W Bukareszcie dzień 7 lipca 2018 r. rozpoczęliśmy jazdą autokarem z hotelu w kierunku katedry pod wezwaniem św. Józefa, w której miała być odprawiona o godz. 9 msza święta. Po drodze podziwialiśmy pełne zieleni ulice tego pięknego miasta. Nie podcina się tu co roku drzew, jak to ma miejsce w Polsce. Przed świątynią spotkaliśmy się z grupą Polaków reprezentującą Polonię bukaresztańską, która chciała uczestniczyć z nami w liturgii.

Po jej zakończeniu były chwile na rozmowy z mieszkającymi tu od pokoleń rodakami. Wspólnota polska w Bukareszcie nie jest liczna, bowiem liczy ok. 1000 członków, ale zróżnicowana. – „Polonia rumuńska to potomkowie emigracji politycznej, powstańczej, z okresu I i II wojny światowej, dziś to także emigracja zarobkowa, za chlebem, ale i sercowa, a więc mieszane małżeństwa” – powiedział Bogdan Polipciuc, prezes „Domu Polskiego” w Bukareszcie. Ale nie tylko. Część z niej urodziła się w Bukareszcie i pochodzi z rodzin polskich lub mieszanych. Spora grupa przybyła tu z północnego regionu kraju, ze wspólnoty polskiej z Bukowiny, gdzie zamieszkuje większość Polaków w Rumunii. Są też Polacy urodzeni w Polsce, z różnych powodów osiedleni w Rumunii. Poznaliśmy też przemiłą I wiceprezes Domu Polskiego panią Danutę Roman, z którą nawiązaliśmy bliższy kontakt wymieniając adresy.

Podczas rozmowy tutejsi polonusi chcieli się dowiedzieć od nas jak najwięcej o Polsce, jej sytuacji gospodarczej i politycznej. Szkoda, że mieliśmy tak mało czasu na te wzruszające rozmowy, ale mieliśmy jeszcze w tym dniu wiele miejsc do zwiedzania. Naszą przewodniczką po Bukareszcie mówiącą po polsku była Polka ,Jolanta urodzona w Rumunii,

Bukareszt – stolica i największe miasto  Rumunii położone jest nad rzeką Dymbowicą . W obrębie miasta znajduje się również kilka jezior, z których największe to Floreasca, Tei i Colentina. Pierwsze informacje o mieście pochodzą z roku 1459. status stolicy kraju uzyskał w 1862 r. Jego architektura to mieszanka zabudowy historycznej, socrealistycznej i nowoczesnej, odzwierciedla historię miasta. W okresie międzywojennym Bukareszt uzyskał przydomek Małego Paryża (Micul Paris). Duża część śródmieścia została zniszczona podczas działań wojennych, trzęsień ziemi i wprowadzania w życie programu systematyzującego Nicolae Ceausescu. Obecnie miasto przeżywa rozwój ekonomiczny i gospodarczy. Stolica Rumunii liczy sobie 2 miliony mieszkańców i posiada 4 linie metra. Pod parlamentem też miało być wybudowane metro, aby w razie niesprzyjających okoliczności satrapa mógł się ewakuować, ale nie zdążono tego zrobić, a jaki był jego koniec pamiętamy wszyscy.

Nicolae Ceausescu był prawdziwym dyktatorem, który przy pomocy swoich służb, a zwłaszcza służby bezpieczeństwa Securitate terroryzował rumuńską ludność (po obaleniu Ceausescu wielu funkcjonariuszy Securitate ludność zlinczowała). Mimo, że ludzie głodowali a chleb był na kartki znalazły się pieniądze na zmianę biegu rzek i budowę monumentalnego parlamentu, który do dziś nie jest dokończony. Jest największym na świecie budynkiem rządowym po waszyngtońskim Pentagonie. Aby uzyskać teren do jego budowy wyburzono 20 cerkwi oraz zabudowę mieszkalną. 100 tysięcy mieszkańców w ciągu 24 godzin musiało opuścić swoje domy. Przekwaterowano ich do ciasnych mieszkań w blokach zakazując zabierania do przydzielonych kwater psów. Gdy w 1977 roku miasto nawiedziło trzęsienie ziemi, które zniszczyło znaczną jego część w tym piękną starówkę, na polecenie Ceausescu usunięto gruz, jednak jej nie odbudowywano.

Następcą Nicolae Ceausescu miał być jego adoptowany syn Nicu, ale z powodu alkoholizmu i niemoralnego prowadzenia się utracił tę szansę. W 1996 roku zmarł na marskość wątroby.

Przewodniczka Jolanta opowiada nam o obecnej sytuacji w Rumunii. Wiek emerytalny dla kobiet wynosi 62 lata dla kobiet a 65 dla mężczyzn. Najniższa pensja w tym kraju to 1900 lei. Pracodawcy (firmy) nie odprowadzają za pracowników podatków, muszą to robić oni sami. Średnia emerytura to 1500 lei.

W sądownictwie w sejmie i senacie emerytury są bardzo wysokie. Parlament rumuński ma prawie tyle samo parlamentarzystów jak w Polsce, na niespełna 20 milionów mieszkańców.

Ponieważ korupcja w Rumunii jest powszechna i dotyczy również ludzi na wszystkich szczeblach władzy, partia socjaldemokratyczna chce zmienić konstytucję tak, aby osoby przyjmujące łapówki, kradnące mniej niż 200 tysięcy euro lub po wyrokach (jak szef ugrupowania Liviu Dragneę, który objął urząd premiera po wyroku za oszustwo wyborcze) odpowiadały w procesach cywilnych.

