Są chwile, kiedy trzeba odłożyć na bok polityczne sympatie i antypatie. Są sytuacje, w których stawką nie jest już spór o poglądy, lecz obrona fundamentalnej wartości – wolności słowa.

Dlatego dziś warto powiedzieć jasno: murem za Krzysztofem Sitko, wydawcą i redaktorem niezależnego medium Pressmania, ukazującego się w Wadowicach – mieście św. Jana Pawła II, który przez całe życie przypominał, że „wolność nie jest dana raz na zawsze”.

Krzysztof Sitko od lat opisuje sprawy niewygodne dla ludzi sprawujących władzę i kierujących instytucjami publicznymi. Dziś sam po raz kolejny musi tłumaczyć się z wykonywania swojej dziennikarskiej pracy. Jak napisał po kolejnym przesłuchaniu: „Nie odpuszczę. To mnie tylko motywuje do dalszego działania.” Tak brzmi głos człowieka, który nie zamierza zrezygnować z prawa do zadawania pytań.

Można zgadzać się z jego poglądami lub nie. Ale każdy, komu bliska jest demokracja, powinien rozumieć, że niezależne media mają obowiązek patrzeć władzy na ręce. Gdy zamiast rzeczowej polemiki pojawiają się kolejne postępowania i przesłuchania, warto zadać pytanie, czy właśnie tak powinno wyglądać państwo prawa. Jeżeli patrzenie władzy i instytucjom publicznym na ręce staje się powodem, dla którego wydawca jest zastraszany i zmuszany do spędzania więcej czasu na przesłuchaniach, niż przy stoliku redaktorskim, rodzą się poważne wątpliwości co do funkcjonowania takiego „państwa prawa”.

O tym, że trafila kosa na kamień to znaczy o nieugietej woli walki w obronie prawa obywatela do zadawania pytań – niech świadczą następujace słowa: Jeśli okaże się, że poniosłem szkodę wskutek tych działań, rozważę dochodzenie swoich praw na drodze cywilnej, w tym wystąpienie z pozwem o odszkodowanie.

Dlatego dziś murem za Krzysztofem Sitko. Murem za Pressmanią. Murem za wolnym słowem i prawem obywateli do niezależnych mediów.

Grafika: Okiem Polaka