Gdyby te same normy obowiązywały podczas „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, jak fragment II wojny światowej (po 22 czerwca 1941 r.) nazywają w krajach należących do b. ZSRS, to podczas walk o Stalingrad co rusz zawieszano by działania wojenne, żeby przepuścić transport – ze wschodu do Niemiec z paliwem, bez którego niemieckie czołgi i Luftwaffe byłyby unieruchomione, z zachodu zaś z zapalnikami, bez których sowiecka amunicja byłaby bezużyteczna.

XXII Letnie Igrzyska Olimpijskie miały odbyć się w Moskwie w 1980 roku.

Jednak pół roku wcześniej Armia Czerwona najechała Afganistan.

Zachodni świat zatrząsł się z oburzenia.

W ramach sankcji część państw zachodnich (USA, Kanada, Niemcy zachodnie – RFN, Norwegia, Izrael itp.) zbojkotowały udział w Olimpiadzie.

Inne, jak Francja, Belgia, Luksemburg, Holandia, Portugalia czy Wielka Brytania, wzięły udział pod flagą olimpijską, a nie pod własną.

Minęły lata.

Znowu mówi się o rosyjskiej tym razem agresji.

Nie dość, że już cztery lata trwa wojna z Ukrainą, to kilka dni temu doszło do incydentu na „Morzu Azorskim”, jak określił to jeden z polskich polityków.

Ani agresja na Ukrainę, ani też jej ostatnie nasilenie, skutkujące nawoływaniem ukraińskiego prezydenta Poroszenki prawie do powszechnej krucjaty przeciw Rosji nie miały wpływu na przebieg sobotniego konkursu indywidualnego Pucharu Świata w skokach narciarskich w Niżnym Tagile.

Nie ma także wpływu na niedzielny.

Świat się zmienił?

A może świat się nie zmienił, ale ludziom jakoś trudno uwierzyć w realność wojny, w czasie której strony konfliktu dostarczają sobie nawzajem materiały o strategicznym znaczeniu?

Nic dziwnego, że świat jest obojętny wobec takiej „dziwnej wojny”.

Tym bardziej dziwnej, że dzięki rzekomo samotnie walczącej Ukrainie agresorka Rosja posiada sprawny arsenał jądrowy, którym z powodzeniem może szachować resztę świata.

I również dlatego, że na Ukrainie ciągle ludzie grzeją się przy ruskim gazie.

.

.

2.12 2018