Z okładki książki Zamach na prawdę spogląda młoda kobieta. I nie jest to krucha blondynka. Czarno-białe zdjęcie pokazuje charakter, determinację i niezłomność. Z jej twarzy bije stanowczość. W oczach ma smutek zamknięty tam już na zawsze. I mocne postanowienie: tak długo będzie szukać odpowiedzi, aż znajdzie. Znajdzie w końcu odpowiedź na pytanie: jak i dlaczego doszło do unicestwienia 96 osób lecących na uroczystości do Katynia. Dowie się prawdy, kto stoi za śmiercią jej ojca.

zamach na prawde_1

To, że książka porywa, jest nie tylko zasługą tematu. To przede wszystkim rezultat spotkania dwóch osobowości. Bogdan Rymanowski jest dziennikarzem doświadczonym, przy tym kulturalnym, delikatnym, a jednocześnie dociekliwym i skrupulatnym w pytaniach. Godziny spędził na przepytywaniu polityków różnego autoramentu. Tym razem słuchał słów córki posła na sejm, prokuratora Zbigniewa Wassermana. Prowadził ją do wyczerpujących wypowiedzi. Nie raz drążył w niepamięci rozmówczyni, ale niczego nie podpowiadał. Nie narzucał się ani nie zaznaczał swojej obecności. W tej rozmowie był po prostu szlachetnym człowiekiem. Z całym bogactwem zalet. Małgorzata Wasserman, czując spokój i zrozumienie, współczucie ale nie litość, otworzyła się przed swoim rozmówcą  w nadziei, że wreszcie zostanie wysłuchana.

W życiu i książce spotkały się dwie szlachetne osoby. Dialog Małgorzaty Wasserman i Bogdana Rymanowskiego to wzajemne przekazywanie myśli, obrazów i uczuć tak, że działają na wyobraźnię czytelnika po to, by do końca lektury trzymać w napięciu jego uwagę. Ile godzin musieli wspólnie spędzić, żeby tę nić porozumienia zawiązać, obdarzyć się zaufaniem i stworzyć wywiad, który czyta się z przejęciem.

Swoją opowieść zaczęła o ojcu, który obdarowany drugim życiem po udanej operacji raka, zrozumiał, że to musi przeżyć inaczej. Pani Małgorzata położyła silny nacisk na jego codzienne rytuały: poranne uczestnictwo we Mszy Świętej i popołudniowe ćwiczenia w domowej siłowni. Na symboliczną pracę Zbigniewa Wassermana nad ciałem i duchem. Przez pryzmat wiary w zmartwychwstanie Chrystusa łatwiej jest jej znieść fałsz tego świata. Wiara pozwalała jej poskromić gniew i konsekwentnie walczyć o odkrywanie prawdy. Znamienne i wymowne jest zdanie Małgorzaty Wasserman: Jestem gotowa polecieć nawet na księżyc, aby wyjaśnić tę katastrofę.

W wywiadzie pani Małgorzata stwierdza, że zawiedli wszyscy: premier, ministrowie, koledzy prokuratora Wassermana. Nie skarży się jednak na nikogo. Ale obnaża podejście do pracy urzędników państwowych najwyższego szczebla. Nie pyta, dlaczego tak się stało. Dobitnie i ze stanowczością w głosie, którego ani razu nie podniosła, relacjonuje zdarzenia, w których przyszło uczestniczyć jej – prawnikowi i córce w jednej osobie.

Epizod z pobytu w Rosji, podczas gdy osoby z którymi przyleciała z Polski identyfikowały zwłoki, a po zidentyfikowaniu naciskały na jej powrót do hotelu, przeradza się w zdarzenie wiejące grozą. To kilkugodzinne przesłuchanie, podczas którego zarzucana jest wielokrotnie tymi samymi pytaniami i dzieje się coś, czego nie może sobie do dziś darować. Godzi się w pewnym momencie zostawić w Rosji szczątki ubrania ojca. Cierpienie córki przyćmiło myślenie prawnika. Nieświadomie utraciła  bezcenny materiał dowodowy. Mecenas Wasserman obawia się, że materiału dowodowego Polacy nie odzyskają także z lotniska pod Smoleńskiem. Gorycz i bezsilność potęguje konfrontacja aktywności polskich władz z działaniami władz holenderskich w obliczu dramatu z 2014 r., kiedy to na terenie Ukrainy strącono samolot malezyjskich linii lotniczych z liczną grupą na pokładzie Holendrów właśnie. Procedury, jakie zastosowano po tej katastrofie, są przeciwieństwem tego, na co zgodził się premier Tusk, oddając w ręce Rosjan prowadzenie śledztwa.

Adwokat Małgorzata Wasserman wie, że toczy samotną walkę. Z prokuraturą także. Zarzuca prokuraturze bezczynność. (Faktyczne badania rozpoczęto w sierpniu 2011 r., a nie od razu w kwietniu 2010. Nie dokonano oględzin, nie zabezpieczono materiału dowodowego, nie wykonano sekcji zwłok, nie dopełniono swoich obowiązków). Determinacja córki jest tak wielka, że po ewentualnym umorzeniu śledztwa na pewno odwoła się do Strasburga, do Międzynarodowego Trybunału i złoży skargę na Państwo Polskie.

Tytuł Zamach na prawdę ma znaczenie symboliczne i wielowarstwowe. Wystarczy tylko przeczytać dwa ostatnie wyrazy jednym tchem, a rodzą się nowe konotacje. Od niedawna przecież zaczęło się tę katastrofę nazywać inaczej. Wcześniej mówiło się: katastrofa polskiego Tu 154M, tragedia pod Smoleńskiem, katastrofa lotnicza, wypadek w zderzeniu z brzozą.

Córka prokuratora każe otworzyć oczy na różne przykłady manipulacji. Poraża siła, z jaką Małgorzata Wasserman domaga się zwrotu materiału dowodowego. Bo szczątków polskiego samolotu leżącego na rosyjskiej ziemi nieopodal Katynia nigdy nie nazwie „wrakiem-symbolem”, jak mówili ministrowie: Sikorski, Klich i Zdrojewski. Piąta rocznica śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii, a także strata wielu wybitnych Polaków, stała się powodem komentarzy i retrospekcji. Zamach na prawdę to nie tylko wspomnienie. To także gorzka lekcja historii, szczególnie dla tych, którzy ją tworzyli i dziś próbują o niej zapomnieć.