Upadek czyli misja.
Misja – jest coś niezwykle przewrotnego w tym słowie, kiedy używa się go w kontekście Telewizji Publicznej. Nie ma bowiem bardziej wyśmianego słowa przez samych pracowników tej instytucji. Choć i samo słowo „pracownik” też jest wątpliwym. Instytucja publicznego zaufania, jakim jest – a raczej być może kiedyś była – Publiczna Telewizja, pozbyła się swoich pracowników w jedną noc. Poszli w jasyr, a raczej leasing. Leasing Team.

Outsorcing

Początki były dosyć proste – firma ma za duże koszty, trzeba ciąć te „osobowe”. To najłatwiejsze a zarazem najbardziej prymitywne myślenie, jednak pozwalające na duże oszczędności, przynajmniej te na papierze. Jednak wszystkich za burtę wyrzucić się nie da – ktoś przecież musi pracować na dyrektorskie pensje. Wymyślono więc, by mieć wykonawców czynności przy jednoczesnym wyrzuceniu ich poza burtę TVP. Niby rzecz typowa dla średnich i dużych firm.

Modny ostatnio outsorcing to przecież niebywała wygoda – koniec z natrętnymi pracownikami, ich przywilejami, urlopami, zwolnieniami, po prostu bajka. A że tak traktuje swoich zasłużonych ludzi największa w Polsce – państwowa dodajmy – Telewizja?

Kogo to obchodzi.

Czasy ciężkie, sorry taki mamy klimat. Przed ponad dwoma laty, niemal z dnia na dzień pracownicy TVP dowiedzieli się, że mają wybór – albo założenie własnej działalności gospodarczej albo przejście do agencji pracy Leasing Team. Agencja ta gwarantowała im dotychczasowe warunki zatrudnienia przez rok. Bez zbędnych ceregieli – po prostu dziennikarze z wieloletnim stażem
zostali przeniesieni do innego „właściciela”. Skojarzenia z czasami feudalizmu wydają się być trafione, choć nawet chłopi pańszczyźniani po prostu mogli uciec gdzieś daleko – na Sicz albo do Wojska. Pracownicy TVP tego komfortu nie mieli.

Można oczywiście podawać przykłady postaw m.in wieloletniego dziennikarza TVP – Sławomira Matczaka, który nie przyjął poniżających dla jego warsztatu, ale i po prostu ludzkiej godności warunków „leasingu”. Lecz była to postawa odosobniona.

Nie było masowych protestów, nie było niepokoju. Pracownicy karnie poddali się zarządzeniu „góry”. Dlaczego ? Odpowiedź jest prosta – bunt dławiono w zarodku, tak jak w przypadku pewnych ruchów, które działy się w TVP Rzeszów. Centrala pogroziła palcem – niepokorni zostali spacyfikowani. Dziennikarze Telewizji Polskiej to chyba dziś najbardziej zindywidualizowana grupa, często skłócona i podzielona, interesy bardzo rozbieżne, dlatego bardzo łatwo nimi sterować. Oczywiście opisane praktyki typowe są raczej dla firm, które za nic mają dobro jakim jest „kapitał ludzki”. Zazwyczaj outsorcing sprawdza się w wielkich zakładach, gdzie wymiana „śrubkowego” na innego nie stanowi problemu. Zastosowanie tego schematu w TVP rozbiło tą instytucję.

Leasing. Team.
Jak odbył się rzeczony proces ? Rekonstrukcja faktów. TVP ogłosiła przetarg nieograniczony na przeprowadzenie outsorcingu w firmie. Był to bodaj tryb zamówień publicznych. Do przetargu stanęły trzy firmy. 1 lipca anno domini 2014 grupa 411 pracowników TVP „przeszła” do prywatnej agencji pracy zwanej Leasing Team. Kontrakt pomiędzy TVP a Leasing Team (swoją drogą słowo „team” wydaje się być jak potwarz dla „przechodzących”) opiewała na kwotę ponad 167 milionów złotych. Na tę formę „przenosin” nie zgadzali się branżowi związkowcy, protestowali m.in członkowie Związku Zawodowego „Wizja”. Wysyłali protesty m.in do Juliusza Brauna, a także do Rządu RP.

Agencja Pracy LT nie miała kompletnie żadnego doświadczenia w wykorzystywaniu wykwalifikowanych dziennikarzy. Urządzano szopki, które dla wielu były bardzo upokarzające. Przykład – testy psychologiczne i zawodowe. Dziennikarzom kazano zgniatać jakieś papiery, kolorować obrazki. Zastosowano „nowoczesne metody motywacji pracy”, takie same jakimi „motywuje” się ślusarzy, dekarzy (nie deprecjonując oczywiście żadnego z nich). Liczne relacje o tym jak osoby bez żadnego doświadczenia „kwalifikowały” doświadczonych reporterów są w środowisku dziennikarskim anegdotyczne.

„Producenci zewnętrzni”

Kolejnym problemem są firmy zewnętrze, które powstały po outsorcingu. Weźmy pod lupę jeden z regionalnych ośrodków TVP. Tutaj jeden z dotychczasowych pracowników założył własną działalność i … „zatrudnił” kilka koleżanek i kolegów. Rodzaj umowy, terminy wypłaty, wreszcie warunki pracy – to nie ma znaczenia. Ważne, że „na papierze” reforma się udała. Ciekawostka – Ci, którzy przez 20-30 lat pracowali przy swoim stanowisku teraz – jako podmioty zewnętrzne – muszą płacić TVP za „wykorzystywanie miejsca do pracy” czyli po prostu za możliwość pracy przy biurku. To dokładnie to samo biurko, nie zostało wymienione, nie jest ogrzewane. Innymi słowy TVP dokonało cudu racjonalizacji – stanowiska stworzone kiedyś dla swoich pracowników, teraz przynoszą spółce dochód! Udana reforma ? A jakże.

