– Na Fredry słońce nie świeci – powiedział mały człowieczek w skórzanej kurtce siedząc na schodach baru Skoczek, dopalając papierowa bez filtra. – Filtry w papierosach są dla słabych, powiedział przypalając sobie opuszki palców.

– Dlaczego nie świeci? W ogóle nie świeci czy tylko teraz? – zapytałem obserwując co mały człowieczek robi z przypalonymi palcami, wkładając je między kostki, którymi wyłożona jest ulica Fredry.

– Nie świeci w ogóle. To jedyna ulica w Cieszynie, na której słońce nie świeci. Zupełnie nie świeci. Ale jak leje deszcz to tutaj trzy razy mocniej niż gdzie indziej. Ja wie pan tutaj się urodziłem i już na starcie miałem spierd… dzieciństwo. Dzieci ze słonecznych ulic nie chciały się ze mną bawić. Skończyłem najgorszą szkołę podstawową w mieście i potem zawodówka na Frysztackiej. Tam nauczyłem się przeklinać i kłaść kafelki.

– Podobno nie da się żyć bez choćby kilku chwil promieni słonecznych. Człowiek to istota solarna, potrzebuje światła – powiedziałem.

– Niby tak – powiedział mały człowieczek w skórzanej kurtce i zamyślił się przez dłuższy czas nic nie mówiąc. – Ale można nauczyć się bycia człowiekiem niesolarnym. Takim człowieko-szczurem trochę. Można przywyknąć do życia w ciągłej kanalizacji. I nie potrzebować już nigdy słońca. Ba! Przeklinać słońce jako źródło cierpienia dla oczu przywykłych do ciemności.

– Czyli wy już tu, na Fredry słońca nie potrzebujecie? – zapytałem nieśmiało.

– Zasadniczo nie, bo jesteśmy na nie obrażeni. Poza tym, jak panu mówiłem, nauczyliśmy się żyć bez niego. I przestaliśmy liczyć się z opiniami ludzi mieszkających na ulicach, gdzie słońce świeci. Staliśmy się samowystarczalni w naszej biedzie niesolarnej. Zeszczurzeliśmy jakby – ale wie pan jakie szczury są inteligentne?

– Wiem, bo kiedyś miałem szczura. Miał na imię Irek. Wszędzie chodził ze mną. A ja z nim. Byliśmy nierozdzielni. Ale żeby tak zamykać się na słońce? – Może jednak, wystarczy wyjść na Stary Targ – tam jest mnóstwo słonecznych promieni, a to tylko 30 metrów od baru? – podpowiedziałem.

– Na Starym Targu jest owszem dużo słońca, ale to właśnie buduje naszą tożsamość, że u nas go w ogóle nie ma. Dlatego jesteśmy sobą a nie kimś innym, nieznanym. Polubiliśmy te naszą niesolarność. Poza tym słońce kiedyś zgaśnie, a bar Skoczek będzie trwać nadal – powiedział mały człowieczek w skórzanej kurtce i zaliczył malucha do piwa.