funduszy i polityki regionalnej – Małgorzata Jarosińska-Jedynak – zaprezentowała dane, że do roku 2030 Polska ma przeznaczyć na ten cel 240 mld euro, a w perspektywie obejmującej okres do roku 2050 – aż 500 mld euro”.
Jakby tego było mało premier Morawiecki nie patrząc na możliwości finansowe Polski, zgodził się na pakiet Fit for 55 który podwyższa redukcję emisji gazów cieplarnianych w UE do 2030 r. z 40 do 55 proc. względem poziomu z 1990 r. Jego realizacja będzie miała negatywne konsekwencje dla całej gospodarki i indywidualnego użytkownika:
-
wprowadza system handlu uprawnieniami do emisji dla transportu i budownictwa,
-
zakazuje rejestracji samochodów spalinowych po 2035 roku, co będzie miało negatywne skutki w sektorze ciepłowniczym,
-
doprowadzi do wzrostu cen ciepła w Polsce,
-
uderza w rolnictwo – produkcję zbóż i hodowlę zwierzęcą
Kolejną decyzją, która uderzyła w Polskę, była zgoda na powiązanie unijnego budżetu na lata 2021-2027 z kwestiami praworządności, mimo, że minister Zbigniew Ziobro, namawiał go by Polska zastosowała weto, bowiem jako polityk posiadający zmysł strategiczny przewidział, iż oddając znaczącą część polskiej suwerenności, KE i Niemcy wykorzystają mechanizm warunkowości, by blokować środki dla Polski. Takie działanie miało uzasadnienie prawne, ponieważ dwa lata wcześniej służby prawne Rady UE orzekły, iż powiązanie budżetu z praworządnością jest bezprawne gdyż łamie zapisy traktatowe.
Ostrzeżenia ze strony Z. Ziobry, premier zignorował i na mechanizm się zgodził, gwarantując, że – nawet 1 euro nie będzie zablokowane, bowiem mechanizm warunkowości został ograniczony bardzo precyzyjnymi konkluzjami, które blokują w przyszłości możliwość zmiany tych zasad wbrew Polsce – mówił po negocjacjach premier.
Mimo, iż popełnił kardynalny błąd, to, gdy pojawiły się pierwsze problemy z wypłatą należnych środków powinien natychmiast z nich zrezygnować i zaciągnąć kredyt na rynkach finansowych. Czas był ku temu sprzyjający. Polskie obligacje były nisko oprocentowane, nie było wojny na Ukrainie, inflacji, kryzysu energetycznego.
Jednak jak ognia bał się podjąć takiej decyzji, bo byłoby to źle odebrane przez KE i Niemcy.
Zgadzając się na to, by jeden z w kamieni milowych dotyczył wymiaru sprawiedliwości, dał kolejne znakomite narzędzie Unii do szantażowania Polski. Dziś wije się jak wąż, by przekonać wyborców, że napisana pod dyktando Brukseli propozycja „kompromisu”, w sprawie wymiaru sprawiedliwości nie jest gigantyczną klęską, bowiem nie narusza granicy suwerenności państwa polskiego i jego konstytucji. Mimo, iż wielu ekspertów twierdzi, że nie tylko jest on na wielu poziomach niezgodny z konstytucją, a jego wprowadzenie spowoduje chaos w sądownictwie.
Jak powiedział klasyk – politykowi można wybaczyć zbrodnię, ale błędów w żadnym razie.
Gdy widzę premiera w Brukseli, to chciałabym by zachowywał się on jak mąż stanu, który jak trzeba to potrafi się postawić, a nie był wiecznym klientem chodzącym po prośbie, wdzięczącym się i kłaniającym wszystkim w pas, aby tylko łaskawie dali chociaż jedną transzę środków z Funduszu Odbudowy.
Taka postawa powoduje, że unijni decydenci go ignorują nie dotrzymując zawartych zobowiązań oraz nie tylko nie ukrywają, ale jawnie głoszą, że chcą obalenia jego rządu i zastąpienie go Tuskiem. Niepomny tego, ze wszystkich sił się do nich łasi.
Zachowanie niegodne premiera w szerszej perspektywie rzutuje na negatywną ocenę całego społeczeństwa.
Popełnione błędy i zachowanie na europejskich salonach sprowadzają się do smutnej konkluzji – M. Morawiecki nigdy nie powinien był zostać premierem.
Foto: TVP info
Z każdego można zrobić bohatera lub ofiarę, to tylko kwestia celu jaki sobie ktoś postawi. Widocznie nie jest tak źle, skoro rząd rządzi i kraj zyskuje na znaczeniu i potencjale gospodarczym. Ideałów proszę się doszukiwać w poprzednich rządach PO-PSL, SLD, i dalej wstecz. Z pewnością było lepiej niż teraz, bo ludzie zwozili złom do Polski, żeby zarabiać grosze.