Jeden z ostatnich moich postów wywołał spore poruszenie – kilkaset tysięcy wyświetleń, kilka tysiący udostępnień. Dziękuję za każde słowo, każdą wiadomość, przynajmniej wiem , że to, co piszę, nie trafia w pustkę.
Nie odpowiem na wszystkie komentarze czy wiadomości– jedni mnie znają, inni, być może, dopiero poznają.

Nie jestem chorągiewką. Nie robię nic pod publikę. Nie zależy mi na poklasku.
Jestem sobą – i to musi wystarczyć.
Nie mieszczę się w gotowych szufladkach, nie pasuję do schematów.

Żyjemy w kraju o historii pełnej chwały i bólu. W narodzie, który nie raz podnosił się z kolan, mimo że świat już dawno go skreślił.
Mamy w sobie ogromną siłę – ale dziś zbyt często roztrwaniamy ją w kłótniach, wzajemnej niechęci i niezrozumieniu.
Szkoda. Bo coraz trudniej być nam wspólnotą.

A przecież potrafimy.
Bo w Wigilię milkną spory.
Bo wtedy potrafimy spojrzeć na siebie jak na ludzi, nie jak na wrogów.

I jeszcze jedno – darujmy sobie wpisy o „tym” czy „tamtym” rządzie.
Niech każdy zacznie od siebie.
Codziennie karmimy się mediami, które nie informują – tylko sterują naszymi emocjami, naszym lękiem, naszym gniewem.

Wiem też, że pojawiły się głosy, że jestem „ruską onucą”.
Dziś to łatka, którą przykleja się każdemu, kto choć odrobinę wykracza poza czyjś światopogląd.

Nie jestem żadną onucą. Jestem Polakiem.
Myślącym. Czującym. Szanującym historię i ludzi.
Bo patriotyzm to dla mnie nie krzyk i nienawiść.
Patriotyzm to odpowiedzialność. Pokora. Pamięć.

Wierzę, że Polska może być inna.
Że możemy zbudować Ojczyznę wierną swoim wartościom – opartą na szacunku, godności i pamięci.
Ojczyznę, której nie trzeba się bać, tylko którą można kochać.

I wierzę jeszcze w coś.
Że przyjdą takie czasy, w których nie będę musiał ważyć słów.
Że będę mógł opublikować to, co dziś czeka na dzień bez cenzury – historie, które powierzono mi z obawą.
Że rodziny, które przekazały mi swoje świadectwa, nie będą się już bały.
Że nikt nie będzie musiał ukrywać, że to właśnie ich tragedia – ta z przemilczanego podwórka historii – domaga się wreszcie głosu.

Wielu zastanawia się, czy relacje, które piszę, są autentyczne.
Wystarczy spojrzeć na komentarze pod ostatnim postem.
Można by napisać kolejne kilkadziesiąt opowieści, kontaktując się z ich autorami.
Bo prawda – choć czasemu zakopana głęboko – wciąż żyje. W ludziach. W ich pamięci.
I tylko czeka, aż ktoś odważy się jej wysłuchać.

Autor: Jędruś Ciupaga