Marcin Jop: #Pokój_Analiz.
#Raport_z_Ukrainy!
Dziś mamy 10 listopada 2022 roku, trwa rosyjska inwazja na Ukrainę.
Snihurywka
Wczoraj oddziały ukraińskie wkroczyły do Snihurywki. Kolejnym sukcesem jest zajęcie Kałyniwskiego – miejscowości położonej w kolanie Ingulca. To poważne sukcesy, zdecydowanie przybliżające Ukraińców do ostatecznego wyparcia sił rosyjskich z prawego brzegu Dniepru.
Wydarzenia te były konsekwencją gwałtownego, krótkiego starcia pomiędzy elementami rosyjskiej 7 Dywizji WDW usiłującymi wykonać kontratak, a zmechanizowaną grupą bojową sił ukraińskich – w zasadzie trudno to starcie nazwać walką, gdyż rosyjscy żołnierze zostali wręcz zmasakrowani ponosząc straty w czasie wymiany ognia z ukraińskimi pojazdami pancernymi, a następnie także podczas próby wycofania się na pozycje wyjściowe. Poruszyło to lawinę wydarzeń, których konsekwencją było opuszczenie Snihurywki, będącej przecież kluczem do rosyjskiej linii obrony. Czy ostatnie zdobycze terytorialne armii ukraińskiej pozwalają sądzić, że w najbliższych dniach opór zgrupowania rosyjskiego w rejonie Chersonia załamie sie ostatecznie? I tak i nie.
Pomijam tutaj rosyjskie deklaracje wygłoszone ustami Szojgu, gdyż nie uważam za właściwe wsłuchiwanie się w narrację głoszona ustami nałogowego łgarza. Rosjanie zareagowali na swoją porażkę właściwie – w kierunku wyłomu w liniach obronnych natychmiast wyruszyły lokalne rezerwy i na chwilę obecną podtrzymują obroną zasklepiwszy dziurę we froncie. Czy to wystarczy do utrzymania kontroli nad biegiem wydarzeń? Niekoniecznie. Upadek Snihurywki to nie tylko utrata ważnej reduty obronnej Rosjan, ale także kolejny cios w morale sił rosyjskich. Najbardziej ucierpiały w starciu wyborowe oddziały desantników, które nie bez kozery uchodzą za elitę rosyjskiej armii. Znaczenie psychologiczne takiego policzka (kolejnego zresztą w długim pasmie niepowodzeń) nie może zostać niedocenione, choć do zamienienia rosyjskich oddziałów za Dnieprem w spanikowany tłum droga jeszcze daleka. Sposób w jaki oddziały te dotychczas stawiały opór świadczy, że nawet w tak trudnym położeniu to powazny i groźny przeciwnik. Nie mniej jednak, na pozór solidny system rosyjskiej na naszych oczach obrony łamie sie i kruszy. Nie dzieje sie tak bez przyczyny.
Architektura klęski
Wiemy rzecz jasna, że nawet i bez stałego nacisku oddziałów ukraińskich siły rosyjskie utrzymywane przez Kreml na prawym brzegu Dniepru tkwią w wybitnie niekorzystnym położeniu. Kulejący system logistyczny armii najeźdźcy powoduje, że dostawy pozwalające zachować wysoką wartość bojową oddziałów są nierytmiczne, a i z tego co za Dniepr dociera w części jest tracone wskutek precyzyjnych ukraińskich nawał ogniowych. Dostaw tych zresztą z powodu powtarzanych z maniackim uporem daremnych prób wyparcia sił ukraińskich z pozycji w Donbasie nie może być zbyt wiele. Terytorialne ograniczenie pola bitwy uniemożliwia w praktyce skryty manewr siłami, a na znacznej części przyczółka rosyjskie pozycje są widoczne jak na dłoni – także te położone w głębi pasa obrony. Co najważniejsze, pozycja ta jest arcyważna w rosyjskiej strategii, gdyż Kreml wciąż postrzega ją jako idealną odskocznię dla przyszłych operacji zaczepnych ku sennemu marzeniu Putina – Odessie. Pozycja chersońska musi zostać zatem utrzymana i Rosjanie będą się bronić tam tak długo, jak się da, a kto wie, może nawet do Ukraińców uśmiechnie się szczęście i zgrupowanie trwać będzie do upadłego. Zresztą, biorąc pod uwagę nagromadzenie ludzi i sprzętu, oraz fakt posiadania w tym momencie dwóch przepraw (Nowa Kachowka od rana była ostrzeliwana przez ukraińską artylerię), nie wyobrażam sobie czegoś takiego, jak zorganizowana ewakuacja przyczółka.
