W związku z ogłoszoną przez Ministerstwo Zdrowia epidemią, najwięcej kontrowersji budzą maseczki, czyli nakaz zasłaniania nosa i ust. Większość nosi je w miejscach wymaganych: ci, którzy myślą, że się chronią przed wirusem lub że chronią w ten sposób cały pozostały świat – na nosie i ustach; ci, którzy chronią się przed mandatem – na ustach lub na brodzie. Ci, którzy wiedzą, jak szkodliwe są maseczki – wcale. Cóż by im szkodziło założyć rzeczoną maskę na brodę? Zdjęło się ją przed chwilą, ot, żeby wytrzeć nos, czy powiedzieć coś do przygłuchego kolegi (wyobraźcie sobie, co przeżywają teraz ci, którzy czytają z ruchu ust!), ale już, już zakładam, bo jestem taki ułożony i praworządny…

Nie o to chodzi.

Ci, którzy nie noszą maseczek, zdają sobie sprawę nie tylko z ich szkodliwości dla głębokiego, swobodnego oddychania, z niedotlenienia organizmu, zwłaszcza osób z już upośledzonym systemem oddechowym, a także z ich nieskuteczności dla zatrzymania koronawirusów, ale przede wszystkim z konsekwencji psychologicznych ich noszenia.

1. Człowiek bez ust nie może krzyczeć. Nie może mówić. Kiedy masz na sobie maskę i podchodzisz do kogoś, masz odruch zdjęcia jej, odsłonięcia ust, żeby być zrozumianym. Kobiety w krajach muzułmańskich w tym celu zasłaniają twarze. W ten sposób symbolicznie odebrano im głos.

2. Człowiek bez ust nie uśmiecha się. Nie istnieje ta część społecznej interakcji, a jest to bodaj najważniejsza część, odpowiedzialna za pierwsze wrażenie i rozwijanie więzi emocjonalnych. Z dolnej części twarzy odczytujemy większość emocji interlokutora. Tak naprawdę tylko ok. 30% informacji, które przekazujemy, to słowa.

3. Człowiek bez twarzy traci osobowość i indywidualizm. Ilu znajomych nie rozpoznałeś w ostatnim czasie? Ilu ciebie ominęło? Tutaj kwestia maski wiąże się jeszcze ze stekiem absurdalnych przepisów, które mówią o tym, kiedy tę maskę trzeba założyć, kiedy można zdjąć i żadna logika nie ma tu nic do rzeczy. Ale przecież jak jesteś członkiem stada bez twarzy, to się nie będziesz zajmował logiką. Są mądrzejsi od ciebie.

4. Człowiek w masce jest stygmatyzowany. I sam tak źle się z tym czuje, że za chwilę zacznie stygmatyzować ludzi bez maski. Coraz więcej jest ataków i nietolerancji wobec osób, które nie noszą masek. Wytworzył się kompleks kapo – strażnika, który dba o to, żeby inni też się podporządkowali. To zwyczajny szpicel znany nam z filmów historycznych. Problem w tym, że to dziś twój sąsiad, twój kolega…

5. Zwróćcie uwagę, jakie informacje docierają do naszych dzieci: możesz mieć wirusa, nie podchodź do innych, bliskość jest zła, oddychanie jest złe, jesteś źródłem zła i możesz zabić innego… Jeżeli oddech, który jest podstawą naszej egzystencji na ziemi zostaje uznany za zło, to człowiek przestaje oddychać pełną piersią, zaczyna żyć przytłoczony poczuciem winy, żyje w strachu nie tylko przed śmiercią, ale i przed korzeniami zła tkwiącymi w nim. I tym obarczono małe dzieci.

6. Boję się ludzi w maskach. Są przerażający. Jak zombie. Zawsze się bałam, gdy widziałam filmiki z dalekowschodnich miast. Nawet nie przypuszczałam, że ta moda tak szybko do nas dotrze. Ciekawe, czy dzieci też się ich boją.

7. I wreszcie last but not least. Wyglądem maska przypomina pampersa. W niektórych przypadkach wręcz pełnego pampersa. Człowiek w masce wygląda ohydnie i nie zmieni tego najlepszy garnitur, najdroższa kiecka, najszykowniejsze buty. Pielucha na gębie robi z człowieka dzidziusia. A dzidziuś jest jak wiadomo podporządkowany i bardzo często ofajdany. Mówicie, że to nieistotne? Sięgnę zatem po fragment pewnego wiersza, w którym mowa jest o komunizmie, a konkretnie o sztuce socrealistycznej:

„Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie
[…]
Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa”.
Z. Herbert „Potęga smaku”