Ostatnim czasem zaprzyjaźniłem się ze szczurem. Takim zwykłym, nieszlacheckim. Miał taką radosną mordkę – przepraszająco-proszącą. Razem chodziliśmy do „Społem” na zakupy. Kierowniczka, która wyganiała psy i koty ze sklepu, jemu pozwalała przychodzić ze mną.
– Taki słodki pyszek-myszek – mówiła i głaskała go czule.
– Skąd pan go masz? – zapytał trzeci w kolejce klient. Jak się takie szczury hoduje? – dodał.
– Myli się pan, to nie ja mam szczura, ale on ma mnie, i jego się nie hoduje lecz on mnie wychowuje. – powiedziałem zgodnie z prawdą.
– Nasze życie nieuchronnie zmierza ku końcowi – powiedziała praktykantka w pośpiechu, nieśmiało głaszcząc szczura. Wciąż tylko konsumujemy a ten szczery szczur uświadamia nam…
– Niczego nie uświadamia, droga pani. Szczur, to szczur. Szczury się zabija – powiedział klient, drugi w kolejce do kasy.
– Niepotrzebnie banalizuje pan tego typu sytuacje – powiedziała pierwsza klientka w trakcie płacenia – Pan by chciał tylko zabijać gryzonie. Podłość. A skąd pan wie, co łączy tego – na pierwszy rzut oka – nieszczęśliwego pana z tym szczurem?
– Nie wiem i nie chcę wiedzieć – odpowiedział klient z kolejki. Szczury trzeba zabijać – dopowiedział na odchodne.
– Są jednak szczury przynoszące szczęście – powiedziała kobieta oparta o ścianę między działem rybnym i nie-rybnym. – To rybie szczury, nadzwyczajne w swej fizjonomii, znane jedynie na Śląsku Cieszyńskim.
– To jakaś tajemnica, skoro mówi mi to pani przyciszonym głosem? – zapytałem.
– Tak, tajemnica. Bo tylko w Chybiu udało się skrzyżować szczura z rybą. Miejscowi niegórale latami wchodzili do płóciennych worków ze szczurem i karpiem i starali się połączyć te dwa odmienne gatunki. Wielu z nich zmarło wskutek tych eksperymentów ale ostatecznie udało się. Mamy karposzczura. Pokazać panu? – zapytała.
– Nie, może innym razem. – Oddaliłem się w pośpiechu…
– Mój szczur, z którym się zaprzyjaźniłem zaczął na mnie tak dziwnie patrzeć…
Zostaw komentarz