Od początku tzw. pandemii wszyscy myślący niezależnie, zadający pytania i wątpiący są bezwzględnie tępieni nie tylko przez sprzedajnych ekspertów, rządowych trolli w postaci różnych WRON, ale także przez niezależnych weryfikatorów informacji i samozwańczych tzw. Factcheckerów FakeHunterów. Ci ostatni biorą na tapetę jakąś informację o zagrożeniach związanych z produktami przeciw C-19 i na podstawie sobie znanych tylko zasad orzekają, że jest ona nieprawdziwa. W konsekwencji wiadomości mogą być usunięte, a twórca nominowany do „Idioty roku” nawet gdy jedyną przewiną jest cytowanie rządowej statystyki. Tzw. FakeHunterzy szybko rozprzestrzeniają się w internecie blokując każdy głos rozsądku. Śledząc tzw. Fakenewsy sami Factcheckerzy i FakeHunterzy sprawiają wrażenie wirusa, który zaraża tymi samymi ideami wszystkie języki i posługujące się nimi społeczeństwa. Zgodnie z zasadą, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.

Sprawdzoną, a raczej zmanipulowaną informację należy rozpowszechnić we wszystkich mediach. Ma ich być pełno, wówczas „ludzie uwierzą”. Wystarczy powiedzieć, że z powodu C-19 umrze w tym roku milion osób w Niemczech i już mamy panikę. Oczywiście taki FakeHunter, checker czy inny sprawdzacz o obcobrzmiącej nazwie nie zająknie się, że milion zgonów to normalna, coroczna śmiertelność w Niemczech.

Nie wierzycie, to poszperajcie w internecie. Znajdziecie materiały szkoleniowe dla dziennikarzy, gdy tworzono panikę świńskiej grypy. Nie inaczej jest dzisiaj, o czym wielu z nas przekonuje się boleśnie. Dla takich Factcheckerów nie jest ważna prawda. Istotna jest retoryka. Tak podać informację aby przekonać ludzi. A jeżeli nie jest oparta na faktach to tym gorzej dla faktów.

Tzw. Factcheckerzy, Facthunterzy, nawet nie wysilają się na nadanie swoim programom bardziej swojskich nazw, jak chociażby „weryfikatorzy faktów”, „poszukiwacze prawdy”. Po co tak wysilać się dla tubylców, skoro obca nazwa brzmi bardziej światowo i przekonująco. Kilku bardziej rozgarniętych przeszuka internet i szybko zorientuje się, że Ci niezależni weryfikatorzy to formaty podobne do tych jakie stosuje się we wszelakiego typu programach rozrywkowych, zwanych z angielska talent show. W każdym państwie, w każdym języku znajdziemy podobny format, podobne wyjaśnienia, podobnych ekspertów. Tak jak dla tzw. talent show, tak w przypadku Fakehunterów mamy show finansowany przez firmy, często we współudziale z pseudodziennikarzami i pseudoekspertami.

Aby nie być gołosłownym podaję przykład projektu „FakeHunter, którego celem jest poszukiwanie „nieprawdziwych” informacji w internecie i ich weryfikowanie. Akcja firmowana przez Polską Agencję Prasową. Do współpracy zapraszani są wolontariusze, którzy wyszukują „nieprawdziwe” informacje. Te ostatnie są sprawdzane, ale nie przez ekspertów. Aby opublikować informację „fake-checkingową” (polska agencja a nie zna języka polskiego!) niezbędny jest zgodny werdykt dwóch wolontariuszy lub jeden werdykt pracownika PAP. Nie pomyliłem się: decydują nieznani wolontariusz i dziennikarz.

Czy naprawdę wierzymy, iż są oni w stanie sprawdzić specjalistyczne fakty dotyczące produktów przeciw C-19, genetyki itd?

Spójrzmy na skład osobowy zespołu FakeHunterów: Grzegorz Rutke – dziennikarz, ukończył Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW; Anna Gwozdowska – dziennikarka, specjalizuje się w tematyce międzynarodowej; Jarosław Junko – dziennikarz od 1996 r., zaczynał w Polskim Radiu; Marcin Mastalerz – dziennikarz od 1994 r., pracował w Newsweeku, Życiu, SuperExpresie; Monika Wysocka – związana z branżowymi czasopismami medycznymi, brak danych o wykształceniu… Mógłbym wymieniać dalej, ale każdy to może sprawdzić na stronie FakeHunterów, z których żaden nie ma wykształcenia medycznego, biologicznego, nie mówiąc już o genetyce. Nie odbieram dziennikarzom praw do wypowiadania się, ale jeżeli dziennikarz, który nie ma odpowiedniej wiedzy specjalistycznej usiłuje rozstrzygać, co jest prawdą, to albo jest pozbawiony rozumu, albo doskonale wie co robi i na czyje zlecenie. Rzut oka na sponsorów tego szacownego gremium wyjaśnia wszystko. Wśród nich, a jakże Demagog o niejasnym finansowaniu, PLAY czy Akademia Efektywnych Badań Przedklinicznych: PACTT-Pfizer.

