Odwracanie znaczeń i sensów. Najpierw na poziomie języka, później w czynach przepełnionych brutalnością i nienawiścią. Makabryczna gra w sprawcę i ofiarę. W swej istocie diaboliczna, okrutna i pełna żółci.

„Ofiary” na fali wiktymistycznej narracji, celebrujące często urojoną krzywdę i żądające zadośćuczynienia, stają się wojownikami wymierzającymi „sprawiedliwość” tym wszystkim, których uznają za sprawców swych problemów, zranień, wykluczeń. Swojego niedojrzałego „ja”.
To niedojrzali faceci i niedojrzałe kobiety. Faceci, którzy nie mieli w swoim życiu nigdy jednej poważnej rozmowy ze swoim ojcem, i kobiety, które nigdy nie dowiedziały się od swojej matki, czego tak naprawdę pragnie kobieta. Faceci, którzy o kobietach wiedzieli tyle, co im pornografia „wytłumaczyła” i kobiety, które o facetach dowiedziały się od matek tylko tyle, że faceci są do niczego i należy ich łuskać do woli.

„Ofiary” lubują się w swoistej pornografii swojego nieszczęścia. Trwa zawzięta licytacja, kto kogo bardziej unieszczęśliwił, kto komu zadał więcej bólu. Mnóstwo wpisów, zdjęć, „świadectw” ludzi, którzy nawet jeśli nie są faktycznie ofiarami, zwyczajnie marzą o tym, by nimi być. Ale najchętniej, żeby faktycznie nie zabolało, lecz by w sieci okazało się prawdziwym okrucieństwem. Rośnie pokolenie „pluszowych męczenników”. Znak czasu. Ludzie potrzebują wykrzyczeć swój ból.

W to męczeństwo, a raczej chroniczne zmęczenie popada się dlatego, że na pewnym etapie zabrakło prawdziwych ojców i prawdziwych matek. Z ich trudem wychowania, czasem głośno wypowiedzianą porażką wychowawczą, z ich cierpieniem wobec własnej bezsilności. Z ich poświęceniem siebie, żeby dziecko wychować.

Nie uważam, że jestem dobrym ojcem, ale się staram. Może gówno z tego wyjdzie, ale przynajmniej bedę mieć poczucie, że próbowałem. Budowanie ralacji z synem jest inne od tego, co próbuję robić z córką. Syna uczę jak być honorowym wojownikiem, a córę w jej wieku (8 lat) jak być dumną ze swojej kobiecości (bo brat niekoniecznie jej to mówi).

Myślę, że kluczem do zrozumienia obecnego konfliktu, okrzykniętego zgodnie przez obie strony mianem cywilizacyjnego, w którym każda ze stron pozycjonuje się w roli ofiary, jest RODZINA. Dla jednych stała sie ona źródłem siły i wektorem tożsamości, dla innych – przekleństwem i czymś, co uznano za rodzaj zniewolenia.

Konkludując: (a) bycie ofiarą przynosi tylko doraźne korzyści, czasem nawet duże, ale na dłużśzą metę rujnujące osobowość; (b) bycie nie-ofiarą, w tym sensie, że nie czynimy ze swoich zranień argumentu przeciwko innym, ale decydujemy sie na ich przekraczanie, czyni nas ludźmi uzdolnionymi do pomagania innym.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.