Powoli już widać ustaloną narrację wygodną dla wszystkich. „ISIS zaatakowało Francję”, „Nie należy mylić uchodźców z fanatykami religijnymi”, „Należy rozlokować uchodźców, co ułatwi identyfikacje terrorystów”, oraz „Cały demokratyczny świat musi się zjednoczyć i współpracować w unicestwieniu Państwa Islamskiego”. Ale ja nie o tym.

Była premier Kopacz, potem nowa premier Szydło, a na końcu prezydent Duda zapewnili nas o braku zagrożenia dla Polski. Zgadzam się z tym poglądem po części, bo nie można wpadać w panikę, ale chciałbym wiedzieć kilka rzeczy, które oczywiście wytłumaczone zostaną w sposób następujący: „Nie możemy powiedzieć, bo to tajne”. Wiadomo, że chodzi mi o nasze ukochane służby specjalne, lekarstwo na wszystko. Każda z wymienionych przeze mnie osobistości oparła się na oświadczeniu Agencji i w słowa żadnej z nich nie można wątpić, ani ich podważać, ponieważ na czym mieli się oprzeć. Dlatego więc, mam trzy pytania do polskich służb:

1. Czy ich ocena opiera się na własnych informacjach operacyjnych, czy tylko na informacjach otrzymanych od partnerów, głównie francuskich, oraz na doniesieniach prasowych? Zaznaczam, iż nie chodzi o informacje tajne (kto, kiedy, jak), ale o proste stwierdzenie, które tajne nie jest. Od wielu bowiem miesięcy słyszymy, że nasze służby monitorują uchodźców. Dodam też, że – proszę wybaczyć – informacje od partnerów należy uznać tylko za prawdopodobne z dwóch powodów. Po pierwsze, partnerzy przecież monitorują własne kraje i ewentualnie ruch osób podejrzanych, a nie siedzą u nas w kraju i pilnują naszego bezpieczeństwa. Z doświadczenia wiem, że w takich sytuacja odpowiada się rutynowo i krótko. Po drugie, partnerzy działają wyłącznie w interesie własnych krajów, bo tak są ustawieni przez własne rządy. Stąd ich odpowiedź może, nie musi – może, zawierać tylko te informacje, które są wygodne dla ich krajów. W służbach obowiązuje przecież zasada ograniczonego zaufania. W stosunkach partnerskich też, a może przede wszystkim.

2. Dlaczego nie zasugerowano kierownictwu państwa podniesienia stopnia zagrożenia terrorystycznego? Nie chodzi mi o sianie paniki, ale o logiczną konsekwencję wydarzeń. Pamiętam, że Brytyjczycy zwiększali stopień zagrożenia po każdym większym zamachu terrorystycznym na świecie, a w Europie szczególnie. Tu nie chodzi o jakieś stany wyjątkowe, ale o uruchomienie procedur zwiększających możliwości monitorowania sytuacji oraz reakcji na podejrzane wydarzenia. Osobiście obawiałbym się stwierdzeń, prowadzących do tezy ‚Panowie, to nie u nas, nam nic nie grozi, kontynuujemy weekend”. A co będzie jeśli coś się stanie? cały czas też uważam, że traktowanie społeczeństwa, jako ciemnej masy, której nie należy straszyć, obróci się przeciwko nam wszystkim, bo skuteczność działań prewencyjnych opiera się na świadomości wszystkich obywateli, a nie wiedzy tajemnej jakiejś samozwańczej „elity” tworzącej tajną organizację, a la loża masońska, albo „Spectre”. To fajne i nawet ładne, lecz totalnie nieskuteczne i czasem wręcz śmieszne. Oczywiście, jeśli coś się stanie odpowiadać będą politycy ( w tej chwili w dodatku ci „nowi”), a nie członkowie takiej organizacji.

3. Czy badane są inne przyczyny i możliwości zaistnienia wczorajszych wydarzeń we Francji i pod kątem innych zagrożeń dla nas?

Powyższe pytania są tylko na użytek prywatny. Nawet jeśli ktoś przeczyta je służbowo, to posłużą one jedynie do intensyfikacji rozpracowywania ich autora, bo przecież wrogiem on jest straszliwym. Takie pytania powinien zadać oficjalnie jakiś poseł, który odważy się publicznie zaprzeczyć ustalonym już tłumaczeniom.

I jeszcze jedno, coś mi się wydaje, że reforma służb specjalnych przesunie się nieco w czasie. Nie dlatego, że reformatorzy zrezygnują, ale dlatego, że zostaną do tego przymuszeni i od środka i z zewnątrz.