Dziwna wojna” na Krymie ma kolejną odsłonę. Dziwna, bowiem w historii wcześniej jeszcze się nie zdarzyło, aby zwaśnione niby na poważnie strony handlowały ze sobą w trakcie konfliktu.

Jest więc to operetka dla ciemnego europejskiego Ludu, który w Putinie widzi najgorsze zło tego świata, a jednocześnie dupa mu nie marznie dzięki dostawom syberyjskiemu gazu.

Również od tego samego Putina.

I żona, i szwagierka.

W jednej osobie ma się rozumieć.

Tak samo Ukraina, której liczni przedstawiciele wydają okrzyki „smert’ Ruskim” jako żywo przypominające te sprzed 70-75 lat „smert’ Lachom”.

Jednocześnie spora ich cześć żyje dzięki tym znienawidzonym ruskim nie tylko za sprawą gazu, którym ogrzewają swoje domy, ale również pracując w zakładach zbrojeniowych eksportujących swoją produkcję do…. Rosji.

Wyłącznie tam.

Dlatego konflikt ukraińsko-rosyjski przede wszystkim należy oglądać w kategoriach międzynarodowego wodewilu.  Świadczy o tym choćby poniższa informacja.

Mimo trwającego na wschodzie Ukrainy konfliktu ukraińskie fabryki wciąż produkują sprzęt wojskowy – m.in. silniki okrętowe i lotnicze oraz części do czołgów dla rosyjskiej armii. Nowe ukraińskie władze chciałyby przerwać eksport uzbrojenia, ale nie ma na to szans. Oznaczałoby to wyrzucenie na bruk kilkudziesięciu tysięcy pracowników.

Firma Motor Sicz z Zaporoża to jeden z największych producentów turbin i wirników lotniczych na świecie. W 770-tysięcznym mieście życie dosłownie kręci się wokół zakładu. Firma ma swoje własne linie tramwajowe, szpitale, a także hotele wypoczynkowe dla pracowników. Do tego główna aleja w mieście nazywa się Prospekte Motorostroitjeli, czyli „wytwórców silników”.

Z tym mianem może się utożsamiać ponad 27 tys. obecnych pracowników biur i fabryk Motor Sicz, którzy w Zaporożu zajmują się wszystkimi szczeblami produkcji turbin, od ich wstępnego projektu na papierze, po zapakowanie gotowych produktów, do specjalnych wagonów kolejowych. Problem w tym, że pociągi zawsze jadą w jednym kierunku: na wschód. Odbiorcą praktycznie całej produkcji w zakładach w Zaporożu – około 300 do 350 silników rocznie – jest rosyjska armia.

Podobnie w stronę Rosji jeżdżą regularnie inne pociągi towarowe z różnych przemysłowych miast Ukrainy, zaopatrując wojska sąsiada w silniki okrętowe, części do czołgów, systemy naprowadzające rosyjskie satelity czy części rakiet balistycznych SS-18 Satan służących do przenoszenia ładunków nuklearnych. Ich eksportu nie przerwała ani rosyjska agresja na Krym, ani wspieranie separatystów.

http://wyborcza.pl/1,75399,16500564,Ukrainskie_fabryki_wciaz_sprzedaja_sprzet_wojskowy.html

Tak pisała  proukraińska i obecnie antyputinowska „gazeta wyborcza”  w sierpniu 2014 roku

Dołożyła też w styczniu 2017 roku:

Z powodów ekonomicznych i politycznych producent słodyczy Roshen, który należy do prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki, postanowił zamknąć swoją fabrykę w Rosji.

Roshen to jeden z największych ukraińskich producentów słodyczy, zwłaszcza wyrobów z czekolady. Koncern ma siedem fabryk na Ukrainie i trzy zagraniczne zakłady – w Rosji, na Litwie i na Węgrzech.

Problemy Roshen w Rosji mają jednak szczególny, symboliczny wymiar. Bo właścicielem koncernu jest prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

Przed objęciem urzędu w połowie 2014 r. Poroszenko zapowiadał, że sprzeda swoje akcje Roshen i do znalezienia nabywcy wynajął firmę inwestycyjną Rothschild oraz spółkę Kapitał Inwestycyjny Ukrainy (ICU).

Jednak w styczniu 2016 r. Poroszenko przyznał, że ciągle jest właścicielem Roshen. Jednocześnie prezydent Ukrainy poinformował, że przekazał swoje akcje koncernu do tzw. ślepego funduszu powierniczego, którym zarządza zagraniczny bank. Poroszenko nie ujawnił nazwy tego banku.

http://wyborcza.pl/1,155290,21271648,koncern-prezydenta-ukrainy-zamknie-fabryke-w-rosji.html

Tymczasem straszna wojna trwa ponoć od lutego 2014 roku.

Wojna rzekomo toczona w obronie Europy przed kacapskim najeźdźcą, ale przy utrzymanej wymianie handlowej towarów strategicznych!

To doprawdy trudne do pojęcia nie tylko po jednej półlitrówce (rosyjskie: bez pół litra nie zrozumiesz), ale nawet po skrzynce wódki.

Nic dziwnego, że pojawiają się głosy, że jedynym zainteresowanym w medialnym rozpaleniu konfliktu jest obecny prezydent Ukrainy Poroszenko, którego notowania spadły i są niższe o 10% (mówią, że tylko 7) od konkurentki. Dzięki wprowadzeniu stanu wojennego będzie sobie mógł jeszcze trochę porządzić bez oglądania się na  jakąś tam „demokrację”.

Na dodatek Ukraina jako państwo rozległe terytorialnie pod względem ekonomicznym stoi w jednym szeregu z najbardziej zacofanymi państwami afrykańskimi.

