15156456457P1190084P1190075P1180813

Jak już wspomniałam, widok na płaskowyż Nazca z wieży widokowej nie był porywający. Co innego widok z góry z awionetki, ale o tym za chwilę.
Wieczorem dojechaliśmy do miasta Nazca i po zakwaterowaniu w hotelu wyruszyliśmy o zmroku na przechadzkę po tym mieście. Nazwa Nazca pochodzi od słowa „nanazca” co oznaczało niesamowitą moc i energię. Agatka nasza przewodniczka opowiadała nam, że jeszcze 15 lat temu miasto Nazca było małą osadą, liczącą ok. 6 tys. mieszkańców W mieście był tylko jeden telewizor stojący na głównym placu, który gremialnie oglądano. Nie było jeszcze hotelu. Dzięki napływowi turystów z całego świata miasto rozrosło się i liczy ok. 30 tys. mieszkańców. Jest bardzo zadbane, a na głównym placu znajduje się pięknie oświetlona fontanna. Wracaliśmy cichymi krętymi uliczkami, na niektórych uliczkach mieszkańcy domów jedli kolację przy grillu, dosłownie na ulicy. Wyglądało to bardzo….. egzotycznie. W dzień miasto będzie wyglądać jeszcze piękniej.
Przed śniadaniem udaliśmy się na pobliskie lotnisko, aby awionetką przelecieć nad płaskowyżem Nazca. Lotnisko znajdowało się niedaleko, ok.20 minut jazdy od naszego hotelu. To było lotnisko z prawdziwego zdarzenia tj. posiadające port lotniczy, asfaltowy pas startowy, zabezpieczenie lotniskowe. Do dyspozycji było 8 awionetek, z czego 5 mogło jednocześnie znajdować się w powietrzu. Każda z nich mogła zabrać 10 osób. Przed wylotem zostaliśmy dokładnie zważeni ,samolot bowiem ma określony udźwig.
To, co widzieliśmy z góry nie da się opisać, to trzeba samemu zobaczyć i przeżyć. Najlepiej obrazują ten widok zdjęcia. Setki tajemniczych linii, rysunki zwierząt i figury geometryczne widać tylko z góry z awionetki. Są doskonale zachowane, więc trudno uwierzyć, że zaczęto wykonano je w kamienistej pustyni prawie dwa tysiące lat temu. Na temat ich pochodzenia jest wiele teorii. Tubylcy jednak mówią: „spytajcie nas, mamy wiedzę na ten temat przekazywaną nam z pokolenia na pokolenie. To był zarówno kalendarz jak i informacje, kiedy siać i zbierać plony, oraz kiedy i gdzie polować na poszczególne zwierzęta”
Po śniadaniu był czas wolny, więc z mężem udaliśmy na spacer po ulicach miasta. Zwiedziliśmy piękną, ale surową katedrę i plac centralny oraz dokonaliśmy drobnych zakupów. Nasz hotel był w centrum. 7 czerwca Peru obchodzi swój Dzień Flagi. To była tak piękna i podniosła uroczystość, jakiej do tej pory nigdzie nie widzieliśmy. Trwała od rana do późnego popołudnia, a zaangażowani w nią byli prawie wszyscy mieszkańcy miasteczka. Z wielką przyjemnością i wzruszeniem oglądaliśmy dzieci w różnym wieku, z różnych szkół i dorosłych w pięknych strojach maszerujących, dumnych ze swojego kraju i swojej flagi.
Oglądając paradę, zastanawiam się jak wyglądała ona w stolicy kraju Limie, skoro uroczystości w tak małym (30 tysięcznym) mieście były zorganizowane na taką skalę z takim rozmachem.
Wczesny obiad i wyjazd w dalszą drogę. Przejazd do miasta Arequipa Drogą Panamerykańską, malowniczą trasą ciągnącą się wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Były to najdłuższa, a zarazem ze względu na fantastyczne widoki zapierająca dech w piersiach trasa. Przebyliśmy ją w ciągu 11 godzin.