Ale wtopa! Opozycja chciała udowodnić, że moherowe środowiska bardziej czyli częściej się nie szczepią, bo to ciemnota. I wykończy zdrowotnie Polskę.

Przeprowadzono bardzo uczone badania. I co z nich wynikło? Ano wynikło, że forsa na badania poszła w błoto. Nie ma żadnego, żadniusieńskiego związku między sympatiami politycznymi, a chodzeniem do punktu szczepień. Młodzi, świetnie wykształceni i z wielkich miast, czyli chluba i elektorat opozycji nie szczepią sie tak samo, jak konserwatywni zacofańcy i każda inna wrednota.

Nie przeprowadzałam badań, ale na moje – wcale tym razem nie socjologiczne, ale życiowo doświadczone – oko nie szczepią się ci, którzy po pierwsze: nie mają zaufania do reklam szczepionkowych, podobnie jak do reklam o cudownych własciwościach reklamowanych i sprzedawanych bez recepty czopków na hemoroidy, środków przeciwbólowych czy środków na potencję. Wiedzą, że reklama jest wprawdzie dzwignią handlu, ale nie ma nic współnego z handlową uczciwoscią.

Wycofanie jednej ze szczepionek (u nas odbylo sie w ciszy; w Stanach Zjednoczonych z hukiem, bo trzeba było płacić ogromnie wysokie odszkodowania za skutki uboczne tej szczepionki) nie pomogło we wzroscie zaufania do innych szczepionek.

Może nie dają one aż takich i aż tak często złych skutków ubocznych, ale może nie są tak skuteczne, jak to się wmawia w nachalnej reklamie? Skoro można się po zaszczepieniu i zarazić samemu, i zarazić innych? I chorować? A nawet umrzeć, jeśli „ma się choroby współistniejące”. Wtedy, bez względu na liczbę przyjętych szczepień, umiera się tak, jak niezaszczepieni.

Po drugie: jeśli jest nowy wirus, wobec którego trzy dawki szczepionki na covid można o pupe potłuc, a za 100 dni ma się na rynku pojawić nowe cudo, które będzie skuteczniej chroniło przed covidem i tym nowym virusem, to ludzie kombinują, jak przeczekać te sto dni i zaszczepić się raz a dobrze. A w każdym razie lepiej.

Po trzecieie – nie są chętni do szczepienia ci – i tu ich orientacja polityczna, seksualna i modowa jest obojętna – którzy zaobserwowali w swoim otoczeniu skutki szczepienia. Zaczyna się u nas przebąkiwać o odszkodowaniach za niepożądane skutki szczepień. Ale nie wspomina się jednym jedniutkim słowem o jakie skutki chodzi. A ludzie widzą. Obserwują. Boją się tych skutków.

Jeśli po szczepieniu ktoś ma przez sześć tygodni goraczkę 40 stopniową i żaden lekarz nie ma pojęcia, co robić, to bliscy i dalsi są przestraszeni.

Jeśli jak najbardziej zaszczepiony Krzysztof Krawczyk zapada na covid, jest leczony w szpitalu, wypisany w „stanie dobrym” i następnego dnia umiera z powodu zawału serca, to ludzie się wystrachują.

Przykłady można mnożyć. Że rzadkie? Możliwe, że statystycznie rzadkie. Ale dla tych, którzy się z nimi zetknęli są wystarczające do zaniepokojenia i rezerwy wobec na szybko wymyślonej szczepionki, która ma w dodatku date ważności bardzo krotką.

Co robić, aby ludzie skorzystali masowo z takiej może nie idealnej, ale jedynej znanej broni przeciwko covidowi?

Moim zdaniem mówić o niej prawdę. Koncerny które zarabiają miliardy, każą rządom trzymać morde w kuble, bo nie dadzą upustów.

Co mają robić rządy, które przecież muszą się liczyć z budżetem, bo nie jest on jak guma rozciągliwy i miliony szczepionek, które kupują (także strzykawek, także utrzymywania rozmaitych punktów szczepień i ich personelu) są w nim znaczącą kwotą? Trzymają twarze w kuble. I trzymają doktora Guta który swoim grobowym głosem straszy ludzi niezaszczepionych, twierdząc (słusznie), że umrą. Także na covid, jeśli nie ze starości, wypadku drogowego, raka, zawału, czy wylewu lub udławienia się ością ryby podczas kolacji wigilijnej.

Tak bardzo bym chciała, aby pojawił się minister zdrowia, który dopuści do dyskusji lekarzy i pozwoli tej dyskusji posłuchać ludziom – radiosłuchaczom i telewidzom. Bo to nie jest dyskusja pomiędzy Putinem i Bidenem, która ma pozostać w ścisłej tajemnicy. To jest dyskusja między mądrymi ludzmi, która innym ludziom pozwoli dokonać racjonalnego wyboru między szczepieniem, a nieszczepieniem.

Myślę, że nawet obiekcje wobec szczepionki w braku jej alternatywy skłonią ludzi każdej orientacji do zaszczepienia się. Choćby Johnsonem, o którym szczepiąca nim pielęgniarka powiada uczciwie: no, to pani/panu nie zaszkodzi. ma takie działanie jak szklanka wypitej wody. Ale szklanka wypitej wody, z wiarą, że pomaga, jest także całkiem dobrym środkiem uodparniającym. Nazywa się placebo, ale działa podobnie do nawet bardzo silnych i radykalnych leków.

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.