Jolanta opowiadała nam też jak wygląda tutejsza służba zdrowia. Ponieważ część lekarzy wyjechała za granicę w poszukiwaniu lepszych zarobków, czekanie na wizytę u specjalistów długie, a szpitale stare niedostosowane do bieżących potrzeb. Również sytuacja na wsi nie jest wesoła. Po upadku sowchozów, żyzne ziemie państwo sprzedało Arabom, którzy na tych terenach będą sadzić trawę dla owiec w swoich krajach.

Tak też rozmawiając dojechaliśmy do Placu Rewolucji jednego z najpiękniejszych miejsc stolicy. Przestrzeń i budynki o ciekawej architekturze zachwycają.

Ciekawa jest znajdująca się  przed budynkiem obecnej Biblioteki Uniwersytetu statua Króla Carola I na koniu. Naprzeciw niej uwagę przyciąga piękny barokowy budynek Muzeum Sztuk Pięknych, budynek Atheneum oraz wzniesiona w latach 1720-22 cerkiew Cretulecsu, której budowę sfinansował bojar Cretulescu i jego żona Safta. Cerkiew stojąca w bliskiej odległości od Placu Rewolucji jest typowym przedstawicielem stylu Brancovenau, nazywanego czasami „rumuńskim barokiem”.

  Wewnątrz znajdują się freski wykonane w drugiej połowie XIX wieku przez G. Tattarescu. Cerkiew była również malowana od zewnątrz, co pokazują liczne ślady przy oknach i obiciach poddasza, ale podczas prac remontowych przed II Wojną Światową postanowiono pozostawić elewację z czerwonej cegły.

  Niestety z powodu napiętego programu zwiedzania widzieliśmy ją tylko z zewnątrz, czego oboje z mężem bardzo żałowaliśmy. Wolałabym zwiedzić tę cerkiew niż krążyć po ulicach.

Jadąc w kierunku Placu Rzymskiego rozmawialiśmy o charakterystycznej odmianie muzyki – monele. To styl muzyczny będący mieszaniną muzyki cygańskiej, orientalnej oraz współczesnej muzyki pop. Zdominowana jest przez wykonawców pochodzenia cygańskiego, najbardziej popularni maneliści są ludźmi bardzo zamożnymi. Wielu z nas kupiło płytki z tą ciekawą muzyką. Licząca 5 milionów populacja cygańska jest mniejszością narodową wyznania prawosławnego. Wielu z nich wyemigrowało na Zachód szukając lepszych warunków do życia.

Jadąc na Starówkę po drodze mijaliśmy wiele ciekawych budynków, jak np. Pałac Chłopa Rumuńskiego czy Łuk Triumfalny zbudowany na wzór paryskiego. By dobrze przyjrzeć się pięknym starym kamienicom Starówki najlepiej przejść się po niej pieszo, co też uczyniliśmy.

Mimo, że komuna niszczyła religię, to kościołów i cerkwi dużo ocalało.

Duże wrażenie zrobiła na mnie cerkiew prawosławna Stavropoleus, ukryta na tyłach budynku Narodowego Muzeum Historycznego, (niegdyś mieścił się Pałac Poczty 1894 – 1900). Uważana jest za jedną z najładniejszych cerkwi w stolicy. Zbudowana w 1724 roku przetrwała do dziś, mimo iż  wiele razy, szczególnie w ostatnich pięćdziesięciu latach chciano ją zrównać z ziemią, by zbudować tu budynek mieszkalny. Dobrze, że tak się nie stało, bowiem jest to absolutna perełka na bukaresztańskiej starówce. Zachwyca przepięknymi malowidłami ściennymi w orientalnym stylu. Będąc w mieście koniecznie trzeba ją zobaczyć.

Kolejnym miejscem wartym zwiedzenia był pochodzący z połowy XVI wieku, prawosławny kościół św. Antoniego nazywany potocznie „Starym Sądem”, w którym koronowano kolejnych rumuńskich władców. Znajduje się w starym centrum, dzielnicy Lipscani, w której zachowało się najwięcej zabytków. Wiele z nich cudem ocalało przed wizjami Nicolea Ceausescu przebudowy miasta. Ten najstarszy kościół w Bukareszcie, nie jest duży, ale ważny dla narodu rumuńskiego.

Wszystkich przepięknych cerkwi, które mijaliśmy nie byliśmy w stanie zwiedzić. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do małej cerkwi, w której był remontowany ikonostas.

Idąc spacerkiem doszliśmy do dawnej siedziby książąt Wołoszczyzny Starego Dworu (Curtea Vecie). Pierwszą rezydencję w tym miejscu zbudował w XV wieku Wład Palownik ( Drakula) i to ona była jego siedzibą, a nie zamek w Bran. W niewielkich ruinach, które pozostały po czasach jego świetności znajduje się muzeum. Przed nim na kolumnie stoi popiersie krwawego Vlada, o którym pisałam już w poprzednich częściach mojego opowiadania.

Z powodu napiętego programu nie było szans wejść do muzeum. Przed wyjazdem do Sybinu, weszliśmy na mrożoną kawę do jednej z licznych kafejek czekających na turystów.

Po jej wypiciu była zbiórka i udaliśmy się w dalszą podróż, przez góry, doliny, rzeki i tereny zalane przez niedawną powódź

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk