Po 30 latach puchar Mistrzów Polski wrócił na Śląsk. Wpadka Legii czy wreszcie przełamanie?

Historia śląskiego klubu zaczęła się w 1945 roku. Wtedy to wysiedleńcy ze Lwowa postanowili założyć klub sportowy w Gliwicach.

Lwowskie tradycje zobowiązywały. Wszak przed wojną Pogoń Lwów dominowała przez 4 lata zajmując pierwsze miejsce w rozgrywkach nieligowych (1922-1926), ocierając się potem o czołówkę ligi (drugie miejsce w latach 1932, 1933 i 1935). Najlepszym okazał się być śląski zespól Ruch Wielkie Hajduki (5-krotny mistrz Polski). Byłbym zapomniał – Wielkie Hajduki weszły obecnie w skład Chorzowa.

Powstały w 1945 roku Piast miał mocną pozycję w II lidze (obecnie – I liga). Nic wyżej. Wynikało to przede wszystkim z obecności tuż za miedzą Górnika Zabrze, który wychwytywał talenty z Piasta. Nie tylko z resztą z niego.

Ponoć przyczyną, dla której Piast nie mógł przebić się do ówczesnej ekstraklasy była polityka społeczna PRL.

Gliwice, miasto nauki (Politechnika Śląska) miało stawiać na sport akademicki. Z kolei oparte na węglu Zabrze miało postawić na sport plebejski.

Do końca PRL śląskie kluby brylowały w rozgrywkach. Górnik Zabrze zdobył mistrzostwo Polski 14 razy, Ruch Chorzów (wraz ze wcześniejszą Unią) – 8 razy.

Legia (razem ze wcześniejszym CWKS-em) tylko 4 razy stawała na najwyższym podium.

Upadek górnictwa węglowego oznaczał koniec piłkarskiego eldorado Śląska.

Rzutem na taśmę w 1989 r. mistrzostwo zdobył Ruch Chorzów (w drużynie, jako zawodnik, Waldemar Fornalik!).

Potem przyszły lata chude.

Na 30 lat puchar mistrzowski wywędrował poza Śląsk.

Aż do 2019 roku.

Piast Gliwice, jeszcze w zeszłym sezonie walczący o utrzymanie w ekstraklasie sięgnął pewnie po trofeum.

Waldemar King Fornalik, tym razem jako trener, poprowadził klub z Okrzei do zwycięstwa.

Po pierwszych meczach sezonu 2018/2019 mało kto spodziewał się, że po fazie zasadniczej Piast trafi do ósemki.

Sam wtedy obstawiałbym, że będzie walczył o pozostanie w lidze, aczkolwiek znajdzie się w górnej części tabeli grupy spadkowej.

Tymczasem Piast zrobił wszystkim niespodziankę.

Prawdopodobnie największą fanom Legii Warszawa, którzy przywykli już do tego, że najbogatszy polski klub musi być również najlepszy.

A tu śląski klub dysponujący rocznym budżetem takim, jaki Legia ma na 7 tygodni, pozostawił w tyle warszawiaków.

O mało co wyprzedzili by ich także Lechici.

Czy to oznacza załamanie Legii?

Jej kibice uznali, że to „beznadzieja” i winnych szukają w działaczach klubowych.

Pewnie latem dokonają kolejnych zakupów, bo tylko w ten sposób od lat szukają wzmocnień.

Kto wie, może pobiją nawet własny rekord w wydawaniu pieniędzy za jednego zawodnika?

Tymczasem Waldemar King Fornalik pokazał, że pieniądze są mniej ważne. Ważna jest praca z drużyną, nie zakłócana problemami finansowymi i koniecznością wyprzedawania ledwo co wyszkolonych zawodników.

Stabilizacja finansowa i praca nad zespołem, traktowanym nie jako inkubator talentów, wystawianych potem na sprzedaż, by łatać największe dziury..

To niestety jest bolączka zadłużonych.

A jeśli już mówimy o przegranych sezonu 2018/19 to powinniśmy wspomnieć o Lechu Poznań.

Jeśli wierzyć prasie sportowej budżet tej drużyny wyniósł 65 mln zł (2018).

Mimo to znalazł się na ostatnim miejscu w grupie mistrzowskiej.

Trzecia Lechia Gdańsk dysponowała 45 mln zł.

Cracovia – 33,669 mln zł (2018).

Jagiellonia – 52,374 mln zł (2018).

KGHM Zagłębie Lubin – 36,335 mln zł (2018).

Pogoń Szczecin – za klubem ciągnie się zadłużenie (26 mln w 2016 r.).

Piast w tym zestawieniu jawi się prawdziwym piłkarskim Kopciuszkiem.

Z powyższego zestawienia widać wyraźnie, że o sukcesie nie decydowały pieniądze.

Waldemar Fornalik:

Pokazaliśmy, że tytuł Mistrza Polski nie należy się tylko tym bogatym. I podobnie jak w 89′ Ruch Chorzów pokazał, że jest w stanie tak i my teraz. I nie liczy się to kto jest bogatszy, kto bogatszy, ale to kto jak pracuje.

https://www.piast-gliwice.eu/aktualnosci/fornalik-napisalismy-piekna-historie.html

Legia dysponowała budżetem ciut większym niż Lech Poznań, Jagiellonia BiałystokLechia Gdańsk… razem.

Siedem razy większym niż Piast.

Wychodzi na to, że wreszcie w piłce wyników nie można było sobie kupić.

Liczy się, kto jak pracuje.

I oby tak było w następnych sezonach.

20.05 2019

Zdjęcia na prawach cytatu z facebookowego profilu Piast Gliwice