Ostatnio dużo z Cesią bywamy. Obracamy się w świecie kultury, niczym dwie komety po orbitach potężniejszych planet. Później przez jakiś czas świecimy światłem odbitym, a czasami obitym, jak po ostatniej wizycie w Zachęcie.
Wybraliśmy się tam ciekawi zmian, jakie nastały w szacownej galerii po nastaniu nowej dyrekcji i użyliśmy, jak psy w studni.
Ekspozycja na którą trafiliśmy nosiła tytuł – “Obywatele” i przedstawiała prace T.Rafy – filmowca, fotografa i aktywisty dokumentującego współczesne zjawiska społeczno-polityczne. Kuratorzy wystawy poinformowali widzów, że artysta-aktywista “swoją twórczością definiuje pojęcia takie jak: dehumanizacja, kategoryzacja, ksenofobia, rasizm, czy mowa nienawiści” i że prezentowane dzieła sztuki są częścią większego projektu pt. – “Nowy nacjonalizm w sercu Europy”. Lekko zdziwieni tematem, jakby trochu nie na miejscu w przybytku sztuki, wkroczyliśmy na prezentację dzieł artysty-aktywisty.
Na ścianach sal wystawowych ujrzeliśmy kilka telebimów, na których wyświetlano filmy dokumentujące przebieg różnych manifestacji, odbywających się w Polsce podczas ostatnich ośmiu lat.
Relacje z telebimów były uzupełniane przez z rzadka rozsiane fotogramy oraz nagrania dźwiękowe. Największym dziełem sztuki prezentowanym w głównej sali, było wielkie, obejmujące całą ścianę zdjęcie przedstawiające tłum Obywateli uczestniczących w Marszu KOD-u.
Pisząc – tłum, wyraziłem się nieprecyzyjnie, ponieważ ludzie pokazani na gigantycznej fotografii, nie byli tłumem, lecz Obywatelami przez duże O. Ich sylwetki emanowały szlachetnym spokojem i pewnością swych racji. Hasła wypisane na transparentach, które trzymali Obywatele były cenzuralne, oczy Obywateli jasne, twarze inteligentne, obyczaje kulturalne, protesty zasadne. Na pierwszy planie i w pierwszym szeregu kodowców rozpoznałem postać Agnieszki Holland i znajomą twarz koleżanki znanej mi z aktywizmu i słusznych poglądów.
Sztandarowe zdjęcie Obywateli było skontrastowane z innymi zdjęciami i filmami, pokazującymi tendencyjnie wybrane sceny z Marszów Niepodległości, Miesięcznic Smoleńskich i akcji antyimigranckich.
Obrazy z Marszu Niepodległości porażały kolorystyką i postaciami, jakby z piekła rodem. Przez czerwone, spowite dymami pożarów ulice maszerowali mężczyźni w kominiarkach. Ich twarze szpeciło kłamstwo w oczach mieli agresję, w rękach pochodnie, na ustach mowę nienawiści w sercach zbrodnie.
Miesięcznicę Smoleńską reprezentowało zdjęcie mężczyzny z siwą brodą proroka o fanatycznym spojrzeniu. Brodacz dzierżył krzyż sklecony z brzozowych patyków.
Zaś Antyimigrancki Marsz ONR-u dokumentował fotogram z polskimi dziewczynami i wodzem Komanczów ubranym w pióropusz i tradycyjny strój plemienny.
W ten sposób artysta – aktywista pokazywał nam, jak wygląda nowy faszyzm w sercu Europy. Mógł przyjąć postać: piekielnika, fanatyka albo indiańskiego cudaka.
Lecz ze świecą, a nawet z pochodnią trzeba było szukać na wystawie Rafy relacji dokumentujących ekscesy dziejące się podczas osławionego Strajku Kobiet, na którym jego przewodnicząca: jeb… pis, ziała mową nienawiści i nawoływała do przemocy.
I nawet sokole oko najbystrzejszego Indianina nie dostrzegłoby na zdjęciach artysty-aktywisty haseł z ośmioma gwiazdkami ani niektórych gorszących gestów i rekwizytów niesionych przez uczestników Parad Równości. Za to bez trudu zauważyłoby napis oznajmiający, że – ”Nie ma wolności bez homoseksualności”
My też go zauważyliśmy, więc uświadomieni, lekko wstrząśnięci i z mieszanymi uczuciami, opuściliśmy progi “Zachęty”.
Aby ochłonąć po wrażeniach, jakimi poraziły nas dzieła Rafy, postanowiliśmy dla uspokojenia zobaczyć wystawę malarską w podziemiach Kościoła św. Floriana.
Zatem zeszliśmy do podziemi, aby w ciszy kontemplować obrazy przedstawiające spotkanie św Elżbiety z Maryją. Niektóre z oglądanych przez nas płócien były kiczowate, niektóre wybitne, wszystkie uczciwe.
I kiedy syci wrażeń, wsiedliśmy do auta, aby udać się do domu, Cesia skomentowała nasze przygody ze sztuką współczesną następującymi słowami.
– W dzisiejszych czasach sztuki należy szukać po katakumbach, bo w galeriach można wpaść na Rafy.

Czego Wam nie życzy wasz koneser pomocniczy – Szarek.
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz