Koń jaki jest, każdy widzi – to powszechnie znana konstatacja, odnosząca się także do kolejnego stwierdzenia o końskim zdrowiu i co według niektórych osobniczek (wg szwargotu tow. S. Spurek) może być przedmiotem dalece idącego zainteresowania tzn. porównawczych aspektów fizycznej męskiej wydolności do wzorcowego ogiera.

Matuzalemowi oglądacze telewizorni z czasów siermiężnego supergnoma tow. WIESŁAWA, czyli w latach 60-tych XX w. zapewne pamiętają amerykański komediowy serial pt. MR ED, KOŃ KTÓRY MÓWI.

Końskie chrapy zdubbingowane ludzkim głosem pozwalały unieść się w tychże czasach … w TYMKRAJU (Kopaczka się nisko kłania) w świat lekkiej fantazji, gdy koń wygłaszał swoiste sentencje i poglądy, wdawał się w dysputy, a nawet romansował. Było, minęło, a obecnie medialnym bohaterem jest jurydyczny QŃ, który zaniemówił, zamilkł, przeobraził się w chabetę, czyli anty tezę końskiej zdrowotności. No po prostu – jak można ten poruszony wyżej aspekt spuentować- to należy się odnieść do konstatacji, że osobnik (osobniczka także), który zmaga się z przeciwnościami losu porównywalny jest z koniem, który ma „pod górkę”.

Zdrowotność naszego medialnego QNIA doznała dalece idącemu uszczerbkowi związanego z dokonanym przeszukaniem jego stajni w RP. Stajnia w Italii ze zrozumiałych względów w tym przedsięwzięciu nie uczestniczyła.

Konsekwencją powyższych zdarzeń, było odcięcie QNIA od żłoba pełnego owsa, ostał się jeno obrok w postaci prozaicznego siana.

Naturalną koleją losu skoro doznał nie tylko zapaści zdrowotnej, ale spotkał się z zarzutami o niewłaściwym upodkowieniu, niesfornej grzywie, zatraty werbalizmu oraz dziwacznej zmiany (politycznego) umaszczenia – to koniecznym było udzielenie ze strony dawnych wrogów, a obecnie oddanych aliantów należnego mu tautologicznego subsydiarnego wspomożenia.

Drzewiej bowiem przewodząc stadu LPR (nie mylić z LGBT) ochoczo faszystowsko wystawiając pięć kopyt ordynował tyleż dawek wybornego chmielu. Po zreflektowaniu się, że faszystowski chmiel jest passe QŃ zmienił dotychczasowy trucht i tętent; w galop i pognał ……. niczym koń wyskoczy na MAŁĄ PARDUBICKĄ.

W przeciwieństwie do WIELKIEJ PARDUBICKIEJ tj. począwszy od 1874  morderczej gonitwy na dystansie 6,9 km najeżonej 31 przeszkodami w MAŁEJ PARDUBICKIEJ prawo uczestnictwa posiadają jedynie chabety, a nasz QŃ sam się do tej kategorii zakwalifikował; podupadając z nagła na zdrowiu.

Nasza słynna DODA z pewnym schadenfreunde oznajmiła jednak, że udział QNIA w MAŁEJ PARDUBICKIEJ jest mu należny, bowiem o tym zdecydowała powracająca karma (hinduizm się kłania) i podłej jakości erystyka QNIA, który częstokroć ze stajen Augiasza, czyli niektórych sądowych sal częstokroć wraca na tarczy, zamiast z tarczą.

Słabość posiadanego warsztatu erystycznego rekompensuje sobie mocnym parciem na szkło; szczególnie w tefałenowskim wydaniu, czy medialnej szczujni jaką jest Organ nadredaktora Michnika ostatnio coraz bardziej Czajką mocno zalatujący.

W sposób całkowicie sprzeczny z tzw. jurydycznym warsztatem wymagającym należytej erudycji, a także wykwintnej sztuki logiki i należytego puryzmu wystawił swoją klacz do dociekliwość w zakresie odnoszącym się do italskiej stajni, a klacz nie była nadmiernie owsem karmiona.

To po prostu pokłosie rzekomo super znawstwa QNIA umożliwiającego różnorakiej klienteli unikania odpowiedzialności. Symulację, jaką w teatralny on odegrał w swojej stajni z powodzeniem (bez podpowiadacza) stosują stare wygi spod celi+.

Takoż korzystanie z klaczy posiadającej status owsianej odrębności nie wymaga światłości umysłowej QNIA, bowiem ten wymyk znany jest od dawien dawna przede wszystkim osobnikom (i osobniczkom) zaczynających interesy od zachachmęcenia tzw. pierwszego melona.

Dla tzw. gawiedzi zdumiewać może stopień upodlania się niektórych osobników (osobniczek także) wyznających na różnych etapach swojego żywota klasyczne dogmaty, a na kolejnych etapach żmudne zaprzeczanie aksjologicznym wartościom i to w sposób drastyczny, wręcz haniebny.

Pozostańmy litościwi i aktualnie nie wymieniajmy z imienia i nazwiska różnorakich renegatów i apostatów.

Wyjątek od tej reguły jednak należy uwzględnić, a w konsekwencji zasadnie skonstatować, że niedościgłym (primus inter pares) apostazyjnym mistrzem jest Misiek ze Stonehenge, albowiem nie zdołał „zaliczyć” jedynie NSDAP.

Przeszedł drogę od Annasza do Kajfasza, względnie miotając się od Pinocheta poprzez  Kopaczkę do ZSL-u odbył swoistą „geograficzno-polityczną” ekskursję od Scylli do Charybdy. Pogratulować mu należy wyjątkowych umiejętności, elastyczności kręgosłupa oraz doskonałego opanowania prawa mimikry. W konsekwencji Miśkowi należy się bezapelacyjnie palma pierwszeństwa.

Wykreowana została zatem ścisła korelacja pomiędzy zmiennością poglądów w aksjologii sensu largo, a stanem zdrowia skocznego rumaka przeobrażającego się na swoje własne życzenie w chabetę i zdechlakowatego wałacha.

Dokonana powyższa zmiana swojego życiowego usytuowania uprawnia także do zastosowania krwistej metafory ludycznie przekazywanej z pokolenia na pokolenie w tzw. eter : czyż nie dorzyna się koni????

Kolokwialnie należy również przypomnieć obecnym konformistycznym apologetom QNIA o „przysłowiowym wynalazku”: „wałacha do wora, a wór do jeziora”.

Brzmi znajomo i super koncyliacyjnie, nieprawdaż ???……..

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

20.10 2020

fot. pixabay (koń albinos)