Przykładem takiej „twórczości” na zamówienie jest także artykuł w „Zdrowie i styl życia” pt. „Szczepionki mRNA a możliwość zakażenia SARS-CoV-2”. W artykule przekonuje się czytelnika, że „ryzyko złapania koronawirusa po szczepieniu jest naprawdę niewielkie, na co są już dowody”. Dowodów takich jednak nie ma ponieważ firmy farmaceutyczne nie przeprowadziły badań w tym kierunku. Artykuł ten wygląda na kolejną reklamówkę pod tytułem: jak to dobrze się zaszczepić. A że tak właśnie jest świadczy załączona na końcu artykułu notka: „Artykuł został zrealizowany w ramach projektu edukacyjnego „Science will win”, którego mecenasem jest firma Pfizer. Źródło Informacji: Serwis Zdrowie”.

Dwie przykładowe inicjatywy i obie wspomagane przez firmę Pfizer. I to chyba wyjaśnia wszystko – jaką „prawdę” weryfikują FakeHunterzy i Factcheckerzy. Obawiam się, że prawda poległa w walce z biznesem szczepionkowym.

Autor: prof. zw. dr hab. Roman Zieliński
Roman Zieliński jest profesorem biologii o specjalności genetyka z prawie 40-letnim doświadczeniem w pracy naukowej i dydaktycznej. Studiował biologię, ze specjalizacją genetyka,  na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w latach 1971-1976.

Doktorat z genetyki (1980 r.) i habilitację z genetyki (1986 r.) uzyskał na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, tytuł profesora (1998 r.) również na UAM w Poznaniu. W 2007 r. został profesorem zwyczajnym. Tworzył od podstaw Katedrę Genetyki na Uniwersytecie Szczecińskim, która była jedną z pierwszych jednostek wprowadzających analizę PCR do badań genetycznych (1995 r.).

Stworzył Katedrę Genetyki na nowopowstałym Wydziale Biologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, gdzie pracował do 2014 r.

W ciągu 16 lat pracy na UWM działania Prof. Romana Zielińskiego doprowadziły do powstania jednostki zajmującej się genetyką molekularną i rozpoznawalnej na poziomie międzynarodowym. Potwierdzeniem wysokiej pozycji jednostki oraz dorobku Prof. Romana Zielińskiego było pozyskanie 9 międzynarodowych projektów badawczych, w tym koordynowanego przez Profesora, prestiżowego projektu w ramach 6 Programu Ramowego UE (Contract MTKD-CT-2004-509834) oraz sieci badawczej COST (FA0603).

Rangę kierowanej przez Prof. Zielińskiego jednostki podkreślały także liczne prośby o odbycie stażu z zakresu metod molekularnych w kierowanej przez niego Katedrze Genetyki. W latach 2004-2007 w Katedrze Genetyki przebywało 14 stażystów z różnych państw europejskich oraz kilkunastu stażystów z ośrodków w Polsce. W sumie Katedra Genetyki kierowana przez Prof. R. Zielińskiego współpracowała z 41 partnerami zagranicznymi uczestniczyła jako koordynator lub partner w 19 międzynarodowych konsorcjach badawczych.

Prof. zw. dr hab. Roman Zieliński ma duże doświadczenie dydaktyczne. Organizował i prowadził zajęcia z genetyki, diagnostyki medycznej, genetyki człowieka, cytogenetyki, biologii komórki, biologii medycznej, cytofizjologii, biologii molekularnej, genetyki molekularnej, ewolucji molekularnej, genetyki populacyjnej, mutagenezy, regulacji prawnych w biotechnologii. W trakcie pracy na UWM w Olsztynie prowadził zajęcia na trzech kierunkach studiów: Biologia, Biotechnologia oraz Pielęgniarstwo. Profesor R. Zieliński był promotorem 36 prac licencjackich, 49 prac magisterskich, 9 prac doktorskich, w tym pracy z zakresu nauk medycznych, obronionej na Akademii Medycznej w Lublinie.

Prof. R. Zieliński opublikował 110 artykułów naukowych w recenzowanych czasopismach międzynarodowych, 45 doniesień konferencyjnych, w tym 30 na konferencjach międzynarodowych, sporządził liczne raporty do Komisji Europejskiej i ekspertyzy dla jednostek prywatnych i państwowych, w tym dla Stoczni Szczecińskiej, jednostek policji, parków narodowych, szpitali. Prace Prof. R. Zielińskiego były cytowane 363 razy, a indeks H = 10.