Timothy Snyder to amerykański historyk ze szpicy intelektualistów naszej epoki (kto nie słyszał, niech przynajmniej pogugla zanim zacznie się bałwanić w komentarzach). Facet znów napisał książkę i, na jej podstawie, dziennikarski tekst, który wywraca, rozwala, stawia do góry nogami przyjęty sposób myślenia o nowożytnej historii – o Europie i naszej jej części. W pierwszej chwili człowiek myśli: „No nie, to bez sensu, tym razem przegiął, nie może mieć racji.” Ale im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej mi wychodzi, że jednak sporo racji ma.

Teza Snydera: Europa Zachodnia w większości nie ma historii, więc też doświadczeń i tradycji, państw narodowych. Europa centralna (w tym Polska) oraz wschodnia, ma tych doświadczeń bardzo mało – i bez wyjątku były złe. Wszystkie przychodzą z okresu miedzy pierwsza a drugą wojną w 20 wieku. (Szwecję i Norwegię pomijamy, jako wyjątki potwierdzające regułę).

Zbaranieliście? Kręcicie głowami? Może nawet uśmiechajcie się szyderczo? Trudno się dziwić, gdyż od kilku kat jesteśmy bombardowani retoryką o ważności państw narodowych, wręcz ich podstawowej roli w historii.

Moja pierwsza reakcja była właśnie niedowierzaniem, ale nie trwała długo. Przeczytałem tekst prof. Snydera (link dam na końcu) ponownie, bardziej uważnie. (No i mam za sobą trochę innych jego książek)

Autor zauważa, że Europę od zarania tworzyły królestwa (wiec na pewno nie państwa narodowe), które z biegiem czasu przekształciły się w imperia, później też kolonialne. Żadne z państw teoretycznie narodowych, które były centrami imperiów – jak Anglia, Francja, Austria, Niemcy, Hiszpania, Portugalia, Rosja czy Włochy – nie zaznały znaczącego historycznie okresu, kiedy funkcjonowałyby jako nowoczesne, samodzielne państwa narodowe, tj. bez kolonii i terytoriów zależnych.

Innymi słowy, „stara dobra Anglia” do której tak rzewnie tęsknią brexitowcy nigdy nie istniała inaczej niż jako centrala mocarstwa kolonialnego. A zaraz po utracie kolonii stała się znów częścią większej całości, czyli Unii Europejskiej. Podobnie pozostałe europejskie mocarstwa.

Kiedy porządek kolonialny skończył się po drugiej wojnie, upadłe europejskie mocarstwa uniknęły smutnych konsekwencji wojny i dekolonizacji łącząc siły. Razem, znów stały się ponadnarodowym mocarstwem. I jednym z najspokojniejszych i najbogatszych miejsc na ziemi.

Osobno, żaden z tych krajów nie byłby dziś ani bogaty, ani niezależny. Inne mocarstwa globu – Stany Zjednoczone, Rosja i, ostatnio, Chiny, szybciutko zrobiłyby z Europejskimi państwami narodowymi porządek – po swojemu.

Sześć krajów Europy Centralnej, w tym Polska, próbowało po pierwszej wojnie bytu samodzielnego – w rozproszeniu. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy (ok: wszyscy z wyjątkiem narodowców; to zawsze byli durnie i nic się nie zmieniło).

Jesteśmy w Europie skazani na Unię jako współczesną formę europejskiego mocarstwa – albo na stanie się czyimiś lennikami, buforem bądź terytorium zależnym (Włosi, rządzeni przez eurosceptyków, właśnie podpisali akces do chińskiego programu imperialne-gospodarczego Belt and Road, tak na marginesie).

Również Anglicy są o krok od przekonania się – po raz pierwszy w swojej dumnej historii – czym jest samodzielnie „stara dobra Anglia” – bez Szkocji i Irlandii. Bo jak wyjdą, te dwa państwa opuszczą na 99 proc. Zjednoczone Królewstwo. Sic transit gloria mundi.

A tu obiecany link tekstu prof. Snydera.

Autor: Mariusz Ziomecki
Polski pisarz, dziennikarz i publicysta. Do 1981 był dziennikarzem warszawskiej Kultury. W 1982 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako jeden z głównych komentatorów dziennika The Detroit Free Press. W latach 1998–2000 dzielił funkcję redaktora naczelnego dwutygodnika Komputer Świat z Wiesławem Małeckim. Następnie w 2003 roku objął funkcję redaktora naczelnego dziennika Super Express (w 2006 roku zastąpił go Tomasz Lachowicz). Redaktor naczelny tygodnika Przekrój od 2006 roku (kiedy zastąpił na tym stanowisku Piotra Najsztuba) do lipca 2007 (stanowisko przejął Jacek Kowalczyk). W latach 2007–2008 był redaktorem naczelnym Superstacji i prowadził program Rezonans. Od września 2008 roku wydawca programu Konfrontacje w Polsacie, a od maja 2009 do końca lutego 2010 redaktor naczelny serwisu publicystycznego redakcja.pl. Od listopada 2009 do maja 2010 był redaktorem sponsorowanego przez Narodowy Bank Polski serwisu internetowego ObserwatorFinansowy.pl i jednocześnie doradcą Prezesa NBP. Następnie pracował dla firmy kosmetycznej Inglot. Od 2014 na antenie Polsat News 2 prowadzi program publicystyczny Prawy do lewego, lewy do prawego. Ma dwójkę dzieci, córkę Zuzę i syna. Jego pierwszą żoną była Ewa Junczyk-Ziomecka.