Dyrektor oddziału i szef redakcji nie widzą problemu, przeciwnie, uzasadniali decyzję. Takich kwiatków mamy więcej – jeśli formalnie TVP nie jest pracodawcą dla dziennikarzy wykonujących swoje zajęcia (dokładnie te same jak przed outsorsingiem) to według obowiązującego prawa Wydawca, Szef Redakcji nie ma bezpośredniego władztwa nad dziennikarzem. Ma ją jedynie „słup”, który firmę założył. Innymi słowy – współpraca redakcyjna odbywa się raczej na zasadach domniemania niż ustalonych prawideł. To rodzi kompletny chaos, który jest jednak korzystny dla władz TVP.

Dlaczego?

To proste. Chociażby polityka zatrudnienia i zwalniania „pracowników” polega na wydawaniu decyzji „słupowi”. Ten zaś po prostu z określoną datą rozwiązuje umowę ze – swoim – pracownikiem. TVP pod względem formalnym w procesie nie uczestniczy.

Czyste ręce?

Oczywiście. Uzyskano więc kontrolę idealną, strukturę bez struktur. Polityczne szykany czy też te zwykłe, osobiste mogą być doskonale zakamuflowane. Był człowiek – nie ma człowieka. Karawana jedzie dalej. Upokarzające i nieludzkie są także stawki, które otrzymują dziennikarze wykonujący materiały dla TVP. Bywa, że są to kwoty rzędu 30-40 złotych. Bywa, że są to stawki dzienne. Przeciętnemu czytelnikowi trudno zapewne w tym momencie zrozumieć, dlaczego ludzie związani z TVP godzą się na tak upokarzające warunki. Otóż jest kilka „gwiazdek”. Gwiazdka numer jeden – ambicją niemal każdego dziennikarza (szczególnie tych związanych z ośrodkami regionalnymi TVP) jest to, by mieć swój „program sponsorowany”. O czymkolwiek – medycynie naturalnej, kolejach, kanapach – nie ważne. Ważne by znalazł się sponsor takiego programu. Specyfika „rynku medialnego” w miastach wojewódzkich jest taka, że takim sponsorem – co do zasady – są instytucje państwowe – głównie Urzędy Marszałkowskie.

To rodzi skrajną patologię.

Dziennikarze robiący programy sponsorowane przez Urząd Marszałkowski są jednocześnie dziennikarzami, którzy tworzą regionalne newsy. Podejrzenia o brak obiektywizmu? Z pewnością nie u władających ośrodkami (z resztą sami kierownicy Redakcji postępowali podobnie… ).

Skala powiązań poraża?

To nie koniec. Kolejna sprawa to tzw. „boki” czyli prowadzenie imprez, eventów, spotkań przez osoby związane
z TVP. O ile w przypadku szeregowych reporterów możemy mówić jedynie o degradacji etycznej, zawodowej i funkcjonalnej zawodu, o tyle jeśli w tego typu przedsięwzięciach biorą udział „twarze” TVP – możemy mówić o upadku instytucji jako takiej. Skala zjawiska jest ogromna, niemal każdy prowadzący serwis informacyjny w ośrodku regionalnym ma „na koncie” tego typu rzecz.

Jednak trudno mi jednoznacznie potępić tego typu praktyki, po ludzku je rozumiem. Wynika ona z warunków jakie stworzyły władze TVP. To one są odpowiedzialne za degrengoladę tej instytucji, za stworzenie systemu ześwinienia.

Po co ?
Czy tylko pozorne oszczędności były motywacją tak daleko posuniętych – i niezrozumiałych dla wielu – zmian ? Nie sądzę. Powód w mojej ocenie jest znacznie głębszy. Gdyby chcieć racjonalizować te działania muszę one doprowadzić do wniosku, że outsorcing miał na celu ostateczne domknięcie obecnego układu medialnego nad Telewizją Polską.

Rażący kontrast pomiędzy skrajnie spauperyzowanymi i złamanymi dziennikarzami, a celebrytami, którzy tylko przez nieopatrzność mogą być nazwani czasem „dziennikarzami” ma na celu jedno – wskazanie drogi. Drogi pokory, uległości i przypodobywania się „jedynie słusznej” opcji. To droga awansu i kariery, jedyna możliwa pod rządami układu, który istnieje TVP. Wszak Prezes tej instytucji ( za którego zmiany te były przeprowadzone) to były poseł Platformy, zaś jej wiceprezes – odpowiedzialny za ośrodki regionalne Marian Zalewski – wywodzi się z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Wybrane przykłady pokazują, jak bardzo potrzebna jest kompleksowa reforma mediów publicznych. Nowa ustawa medialna, którą zapowiada Prawo i Sprawiedliwość musi przeciąć opisane patologie. Dziennikarze chcą po prostu godnych warunków pracy za godziwe pieniądze, niczego więcej. Normalności – nie zaś premiowania cwaniactwa i zmuszania do kombinowania, by po prostu – przeżyć.