Odwrót jest najtrudniejszym możliwym manewrem podczas działań wojennych. Zawsze najbardziej ceniłem tych dowódców zgrupowań operacyjnych, lub dowódców teatrów działań, którzy w swej karierze potrafili przeprowadzić udany odwrót. W przypadku Chersonia, gdzie cały obszar wciąż kontrolowany przez siły rosyjskie pozostaje w zasięgu ukraińskiej artylerii polowej niemożliwym jest sprawne wycofanie sił za rzekę (zwłaszcza taką jak Dniepr w swym dolnym biegu) bez kolosalnych strat. Zwłaszcza w przypadku nieuchronnego podjęcia przez siły ukraińskie energicznego pościgu. Myśląc logicznie będąc w skórze rosyjskiego sztabu mamy bardzo prosty wybór. Z jednej strony mamy świadomość, że dalsze trwanie na prawym brzegu musi przynieść narastające straty, ale także wiedząc, że nierealnym jest sprawne i tanim kosztem wykonane wycofanie się za rzekę jest niemożliwe i będzie bardzo kosztownym przedsięwzięciem. Zatem logicznym i naturalnym wyborem jest dla Rosjan dalsze trwanie, nawet kosztem narastających strat ludzkich i w sprzęcie bojowym. Przecież stracą ludzi i sprzęt, których stracili by i tak.
Niewątpliwie kolosalne znaczenie ma perspektywa radykalnego skrócenia linii frontu po ewentualnej utracie przyczółka. przecież naturalną konsekwencją będzie odejście do rezerwy przynajmniej pięciu ukraińskich brygad, które stanowić mogą w niedalekiej przyszłości utworzyć rdzeń zgrupowania uderzeniowego zdolnego do penetracji rosyjskiej obrony na innym odcinku frontu. I tego zdaje się obawiają się najbardziej. Z tego samego powodu od tygodni rozbudowywano pozycje obronne, fortyfikowano miejscowości na przyczółku i wysłano tam od sierpnia łącznie przynajmniej 15 batalionowych grup taktycznych. Lekko licząc.
W skali strategicznej Rosjanie obecnie tylko w niewielkim stopniu są w stanie aktywnie oddziaływać na sytuację na froncie – doskonałym dowodem na to jest ich niezdolność do reakcji na ukraińskie sukcesy w Obwodzie Chersońskim, ale także fiasko próby operacji zaczepnej w rejonie Wuhłedaru, która w wypadku choćby ograniczonego powodzenia mogłaby odciążyć siły znajdujące się za Dnieprem. W konsekwencji utraty inicjatywy strategicznej i stopniowej, a nieuchronnej erozji sił tkwiących za Dnieprem dowództwo rosyjskie z każdym dniem z czynnika kreującego bieg zdarzeń będzie zmieniać się w bezradnego obserwatora stopniowej zamiany przyczółka w cmentarz dla swych ludzi.
Przypominam, że jesteśmy w fazie „rozliczeń” Moskwy z nieudolnością i złodziejstwem, więc możemy spodziewać się wielu oświadczeń podobnych do wczorajszych słów Szojgu, ale prędzej Gagarin zmartwychwstanie i poleci na Księżyc, niż Rosjanie cokolwiek opuszczą, z czegokolwiek zrezygnują. Dla Putina to czerwona linia – to, co trzyma w swoich spoconych ze strachu rękach, to absolutne minimum podstawy negocjacyjnej. Zdaje sobie rzecz jasna sprawę z trudnej sytuacji ekonomicznej Ukrainy i pozostaje mu już tylko ta jedna, zgrana karta – walka na przetrzymanie przeciwnika. Poświęcenie kolejnych fal rekrutów w zamian za czas, za utrzymanie terytoriów okupowanych tak długo, aż Kijów i stojący za nim zachód wyczerpie wolę walki. Już u źródeł tej strategii tkwi jednak poważny błąd, który będzie miał wpływ na rozwój sytuacji. Rosjanie będą bronić się do upadłego w każdej miejscowości, więc zapłacą za to wysoką cenę w postaci narastających strat w ludziach i sprzęcie, co z każdym dniem osłabiać będzie armię rosyjską. Zwłaszcza w jej aktualnym położeniu, które jako żywo przypomina sytuację Niemiec na Froncie Zachodnim w 1916 roku. Dowództwo niemieckie podjęło wówczas świadomie bitwę materiałową (Verdun), nad której biegiem do pewnego czasu miało kontrolę. W ripoście Alianci latem 1916 roku odpowiedzieli tym samym nad Sommą. Tam strona niemiecka pozbawiona inicjatywy podjęła decyzję o trwaniu w uporczywej obronie i front do jesieni utrzymała, jednak doprowadziło do horrendalnych strat w efekcie których straciła nie tylko zdobycze w rejonie Verdun, ale też zdolność do podjęcia kolejnej próby ofensywnego rozstrzygnięcia zmagań. Dokładnie tak samo wygląda obecnie sytuacja Rosjan. I wówczas i teraz kluczową rolę odgrywają Amerykanie. I wówczas i teraz swoją obecnością przechylają szalę brutalnej walki na korzyść strony, którą wsparli. Rosjanie nie panują nad bitwą materiałową w rejonie Chersonia wyłącznie z powodu własnych niewybaczalnych błędów dyktowanych przez ciągłe wyznaczanie swym siłom zbrojnych kompletnie nierealistycznych celów strategicznych i co równie ważne, konsekwentnego przecenienia własnej zdolności uzupełniania strat w materiale wojennym.
