Moja pielgrzymka do Włoch. Część V

Do Asyżu, na miejsce naszego odpoczynku przybyliśmy późnym wieczorem. Na całej trasie pielgrzymki pora ta była normą dojazdu do kolejnych hoteli. Ponieważ program był niesamowicie napięty standardem były wczesne wyjazdy. Tempo zwiedzania duże. Każdego pełnego wrażeń dnia , wracając do hotelu, marzyliśmy przede wszystkim nie o kolacji, a o tym, by jak najszybciej się wykąpać i położyć do łóżka. Mimo tych niedogodności byliśmy szczęśliwi i dziękowaliśmy Bogu ,że dane nam było widzieć tak przepiękne i wspaniałe miejsca.
W Asyżu byłam już w 2001 roku, parę lat po tragicznym silnym trzęsieniu ziemi które wydarzyło się 26 września 1997 roku. Spowodowało ono zawalenie się części sklepienia Bazyliki św. Franciszka i uszkodziło inne zabytki np. kościół św Klary. W chwili obecnej po tamtym zdarzeniu nie ma już śladu. Zanim jednak wyjechaliśmy z Asyżu po drodze było porcjunkuli, którą jest mała kaplica pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej. Św. Franciszek otrzymał ją w XIII wieku w darze od benedyktynów i odbudował własnymi rękami. Z czasem przekształciła się ona w mikro kościółek, który po śmierci świętego stał się miejscem jego kultu. Dzisiaj znajduje się on wewnątrz Bazyliki Matki Bożej Anielskiej.
W kościele Matki Bożej Anielskiej znajduje się również cela gdzie przebywał w odosobnieniu św. Franciszek. Widzieliśmy jego figurę naturalnych rozmiarów w dłoniach której gołąbki uwiły sobie gniazdo ,oraz róże bez kolców w małym ogródku.
W drodze do Wenecji udaliśmy się najpierw do Padwy gdzie zwiedzaliśmy największy z kościołów Papieską Bazylikę Św. Antoniego wewnątrz którego znajduje się grób św. Antoniego Padewskiego (Antoniego z Padwy). Św. Antoni pochodził z Lizbony ze znakomitego portugalskiego rodu. Studiował prawo, ale porzucił studia prawnicze i wstąpił do zakonu św. Augustyna. Chciał pełnić posługę duszpasterską w Afryce i zostać męczennikiem, ale choroba uniemożliwiła mu to. Większość swojego życia spędził w Padwie. Działał jako jałmużnik pomagając biednym, znany jest chleb świętego Antoniego. Szalała wtedy lichwa. Lichwiarze w swym wynaturzeniu udzielali pożyczek najuboższym pod zastaw życia i wolności.
` Będąc wspaniałym kaznodzieją, w swych kazaniach zdecydowanie się temu przeciwstawiał i piętnował co nie wszystkim się podobało. Gdy wyrzucono go z Rimini to głosił kazania na plaży dla ryb. Był mistykiem, dokonywał wielu cudów, m. in. wskrzesił jedynego świadka zbrodni. Przy pomocy zatrutej zupy próbowano św. Antoniego otruć, jednak trucizna mu nie zaszkodziła.
Zewnętrzny wygląd Bazylika zawdzięcza rekonstrukcjom dokonanym na przełomie XIII – XIV wieku. Zaskoczyło nas przestronne zróżnicowane wnętrze ozdobione wspaniałymi freskami i przepięknymi marmurowymi rzeźbami. W otoczeniu ołtarza znajduje się siedem nagrobków i epitafiów upamiętniających pochowane tu wybitne osobistości. Msza święta dla naszych pielgrzymów odprawiona była w Kaplicy Kapituły tej bazyliki. Mimo, że bazylika jest najbardziej znanym i najbardziej odwiedzanym obiektem sakralnym, nie posiada statusu głównego kościoła w mieście.
Ostatnim etapem pielgrzymki na włoskiej ziemi była Wenecja, miasto kanałów i mostów. Wybudowane na lagunie, dawało to większe możliwości schronienia się przed najazdami barbarzyńskimi, które zagrażały północnej Italii. W XVII wieku było to miasto liczące 200 tys. mieszkańców. Niesamowite wrażenie na wszystkich zrobił Pałac Dożów w którym swą siedzibę miał doża. Jako głowa państwa był teoretycznie nieusuwalny, wybierany w wyborach przez miejską arystokrację, sprawujący funkcję dożywotnio, jednak w praktyce często zmuszany do ustąpienia. Będąc w Wenecji widziałam z bliska najsławniejszy z jej mostów – Most Westchnień który łączy pałac Dożów z więzieniem. Według legendy prowadzeni tędy w dawnych wiekach skazańcy wzdychali, tęskniąc za wolnością, stąd nazwa mostu. Podobno zakochani, którzy pocałują się pod tym mostem, szybko wezmą ślub.
