Frekwencja w świeżo zakończej II turze wyborów prezydenckich była jak na polskie warunki bardzo wysoka – 71,63%. Uprawnionych 29,363 miliona, ważnych kart 21,033 miliona.

Faktycznie frekwencja była nieco wyższa, ale nie policzono części głosów.
Bo oto się okazuje, że w krajowym głosowaniu korespondencyjnym (w obwodach zagranicznych takie głosowanie zostało zakazane po wyborach prezydenckich 2020 r.) w 814 przypadkach komisje uznały je za nieważne z powodu róznych defektów. Te głosy nie znalazły się w urnach.
Podobnie zakwestionowano aż 1423 głosy wyciągnięte z urn, tylko dlatego, że nie posiadały stosownych czerwonych pieczątek komisji obwodowej – co jest skandalicznym błędem tychże komisji, a nie wyborców. (Dla porównania w I turze – defekty korenspondencyjne wynosiły 854, a bez pieczątki czerwonej – 2727 głosów!)
Odnotować też trzeba, że w II turze aż 189 tysięcy wybórców zdecydowało się oddać nieważne głosy – puste lub z dwoma krzyżykami.

*****
System e-wybory pozwalający zapisywac się do zagranicznych obwodów głosowania (a była ich rekordowa liczba 511) działał wyjątkowo sprawnie. Łącznie zagranicą za pomocą systemu bądź oświadczeń zgłosiło się w I turze 524 tysiące wyborców. Przy czym skorzystało z tego prawa 467 tysięcy.
Niestety zabrakło szeroko dostępnej informacji, że jeśli ktoś zapisał się zagranicą w turze I, to nadal podlega pod ten sam obwód w turze II (o ile się niewyrejestruje na czas). I to była pułapka na turystów. Na 721 tysięcy zarejestrowanych oddało swe głosy 608 tysięcy.

*****
Karol Nawrocki wygrał z Rafałem Trzaskowskim przewagą 369 tysięcy głosów, stąd owe 189 tysięcy nieważnych i 113 tysięcy zagranicznych absencji robi wrażenie. Ale nawet gdyby wszystkie te głosy zostały oddane na Trzaskowskiego nie dałyby mu zwycięstwa. Choć wtedy można byłoby mówić o „żyletkach”.

*****
Warto jeszcze odnotować wyniki zagranicznie. Globalnie wygrał tu Trzaskowski uzyskując 63,49%. Nawrocki odniósł zwycięstwa w USA, Kanadzie oraz w polskich misjach wojskowych w Bośni i Hercegowinie oraz Kosowie. Trzeba też dostrzec, że wygrywał w pojedynczych obwodach w Europie Zachodniej, gdzie liczebność wyborców była relatywnie wysoka – Bruksela VI, Spalding, Birmingham IV, Londyn VIII, Frankfurt III, Aulnay-sous-Bois (przedmieścia Paryża).

****
Debata prezydencka, która odbyła się przed II turą dnia 23.05.2025 r. pomiędzy Trzaskowskim a Nawrockim była najbardziej żenującą w dziejach politycznych III RP. Kontrkandydaci obrzucając się wzajemnie błotem przebili nawet starcie Wałęsa-Kwaśniewski z 1995 r., gdy ten drugi nie chciał podać ręki, a ten pierwszy w zamian oferował nogę.
Problem w tym, że dobór kandydatów zależał nie od samych zwolenników dwóch głównych partii, a ci oczekiwaliby rywalizacji pomiędzy Radosławem Sikorskim a Tobiaszem Bocheńskim, lecz od prezesów PO i PiS.
Donald Tusk i Jarosław Kaczyński zdominowali polską politykę po 1989 r. – z krótką przerwą na lata 1993-1997, gdy obaj tkwili w niebycie po klęsce wyborczej.
Każdy z nich w swej karierze był premierem Państwa Polskiego, wzglednie vice-premierem bez teki, ale nigdy ministrem. Obaj startowali raz w wyborach prezydenckich i przegrali w drugich turach.
Kaczyński miał wpływ, albo wręcz wymyślił 4 prezydentów oraz 6 premierów. Tusk głównie sam urzęduje jako premier, bijąc wszelkie rekordy, aczkolwiek na jego koncie jest 1 prezydent (B. Komorowski) i 1 premier (E. Kopacz).
I tylko pomyśleć, że w latach 1990-1991 obaj byli działaczami tej samej partii – Porozumienia Centrum. Ich drogi ostatecznie rozeszły się dokładnie 33 lata temu w pamiętną „noc teczek”.
Od 1997 r. systematycznie odzyskiwali pozycję polityczną, a od 2005 r. zawładnęli całym naszym życiem politycznym.