Czas przywrócić pamięć historyczną tamtych dni i pokazać niezłomną postawę prawdziwych bohaterów, których mordowali sowieccy siepacze w polskich mundurach. – „Wyklęty” to ważny film, bo traktuje o żołnierzach, a przede wszystkim o ludziach, którym niszczono życie, pozbawiano złudzeń, życia rodzinnego, ścigano jak zwierzynę, mordowano z zimną krwią. O ludziach, to znaczy o istotach z krwi i kości, które poza swoją ogromną odwagą, wytrwałością, swoim heroizmem mają, jak każdy z nas, swoje słabości, chwile zwątpienia, załamania czy utraty nadziei, popełniają błędy. – mówi Wojciech Niemczyk, odtwórcą głównej roli w filmie „Wyklęty” w reżyserii Konrada Łęckiego w rozmowie Janem Lorkiem.

Jan Lorek: Zagrał Pan w filmie „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Jak ocenia Pan ten film? Na pewno wcześniej znał Pan historię ks. Jerzego. Czy coś zmieniło się w Panu po tym filmie?

Wojciech Niemczyk: Po tym filmie nie, jeszcze nie… Natomiast historię Księdza Jerzego znałem. Pomiędzy obrazkami Świętych, kolekcjonowanymi przez moją mamę gdzieś tam widniał również ten z księdzem Jerzym i krótką notką historyczną. Poza tym jeszcze jako dziecko widziałem film Agnieszki Holland „Zabić księdza” i pamiętam, że bardzo mnie poruszył. Na planie filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas” dało się wyczuć, że jest to ważny film dla jego twórców. Sam efekt końcowy zresztą jest bardzo dobry, w czym ogromna zasługa Adama Woronowicza, który do roli pasuje idealnie.

Aktualnie gra Pan w filmie „Wyklęty” Konrada Łąckiego. Proszę opowiedzieć o tej produkcji.

Wojciech Niemczyk– Długa, żmudna, wyczerpująca, intensywna praca. Jak nie zimno, to mokro, jak nie upał, to komary i kleszcze chcą pożreć, zagryźć, wyssać krew do ostatniej kropli. Tak to bywa w filmie: dla jednego krótkiego ujęcia trzeba poświęcić osiem godzin biegania po lesie. Gdyby nie ten film, na pewno nie byłbym w stanie zwiedzić tak dokładnie ziemi świętokrzyskiej.

Do meritum. Zapewne chce Pan usłyszeć o tym jak ważny to film, bo traktuje o żołnierzach, a przede wszystkim o ludziach, którym niszczono życie, pozbawiano złudzeń, życia rodzinnego, ścigano jak zwierzynę, mordowano z zimną krwią. O ludziach, to znaczy o istotach z krwi i kości, które poza swoją ogromną odwagą, wytrwałością, swoim heroizmem mają, jak każdy z nas, swoje słabości, chwile zwątpienia, załamania czy utraty nadziei, popełniają błędy. Kiedy rozpoczynaliśmy pracę nad tym filmem nie byliśmy do końca pewni czy i kiedy uda się go ukończyć. Okazało się, że bez wsparcia jakiejkolwiek instytucji państwowej zdjęcia ruszyły i powoli, bo powoli, ale prą naprzód dzięki wspaniałym zwykłym ludziom, którzy bezinteresownie wpłacają pieniądze na poczet powstania tego filmu.

W filmie występuje wielu znanych aktorów, m.in. Piotr Cyrwus. Z kim najczęściej spędza Pan czas na planie i co daje praca przy tym obrazie?

Wojciech Niemczyk na planie filmowym - fot. Wojciech Marczak– No cóż, najwięcej czasu na planie spędzam sam (śmiech). Wynika to z tego, że inspiracją dla mojej postaci, czyli głównego bohatera, była samotność śp. Józefa Franczaka czyli „Lalka”, ostatniego partyzanta, który ukrywał się aż do 1963 r. Poza tym myślę, że zamysł artystyczny zarówno reżysera Konrada Łęckiego, jak i operatora Karola Łakomca jest taki, żeby nie uciekać od ciężkiej pracy. Bardzo dużo czasu poświęcają na poszukiwania ciekawych miejsc, w których bohater mógłby pojawić się choć na te parę sekund w filmie, co sprawi, że widz nie ugrzęźnie w jednym lesie między dwoma drzewami, lecz będzie uczestnikiem w jego tułaczce.

W związku z tym, że nie jest to film z ustalonym budżetem, warunki pracy na planie bywają bardzo trudne i ciężkie, co sprawia, że ludzie stają się naprawdę zżytą i zgraną ekipą. Takie małe ważne chwile, o których dzisiaj często się zapomina.

Film nie jest ukończony. Jeśli ktoś chciałby pomóc ekipie, co może zrobić?

– Zapraszam wszystkich na stronę fundacji Między Słowami, która zajmuje się zbiórką darowizn na poczet ukończenia filmu, którego fragmenty wraz z apelem o wsparcie można zobaczyć na kanale YouTube „Łęcki Filmowo”. Aktualności i bieżące informacje dostępne są również w mediach społecznościowych, na Facebooku o nazwie „Wyklęty”.

W ostatnim czasie na ekranach pojawił się „Pilecki”. Wiem, że niedługo do kin ma trafić „Historia Roja”. Lubi Pan filmy historyczne?

– Tak, zdecydowanie cenię filmy historyczne, biograficzne. Poza walorem rozrywkowym (rozrywką nazywam zarówno bezmyślne gapienie się w ekran, jak i kontemplację artystycznego dzieła), pełnią one często rolę edukacyjną.

Co z innymi gatunkami?

Wojciech Niemczyk na planie filmu Wyklęty - fot. Wojciech Marczak– Jako aktor nie dyskwalifikuję żadnego gatunku. Staram się być na bieżąco. Nawet w najgorszym obrazie można dostrzec coś inspirującego. Pozostaje kwestia zmarnowanego czasu czy w ogóle czasu, którego za wiele nie ma. Chcąc obejrzeć wszystko co dobre brakłoby mi życia. Jest to fizycznie niemożliwe, więc siłą rzeczy filtruję to, co oglądam. W zależności od dnia, humoru czy zapotrzebowania.

Proszę opowiedzieć o swojej pracy w teatrze.

– Zazwyczaj jest intensywna. Staram się. Daję z siebie to, co mam najlepsze, a przynajmniej wydaje mi się, że mam. Póki co dużo pracuję, a skoro tak, to trzeba się tym dzielić, bo do grobu tego nie zabiorę, do szafy nie schowam. A może coś tam zostanie! Ktoś powspomina, że się pośmiał, wzruszył… albo wkurzył, bo i tak bywa.

Co Pan robi poza grą?

Wojciech Niemczyk w jednym kadrze na planie filmu Wyklęty - fot. Wojciech Marczak– Gram… w hokeja, na przykład (pozdrowienia dla wszystkich zapaleńców hokeja na lodzie w Woj. Świętokrzyskim, w szczególności moich kolegów z drużyny Samsona Samsonów). Żyję życiem pełnym zwrotów i akcji. Raz jest miło i przyjemnie, innym razem ciężko. To ktoś umrze, to znowu inny mały ktoś ma pierwsze urodziny. Pomodlić też się trzeba o pokój, pokój ludziom dobrej woli oczywiście. Nie, nie samą pracą człowiek żyje, choć nad sobą pracować trzeba wytrwale, bez ustanku.

Dziękuję za wywiad i pozdrawiam. 

Rozmawiał Jan Lorek.

Fot. Wojciech Marczak