Wczesnym, bardzo wczesnym rankiem wyjechaliśmy z Limy do Paracas, aby udać się stamtąd na wyspy Ballestas. Jadąc słuchaliśmy opowieści naszych przewodniczek Agaty, która przyjechała z nami z Polski i Ani, mieszkającej od 15 –tu lat w Peru. Ania jest żoną Peruwiańczyka. Jest przewodnikiem grup polskich i czasem, ale rzadko francuskich goszczących w Peru.

Palmy nad jezioremW Peru żyje ok. 2000 Polaków, niektórzy z nich nie mówią po polsku, ponieważ ich przodkowie przybyli do tego kraju wiele lat temu a oni są już kolejnym pokoleniem żyjącym w Peru. Słynnym Polakiem mającym duże zasługi dla tego kraju był Ernest Malinowski, budowniczy kolei w Peru. Uzyskał On honorowe obywatelstwo tego kraju za obronę w 1866r Peru przed Hiszpanami. Wspomnieć tu również należy o Marii Roztworowskiej badaczce kultur przedinkaskich, ks. Edmundzie Szelidze zajmującym się medycyną naturalną i leczeniem ziołami. W dżunglach peruwiańskich zioła – to wielka Boża apteka. Chciał on w Polsce otworzyć instytut ziołolecznictwa. Zmarł w 1996r. No i wreszcie o Jacku Flisowskim prowadzącym obecnie w Limie dom dziecka.

Huacca ChinaDowiedzieliśmy się również wiele ciekawych rzeczy o wojnie o saletrę w 1879 r, eksporcie quana do Anglii i jak za sprzedaż tego produktu spłacono pożyczkę za broń. Dowiedzieliśmy się też jak wygląda szkolnictwo w Peru i jak funkcjonuje służba zdrowia. Nie będę teraz szczegółowo opisywać jak wygląda szkolnictwo i służba zdrowia, gdyż byłby to obszerny osobny artykuł. Wspomnę jednak, że ponieważ obszar Peru dzielimy na wybrzeże, góry i dżunglę, w tym pustynne wybrzeże. W związku z tym dostępność do szkolnictwa i służby zdrowia na poszczególnych obszarach jest różna. Odpoczynek w oazie Huacca ChinaNajlepiej sprawa wygląda w dużych miastach i ich okolicy. Najgorzej natomiast w górach i w dżungli, gdyż dotarcie do miejsc, gdzie znajdują się te instytucje jest znacznie utrudniony tj. odległość, warunki klimatyczne. Szkolnictwo jest obowiązkowe, ale nie ma instytucji, która te sprawy kontroluje. W górach i w dżungli często ludzi leczą szamani. W Peru występuje 90 % wszystkich klimatów występujących na ziemi. Na klimat w Peru ma też wpływ zimny prąd Humboldta i ciepły El-nino.

Piasek na pustyniOglądając piękne widoki, mijane osiedla, góry i doliny dotarliśmy na Półwysep Paracas. Jest on wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Pustynny krajobrazByło ciepło, chociaż słońce ledwo prześwitywało przez chmury. Kutry rybackie i łodzie motorowe stały spokojnie w zatoce. Woda była spokojna jak przysłowiowe lustro. Zaczęliśmy się, więc szykować do wypłynięcia na otwarte wody, gdy dowiedzieliśmy, że z naszej wycieczki na Wyspy Ballestas „nici” a oglądanie lwów morskich i egzotycznych ptaków nie będzie nam dane. Okazało się, bowiem, że na pełnym morzu jest zbyt duża fala i dlatego kapitanat portu zamknął port dla wszystkich jednostek pływających w tym kutrów rybackich. WSierzaI to była ta przykra niespodzianka, która nas spotkała w Paracas. Szkoda, bo taka okazja już nigdy się nie powtórzy. Nigdy już nie przyjedziemy w to miejsce. Nasza przewodniczka Agata zapowiedziała, że jako rekompensatę za straconą przyjemność spotka nas miła niespodzianka w La Paz w Boliwii. Tak też się stało, ale o tym w następnych odcinkach.

Widok z wierzyTymczasem jadąc dalej i podziwiając piękne widoki. dotarliśmy do Oazy Huaccachina. Palmy, wydmy, słońce, które nawet latem u nas tak nie świeci, a przecież w Peru jest późna jesień, prawie zima. Wyglądało to jak jakiś biblijny raj. Spędziliśmy tam trochę czasu i musieliśmy udać się dalej, aby przed zmrokiem dotrzeć do płaskowyżu Nazca i z wieży widokowej oglądać figury ręki i drzewa. Poświata na pustyniiPrzyznam się, że byłam rozczarowana płaskowyżem Nazca oglądanym z wieży widokowej. Inaczej to sobie wyobrażałam. Wyglądało to jak przysypany żwirem kawałek pola, na którym ktoś poukładał kamyki w kształcie figur. Zawsze myślałam, że znaki te wyryte są w litej skale.

Zejście z wierzyPo zmroku dotarliśmy do miasta Nazca na kolację i nocleg, aby następnego dnia, jeszcze przed śniadaniem udać się na miejscowe lotnisko by, przelecieć się awionetką nad płaskowyżem. Gdy lecieliśmy i widziałam z góry tę cudowną krainę, byłam zachwycona, ponieważ wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż widok z przydrożnej wieży widokowej. Była to cudowna uczta dla ducha i oczu. Żeby to przeżyć niezbędne jest oglądanie całości z góry. Po powrocie mięliśmy możliwość oglądania jak w Peru obchodzi się Święto Flagi. Porównując je z naszymi obchodami wypadamy bladziutko.