Marcin Jop: #Pokój_Analiz
#Raport_z_Ukrainy!

Dziś 10 sierpnia 2022 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.

Działania wojenne na Ukrainie nadal stoją w miejscu. Jeśli już dochodzi do starć, to z reguły mają one charakter lokalnych potyczek. Rezultaty tego typu starć nie mają poważniejszego wpływu na aktualną sytuację operacyjną obu walczących stron.

W ciągu ostatnich 10 dni duża część zużytych w walkach w Donbasie ukraińskich brygad powróciła na planszety przedstawiające obecną sytuację, ale zostały one rozśrodkowane stopniowo, na róźnych teatrach działań, co tylko potwierdziło aktualną niezdolność armii ukraińskiej do sformowania grupy operacyjnej składającej się z czterech – sześciu brygad, czyli siły zdolnej do stworzenia realnego zagrożenia dla stabilności rosyjskich pozycji obronnych. Wraz z powrotem odtworzonych brygad zgrupowania ukraińskie zyskały odwody operacyjne zdolne do wsparcia sił I rzutu w wypadku poważniejszej rosyjskiej operacji zaczepnej, ale niestety nadal nie są to rezerwy zdolne do przeprowadzenia radykalnej próby uchwycenia inicjatywy operacyjnej.

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć możliwie wyraźnie jedno – owszem, pozostaję jak uprzednio sceptykiem w kwestii bliskości perspektyw podjęcia w ciągu najbliższych dni i tygodni przez Siły Zbrojne Ukrainy operacji zaczepnej w „dużym stylu”, ale z drugiej strony nie zamierzam jej w sposób kategoryczny wykluczyć. Po pierwsze dlatego, że sięgając w przeszłość mam przynajmniej kilka przykładów zupełnie niespodziewanej koncentracji sił i środków w krótkim czasie na wybranym kierunku działań. Po drugie natomiast, regularne oddziały ukraińskie posiadają dostatecznie dużą mobilność, by móc we względnie krótkim czasie przemieścić się w dowolny rejon koncentracji na południowym i południowo-wschodnim TDW. W mojej opinii brak woli przygotowania większego wystąpienia zaczepnego wynika z tych samych, co dotychczas przesłanek – słabości własnych sił powietrznych i siły lotnictwa rosyjskiego, ale także ze stosunkowo słabych wyników osiąganych przez własne formacje pancerne podczas prób przerywania rosyjskich pozycji obronnych. Ten ostatni aspekt wydaje sie szczególnie ciekawy, gdyż w przeszłości ukraińskie związki pancerne i zmechanizowane potrafiły wykazac bardzo wysoką sprawność w kontrataku i defensywie, ale próby przerwania rosyjskich pozycji obronnych (na przykład w rejonie Orihiwa lub pod Wełyką Nowosiłką) zakończyły sie niepowoddzeniem i dość dużymi stratami.

Pragnę zwrócić uwagę na istotny czynnik, który może tę sytuację w niedługim czasie zmienić. Nowoczesne systemy artylerii rakietowej pozyskane z krajów zachodnich do pewnego stopnia są w stanie zastąpić lotnictwo dzięki wielkiej precyzji i sile projekcji ogniowej. Znacznie gorzej sprawy się mają w przypadku zdolności zwalczania rosyjskich sił powietrznych, czyli posiadania adekwatnego parasola w postaci przeciwlotniczych zestawów rakietowych średniego i dalekiego zasięgu. Wiemy, że użytkowane zestawy „Buk” i S-300 poniosły w dotychczasowych walkach dość duże straty, a rosyjskie ataki na cele położone w miastach zmusiły dowództwo ukraińskie do rozproszenia posiadanych wciąż zestawów na dużym obszarze, w osłonie największych aglomeracji miejskich. Obecnie, wraz z trwającymi od połowy lipca dostawami zestawów NASAMS, będących bardzo udanym owocem kooperacji norweskiej KDA i amerykańskiego Raytheon’a. Wydaje się, że pociski AMRAAM mogą stanowić zaporę nie do pokonania dla samolotów z czerwonymi gwiazdami. Tutaj jednakże należy postawić pytanie – czy decydenci ukraińscy wykorzystają nową broń do zwiększenia ochrony ludności cywilnej, czy może w miarę zwiększania potencjału skutkiem nowych dostaw postanowią zwiększyć kontrolę nad niebem w strefie walk i na bezpośrednim zapleczu frontu. Osobiście uważam, że skierowanie zestawów NASAMS do obrony Kijowa i innych miast byłoby marnowaniem posiadanego potencjału, ale decyzja należy do władz ukraińskich, które posiadaja własne pryncypia.

Kolejny raz pragnę zaznaczyć, że pośpiech jest złym doradcą i w istocie administracja Prezydenta Zełeńskiego spieszyć się nie powinna. Obezna sytuacja Ukrainy jest dość dobra, przecież:
– Siły Zbrojne w znacznej mierze odzyskały potencjał nadwyrężony walkami w Donbasie.
– Siły przeciwnika nadal borykają się z niedostatkiem uzupełnień w sile żywej i całkowitym brakiem możliwości odtworzenia zużytych zasobów broni precyzyjnej.
– Na okupowanych przez Rosję terytoriach stracono znikoma część globalnego potencjału ekonomicznego i ludzkiego, a po gwałtownym spadku dochodu narodowego w początkach wojny sytuacja ekonomiczna Ukrainy jest stabilna.

Znacznie gorzej wyglądają perspektywy Rosji. Z licznych fachowych publikacji dotykających kwestii makroekonomicznych płyną dla dworu kremlowskiego władcy wielce niekorzystne wieści. Perspektywy gospodarcze są wprost fatalne, a konsekwencje sankcji już rozlały się na całą gospodarkę rosyjską. Widzimy stale rosnącą inflację, wzrost bezrobocia, spadek zysków z handlu ropą i gazem i całkowite odcięcie o transferu technologii. Naturalnie, wszystkie te problemy sa maskowane rozmaitymi machinacjami statystycznymi, ale jak zwykle w takich sytuacjach rynki wiedzą swoje. Przypominam, że nie istnieje dla Rosji żadna alternatywa dla traconych właśnie wpływów z handlu surowcami energetycznymi, a podtrzymywanie przy życiu miejsc pracy dla uniknięcia szybkiego wzrostu bezrobocia nie tyle drenuje rosyjskie rezerwy finansowe, bo te w znacznej mierze obejmują waluty obce, które na rynku wewnętrzym na nic się nie zdadzą, ale powodują konieczność stałego powiększania długu wewnętrznego i dodruku rubla, co mocno napędza inflację. Rosjanie jako społeczeństwo mają wysoki „próg bólu” i nadal kochają swego wodza, niezmiennie popierając inwazję, ale stagnacja na froncie i brak perspektyw na zwieńczenie sukcesem dotychczasowych poświęceń i wyrzeczeń powoli, lecz nieubłaganie podcinać będą pewność siebie i wiarę w sens kontynuowania wojny. Obecnie ogromna większość społeczeństwa ukraińskiego popiera wizję wojny, aż do odzyskania wszystkich terytoriów okupowanych. W nadchodzących miesiącach także tutaj pojawi się zmęczenie, zniechęcenie. Ma to jednak także dobre strony – w ten sposób zwykle rodzi się zdolność do osiągnięcia politycznego kompromisu. Nie owijając w bawełnę, prędzej czy później w obliczu patowej sytuacji na froncie rozwijać się zacznie wzajemne sondowanie stanowisk w sprawie potencjalnego rozejmu. Jak przecież wiemy doskonale – woda drąży kamień…

Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu: buycoffee.to/marcin_jop