Oszczędzałem i w końcu udało się! Biały murzyn znad Wisły raportuje.
Oszczędzałem trzy miesiące i 13 dni, żeby po 7 latach znów przejechać się polskim pendolinem. Z ciekawości, bo generalnie nie lubię ani luksusowych pociągów, ani restauracji, ani hoteli. Jak trafię do tych ostatnich to najpierw wwąchuję się z całych płuc w ręczniki, a potem zgarniam do plecaka wszystkie te fikuśne szamponiki, balsamy i czepki na głowę do kąpieli pod prysznicem. Te ostatnie mi nigdy do niczego się nie przydały, ale zabieram, bo darmowe. Zresztą z tych szamponów też rzadko korzystam. Trzymam je w łazience jako dekoracje. Dowód na to, że bywam w miejscach.
Po 10 minutach jazdy tym naziemnym samolotem droższym od normalnego samolotu, kupionym za pieniądze podatnika najdroższego w Europie ustrojstwa, niedostępnego cenowo dla 99% polskiej populacji, zrozumiałem esencję polskiego wieśniactwa i kwint esencję kompleksów.
Nie jest to szczególnie trudne. Wystarczy wczytać się w komunikaty wyświetlane na kilku ekranach w wagonie. Nieznany z imienia i nazwiska narrator informuje białych murzynów znad Wisły, podróżnych, którzy dostąpili błogosławieństwa przejazdem pendolino-inwalidą (w oryginale posiada ten pociąg tzw. wychylne pudło, ale w Polsce nie), że:
– niefajnie jest głośno spierdzieć się i oklaskiwać taki sukces;
– niefajnie jest drzeć mordę do telefonu;
– niefajnie jest wyzuwać stopy z butów, co właśnie zrobiłem, bo zawsze tak robię.
Następnie monitor emituje same kłamstwa o mocno lewackim zabarwieniu. Pierwsze z brzegu. pendolino to ekopojazd. Zeroemisyjny i przyjazny dla sów i chrabąszczy z puszczy niteckiej. I dla psów, dla których w odróżnieniu od człowieków można kupić bilet w pociągu. Serio, ci idioci z pekapeintesity to piszą! Człowiek jak wsiądzie do tej ruchomej świątyni polskiego kolejnictwa bez biletu, płaci kilkaset złotych kary i jest szczęśliwy, że nie zostanie zapuszkowany w więzieniu.
W wagonie naliczyłem 12 osób. To ekipa na 3 samochody z lpg. Nie sądzę, żeby ten wagon wygrał ze Srebrnym Szerszeniem w ekozawodach.
Już nigdy więcej nie pojadę polskim pendolino. To połączenie kompleksów z pragnieniem komfortu jest tak nieznośne dla mnie, że z radością powrócę do przaśnych międzynarodowych pociągów jadących z Budapesztu, Grazu i Pragi do Warszawy. I pierwsze, co zrobię, to wywalę kopyta na przeciwległe siedzenie.
Polskie pendolino, które na odcinku 300 km jest trzy razy droższe od czeskiego jest niczym więcej niż tylko zapisem polskich kompleksów i zwykłego wieśniactwa. To najlepsza definicja polskiego zbydlęcenia.
P.S. Lubię na pół godziny przed odjazdem pociągu przyjechać na Dworzec Centralny, żeby za darmo pojeździć sobie schodami ruchomymi. Kojarzą mi się z Tatą, który czasem zabierał mnie do stolicy, z której właśnie te schody zapadły mi w pamięci.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz