Zawsze uważałem, że największym zagrożeniem dla Polski jest kondominium rosyjsko-niemieckie. Dlatego popierałem sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i ideę Międzymorza.
Nie po to jednak, żeby zamienić jednego pana na drugiego.
Chodziło mi o wyzwolenie, nie o zmianę właściciela.
Chciałem Polski, która dzięki sojuszowi z Ameryką zyskuje bezpieczeństwo, a dzięki Międzymorzu — własną siłę. Polski, która nie musi wybierać między Berlinem a Moskwą, ale też nie musi wybierać między Waszyngtonem a Kijowem.
Tymczasem coraz częściej widzę, jak z Międzymorza robi się projekt polskiego podporządkowania ukraińskim interesom, a z proamerykańskości — bezwarunkowe przytakiwanie Waszyngtonowi.
Wczoraj robiliśmy laskę Niemcom, z dupą wystawioną w stronę Moskwy. Dzisiaj niektórzy proponują ten sam mechanizm — tylko w inną stronę.
Wtedy Berlin miał zawsze rację.
Dzisiaj zawsze rację ma Waszyngton.
A w sprawach Ukrainy — Kijów.
Gdy pojawia się temat kultu Bandery i UPA albo ukraińskiej polityki historycznej, mamy siedzieć cicho, bo rzekomo „działamy na rzecz Rosji”.
Gdy mowa o działaniach Izraela w Palestynie — również mamy siedzieć cicho, bo „sojusz ze Stanami”.
Nie.
Sojusznik nie jest właścicielem.
Przyjaciel nie jest zwierzchnikiem.
Wspólny wróg nie daje nikomu prawa do wystawiania nam rachunku za własne interesy.
Jeżeli mamy budować Międzymorze, to nie po to, żeby Polska została przedmurzem cudzych interesów.
Ma to być pas państw wolnych, silnych i podmiotowych — współpracujących z Ameryką, ale zdolnych powiedzieć jej „nie”; współpracujących z Ukrainą, ale broniących własnych interesów i własnych czerwonych linii.
Państw antyrosyjskich, lecz nie antypolskich.
Państw, które nie zamieniają polityki zagranicznej w konkurs na zgadywanie oczekiwań obcego patrona.
Bo jeśli jedyna zmiana polega na tym, że zamiast robić laskę Berlinowi robimy ją Waszyngtonowi, a zamiast oglądać się na Moskwę — oglądamy się na Kijów…
to nie jest Międzymorze.
To jest zmiana kierunku poddaństwa.
A ja nie o to walczyłem.
Nie chciałem dla Polski nowego pana.
Chciałem Polski bez pana.
CHODZIŁO MI O WOLNOŚĆ.
O SIŁĘ.
O PODMIOTOWOŚĆ.
O POLSKĘ, KTÓRA MA SOJUSZNIKÓW — ALE NIE MA PANÓW.

Zostaw komentarz