To jednak w niczym nie przeszkadza, aby wysuwać pretensje terytorialne wobec sąsiadów.

Ukraina powinna sięgać prawie pod Kraków.

Jeśli nawet przyjąć, że głosy takie rozlegają się za kremlowskie srebrniki to przecież znajdują posłuch u obywateli naszego wschodniego sąsiada.

Propozycje, wysuwane przez niektóre środowiska, aby w takim razie sporne sprawy rozstrzygnąć w drodze referendum (nie tylko Przemyśl, ale również Lwów i dalej hen do Równego) jakoś nie spotykają się z reakcją  tamtej strony.

Po prostu ma być ukraińskie, i już. A jak się nie podoba, to zawsze można zarżnąć.

Pardon, przekonać.

Tymczasem ziemie, na których żyją Słowacy, Węgrzy, Rosjanie czy Rumuni trafiły do Ukrainy tylko i wyłącznie z kaprysu Stalina.

Krym – z powodu widzimisię Chruszczowa.

Na dodatek Ukraina zakazała prawnie badania jej najnowszej historii.

„W dniu 9 kwietnia 2015 r. parlament Ukrainy, Werchowna [Najwyższa] Rada, uchwaliła cztery akty prawne regulujące pamięć historyczną: nr 2538 „w sprawie statusu prawnego i uczczenia pamięci uczestników walk o niepodległość Ukrainy w XX wieku”; nr 2558 „o potępieniu komunistycznego i narodowo-socjalistycznego (nazistowskiego) reżimów totalitarnych oraz zakazie propagowania ich symboli”; nr 2540 „w sprawie dostępu do archiwów organów represyjnych komunistycznego reżimu totalitarnego, 1917-1991”; i nr 2539 „o uwiecznieniu zwycięstwa nad nazizmem w II wojnie światowej”. Przepisy prawne zostały uchwalone z prędkością rzadko spotykaną w ukraińskim organie ustawodawczym i przytłaczającą większością głosów”.

(John-Paul Himka, „Legislating Historical Truth: Ukraine’s Laws of 9 April 2015”)

W praktyce oznacza to brak możliwości badania ludobójstwa UPA.

Nic dziwnego, że mogą bezkarnie czcić oprawców winnych śmierci dziesiątek tysięcy naszych rodaków, a nam wara od tego, by protestować.

Co więcej, ukraińska polityka gospodarcza wobec Polski zbyt często była tożsama z rosyjską.

Przypomnijmy polityczny bojkot naszej wieprzowiny.

Teraz mamy pomagać.

Zapominając choćby o niedawnej idiotycznej manifestacji lwowskich radnych, którzy skazali Lwy na Cmentarzu Orląt na obudowanie płytami z dykty.

Rok temu niejaka Oksana Zabuźko, ukraińska pisarka znana również w Polsce, wołała dramatycznie:

„Ukraińcy nie popierają tego, co było na Wołyniu w 1943 roku. Nie! Ale, cholera jasna, my tu teraz umieramy, my tu zdychamy, my stawiamy czoło Rosjanom, a Polacy byli naszymi przyjaciółmi i adwokatem w ciągu ostatnich 20 lat. I jak się zachowują? (…) Walczymy o życie i krzyczymy o pomoc. I nagle sąsiad – Polska – który zawsze był przyjacielem, z którym miło się gawędziło, wyłania się zza rogu i krzyczy: a pamiętasz, co mi w 1943 zrobiłeś?! O cholera!”

http://viva.pl/kultura/film/oksana-zabuzko-ostro-o-wolyniu-wojciecha-smarzowskiego-w-75-rocznice-wydarzen-na-wyloniu-114056-r1/

Pisarka Zabuźko wie, że to tylko słowa, za którymi nie podążają czyny.

Drodzy Ukraińcy, zrozumcie wreszcie, że Naród w Polsce choć nie lubi Rosji nie jest wcale tak ciemny i głupi, jak Wam się wydaje.

Przestańcie produkować broń dla rosyjskiej armii.

Przestańcie brać od nich gaz, przerwijcie rurociągi dostarczające go reszcie Europy.

Wtedy faktycznie uznamy, że trwa wojna.

Tymczasem jedyna walka, jaka naprawdę się odbywa, to ta z pamięcią o Zbrodni, dokonanej na Polakach.

Nie tylko na Polakach.

Poseł Marek Jakubiak wypowiedział publicznie słowa, które w sercu nosi coraz więcej Polaków:

W interesie Polski jest wskazywanie, że Rosja to agresywny kraj. Mówię, by ws. Ukrainy nie przekroczyć czerwonej cienkiej linii. Ukraińcy marzą, byśmy się zaangażowali w konflikt, ja nie widzę w tym żadnego interesu. Na szczęście mamy NATO, oni się nie zaangażują. Diabelskie powiedzenie: „Za waszą i naszą…” nie będzie mogło być zrealizowane. (…)

 

Nie mam za co chwalić Ukrainy. Są nacjonalistycznym państwem, widzą tylko swój koniec nosa.

 

https://nczas.com/2018/11/26/jakubiak-stanowczo-nie-dajmy-wkrecic-sie-w-nie-nasza-wojne-ukraina-to-nacjonalistyczne-panstwo-widzace-tylko-swoj-koniec-nosa/?fbclid=IwAR1LAPXodHw5WmZXyo21z_wgDg3FaX8YafwgwukfzVF8mR9Q5e8UhPlgrjI

 

 

Nie mam zamiaru umierać za Krym, a nawet protestować pod ambasadą rosyjską czy konsulatem tak długo, dopóki sami Ukraińcy rzekomą wojnę mają w dupie i pracują dla rosyjskiej armii.

Chcącemu bowiem krzywda się nie dzieje.

 

 

 

27.11 2018