Angela Merkel w najnowszym wywiadzie dla węgierskiego kanału Partizán znów znalazła winnych. Tym razem Polskę. To my – rzekomo – nie poparliśmy jej pomysłu „nowego formatu rozmów” z Putinem, więc wojna w Ukrainie nie została powstrzymana. Skandal. Cyniczne i podłe zrzucanie odpowiedzialności.

Niemcy od II wojny światowej mają tę samą metodę: winni są zawsze inni. Gdy mordowali w Auschwitz i Treblince, to po wojnie starali się, by w języku międzynarodowym mówiono „polskie obozy koncentracyjne”. Gdy Angela Merkel zapraszała miliony migrantów, dziś próbuje ich wepchnąć innym państwom Unii – także Polsce. I teraz – gdy Putin napadł na Ukrainę – Merkel stwierdza, że to Polska i państwa bałtyckie są winne, bo nie poparły jej pomysłu rozmów z Kremlem.

To jest ten sam, odrażający mechanizm. Naród, który przez dziesięciolecia nie potrafił rozliczyć się ze swojej hańby, wciąż szuka alibi i ofiar zastępczych. Naród, który zbudował fabryki śmierci, potem latami próbował przerzucać nazewnictwo i winę. Naród, który zamiast pokory i prawdy wybrał wygodną amnezję, a dziś rozdaje lekcje moralności.

I jest w tym jeszcze coś bardziej obrzydliwego: oto Merkel – patronka Donalda Tuska w Brukseli – staje i mówi światu, że Polska była przeszkodą w ratowaniu pokoju. To przecież ona wprowadziła Tuska do europejskich salonów, to ona trzymała nad nim parasol, a on w zamian w Brukseli kłaniał się jej w pas i reprezentował niemieckie interesy w Polsce. Merkel miała w Unii swojego człowieka, lojalnego wobec Berlina, a nie wobec Warszawy.

Nie, Pani Merkel. Nie będziemy chłopcem do bicia, nie będziemy woreczkiem, w który można włożyć niemieckie grzechy. To nie Polska była problemem, tylko niemiecka krótkowzroczność, naiwność, a może i cynizm. To nie Polska negocjowała i podpisywała Nord Stream, to nie Polska uzależniała całą Europę od rosyjskiego gazu.

Kiedy Niemcy mówią: „to inni są winni”, my musimy mówić jasno: nie pozwolimy na zakłamywanie historii ani teraźniejszości. Ani w sprawie obozów, ani w sprawie migrantów, ani w sprawie wojny w Ukrainie.

Bo inaczej Niemcy – ten sam naród, który dziś znów próbuje wytarzać nas w błocie – będą po raz kolejny pisać historię po swojemu. A my mamy obowiązek temu się sprzeciwić.