Co po Chersoniu?
Jeśli zdarzy sie tak, że w najbliższej perspektywie (w ciągu dwóch tygodni) ich przyczółek upadnie, siły zbrojne Ukrainy uzyskają ponownie możliwość zbudowania rezerw w postaci zaprawionych w bojach jednostek bojowych zdolnych do wykonania silnych uderzeń na dowolnie wybranym kierunku. Będzie to dla nich o tyle groźne, że jak zauważyłem powyżej, wraz z załamaniem się oporu za Dnieprem nie ma perspektyw uzyskania korzyści ze skrócenia frontu w postaci wyprowadzonych do odwodu zwartych związków bojowych, gdyż takowe z Chersonia po prostu nie wyjdą. Co ważne – wraz z utratą kilku kolejnych jednostek szczebla brygadowego jeszcze bardziej zmaleje siła przebojowa ich armii, gdyż jak wiemy już teraz tylko mała część ich związków bojowych ma dostatecznie dużo doświadczonych żołnierzy w szeregach, zatem może zostać określona mianem zdolnej do operacji zaczepnych. Różnica w poziomie wyszkolenia i wyposażenia jeszcze bardziej napędzi błędne koło strat zastępowanych przez surowych i niedozbrojonych rekrutów i coraz częściej będziemy świadkami rosnącej dysproporcji w poziomie strat obu stron.
Czy możliwym będzie przeprowadzenie wielkiej operacji zaczepnej przez oddziały ukraińskie? To oczywiście tylko kwestia czasu w przypadku hipotetycznego oparcia skrajnie prawego skrzydła frontu o Dniepr. natomiast raczej nie będzie to uderzenie na szerokim froncie o tak ambitnym celu jak wyparcie sił rosyjskich z całego obszaru przylegającego do brzegów Morza Azowskiego. Raczej będziemy w tej sytuacji świadkami szeregu operacji zaczepnych, które będą miały na celu przejęcie kontroli nad rosyjskimi szlakami zaopatrzeniowymi dla ich sił na południu Ukrainy. Wykluczyłbym, znając zdrowy rozsądek ukraińskiego dowództwa poważniejsze próby ofensywne w Obwodzie Ługańskim. Także siły w Donbasie uzyskały w ciągu ostatnich tygodni solidne wsparcie w postaci brygad uczestniczących w walkach pod Bałakliją i Izjum. Dla Rosjan Zaporoże jest od dawna „miękką słabizną” – ewentualny sukces sił ukraińskich na tym obszarze otwiera im drogę nie tylko na Krym, który jest stosunkowo bezpieczny za wąskim Perekopem, ale przede wszystkim odkrywa możliwość penetracji okupowanej części Obwodu Donieckiego od strony Wołnowachy. Byłoby to śmiertelne zagrożenie dla całego systemu komunikacyjnego Rosjan w Donbasie. Oczywiście na razie możemy tylko teoretyzować co dalej, ale warto to robić o tyle, że pozycja Rosjan słabnie i faktycznie należy powiedzieć jasno – nadchodząca zima będzie dla nich bardzo ciężka.
Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu:
buycoffee.to/marcin_jop
Zostaw komentarz