A mogłoby być tak pięknie

Narody zjednoczonej

Mogłyby między  sobą wymieniać towary

Dobra kultury

Doświadczenia

Życzliwe spojrzenia

Pracę i wzajemną opiekę

Mieć o czym rozmawiać

 

 

A jest tak jak już kiedyś było

Dzieli, rządzi i zarabia jeden

Kraj górzysty i zalesiony

W którego bankach zbiera się łupy

Ze wspólnoty innych naiwnych

Daninę w walucie

Wymienialnej na czyste

„Środowisko naturalne”

 

 

I nikogo coraz bardziej nie dziwi

Podniesiony palec przybyszów

Pilnujących by nie doszło do pokoju

Tam gdzie ma płynąć

Ropa ich mocodawców

Spod znaku bardziej wyostrzonego sierpa

I zahartowanego młota

Niż półksiężyc gwiazd na granatowej fladze

I chłodne serca rodzimych mieszkańców

 

 

Płyną pozdrowienia

Na święta których obawiają się najbardziej

Bo gorące są jeszcze tylko 

Płomienie strzelające coraz wyżej

Spod skazanych na stosy świątyń

Dawnego mesjasza

O którym opowiada

Jego ostatni następca

Zadziwiający nie mniej niż pierwowzór

 

 

Świat się nie zmienił

Tak jak byśmy tego pragnęli

Przybiera jedynie coraz bardziej

Postać cyrkowego niedźwiedzia

Znad Sprewy i Loary

W tęczowym ubranku clowna

Głoszącego wszem i wobec

Nakazy o wyzwoleniu,

Braterstwie i tolerancji

 

Nie czas płakać

Gdy iglice marzeń w płomieniach

Spadają na ramiona krzyża

Coraz trudniej trzymającego

Posady wyschniętych na wiór idei

O miłości do tych którzy zawsze

Z radością ukrzyżują każdego

Kogo sprzeciw wobec złudzeń

Odbije się zbyt donośnym echem

Wśród zapalonych wyznawców

Współczesnego świata

Bawiącego się pod okręgiem

Fałszywego gwiazdozbioru

Wierzącego jedynie

W siłę brzęczących srebrników

 

Rzym upadał powoli

Ale konsekwentnie

Staczając się w niebyt

Kto będzie miał odwagę

Zatrzymać  wir wciągający

Jego ostatnią schedę

W coraz większy chaos

Mogący doprowadzić

Do kolejnego wybuchu Etny

By drogą przez morze ruin

Nie musieli pójść znowu

Jutrzejsi wyzwoliciele?

 

Foto: Tomasz Trzciński