Imponująco wygląda znajdująca się obok Pałacu Dożów, przepięknie zdobiona Bazylika św. Marka zbudowana w dziewiątym wieku, przy placu św. Marka. Znajdują się w niej jego szczątki które kupcy weneccy wykradli z Aleksandrii i przywieźli do miasta. Przed laty, gdy byłam tu po raz pierwszy w jednej z kawiarni na placu św. Marka pod gołym niebem siedziałam pijąc piwo i podziwiałam wspaniałe zabytki. Teraz po latach odnalazłam to miejsce, nic się nie zmieniło, tylko turystów było więcej. Oczywiście zrobiłam sobie pamiątkowe zdjęcie.
Ponieważ chcieliśmy zobaczyć jak wygląda panorama Wenecji z góry, pojechaliśmy windą na wieżę widokową i podziwialiśmy rozciągający się pod naszymi stopami przepiękny widok na miasto i lagunę po której pływały różne statki, żaglówki i łódki.
Jest takie powiedzenie „być w Wenecji i nie płynąć gondolą to grzech” udaliśmy się do przystani i wynajęliśmy gondolę. Była wspaniała pogoda, przejażdżka nią to niesamowita przyjemność. Przepływaliśmy kanałami pod wieloma mostami, jednak wrażeń jakich doznaliśmy płynąc Kanałem Grande pod Mostem Rialto, czy najbardziej znanym mostem na świecie tj, Mostem Westchnień nie da się opisać. To trzeba samemu przeżyć.
Smutną refleksją z tej przejażdżki jest to, że widzieliśmy jak stare budynki, atakowane przez zanieczyszczone morze, ulegają powolnemu i systematycznemu niszczeniu. Właściciele tych pięknych pałaców i domów w większości już w nich nie mieszkają. Wynajmują je na hotele lub restauracje.
Pobyt w Wenecji będę długo wspominać jako wspaniały dzień relaksu, ponieważ po raz pierwszy podczas tej pielgrzymki mieliśmy więcej wolnego czasu dla siebie. Z powodu niesamowicie wysokich cen, większych zakupów nie robiliśmy, ale drobne pamiątki nabyliśmy.
Po tym pięknym dniu wracaliśmy wodnym tramwajem już nie Canale Grande, ale inną drogą. Po dojściu na miejsce parkowania naszego autokaru pojechaliśmy na nocleg do Padwy, aby wczesnym rankiem wyruszyć w drogę powrotną do kraju. Zatrzymaliśmy się jeszcze w Wiedniu na Kahlenbergu aby uczestniczyć w Mszy świętej w kościele św. Józefa, miejscu w którym modlił się Król Jan III Sobieski i z którego wyruszył w roku 1683 na swoją zwycięską bitwę. Po pokonaniu Turków spotkanie króla z cesarzem Leopoldem I wypadło chłodno. Cesarz nie zdjął kapelusza ani w chwili, gdy prezentowano mu królewicza Jakuba, ani gdy podczas przeglądu wojsk, pochylały się przed nim polskie sztandary, co wywołało oburzenie polskiego króla i rycerstwa, Smutne jest to, że mieszkańcy Wiednia nigdy nie postawili pomnika swemu wybawcy królowi Janowi III Sobieskiemu, jak również nie otoczyli szacunkiem grobów polskich rycerzy, którzy polegli w ich obronie. Po mszy zwiedziliśmy przylegające do kościoła muzeum upamiętniające to wydarzenie.
Niestety, nie udało się nam podziwiać pięknych widoków ze wzgórza na miasto i Dunaj z powodu mgły i obfitych opadów deszczu ,które towarzyszyły nam od chwili opuszczenia Włoch.
Ostatnim miejscem gdzie modliliśmy się na zakończenie naszej pielgrzymki, była Częstochowa. Bywałam na Jasnej Górze wielokrotnie i zawsze w chwili odsłaniania obrazu Matki Boskiej ogarniało mnie niesamowite wzruszenie ,tak było i tym razem. Na Jasnej Górze odprawiona została w kaplicy Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika msza święta na zakończenie naszej pielgrzymki podczas której przejechaliśmy szczęśliwie 6000 km.
Nie mieliśmy wiele czasu na zwiedzanie i pobyt w klasztorze. Właśnie wtedy odbywała się pielgrzymka maturzystów z całej Polski jak nas poinformowano uczestniczyło w niej ponad 2000 młodych osób. Udaliśmy się więc na pożegnalny obiad po którym trzeba było wyruszyć w powrotną drogę do domu.
Tak oto zakończyła się nasza wspaniała pielgrzymka do Włoch,którą długo będę pamiętać.